poniedziałek, 30 kwietnia 2018

322. Nie ma lepszej inwestycji

Bardzo dużo ostatnio pracuję. Tak wyszło, takie decyzje podjęłam, jestem z nich bardzo zadowolona, bo z wielu powodów są to dla mnie dobre decyzje - robię to, co mnie kręci, jestem za to wynagradzana w tej walucie, która jest dla mnie ważna (to nie tylko pieniądze, ale też poczucie wpływu i świadomość misji), a przede wszystkim czuję, że się rozwijam.

Nie mam więc czasu (i energii) pisać ani tutaj, ani na blogu o seksie (na nim to w ogóle piszę skandalicznie rzadko), czasami coś skrobnę na facebooku, jakąś reakcję na rzeczywistość, która nadal potrafi mnie zaskoczyć. Nie mam czasu pisać książki i zaczyna mi to ciążyć, bo gdzieś w głowie ustaliłam sama ze sobą, że skończę ją do końca roku akademickiego, czyli do czerwca. Potem zdałam sobie sprawę, że rok akademicki kończy się formalnie 30 września, ale mnie chodziło o czerwiec. To nie jest przyjemna do pisania książka, więc chciałabym zamknąć temat. Po prostu.

Tymczasem nie, wymyśliłam sobie dodatkowe zadania i oprócz mojej codziennej pracy i mojej dodatkowej działalności mam teraz zadania ważne i najważniejsze. Wybaczcie, że nie piszę konkretnie o swojej robocie, ale to są tematy, którymi nie chcę się dzielić z całym światem.

A oprócz tego zapisałam się na półmaraton (1 września), walczę z wagą (bo wyobraźcie sobie, że od biegania można utyć, szczególnie jak się ma Hashimoto, które stresu nie lubi, a bieganie jest dla mojego organizmu stresem, od jedzenia też się tyję, tak wiem, od jedzenia łatwiej przytyć niż od biegania), porządkuję mieszkanie po wyprowadzce syna (nadal jest mi z tym dziwnie, że go już nie ma, właściwie to jest mi z tym bardzo dziwnie), i próbuję zachować namiastki życia towarzyskiego, co mi wychodzi najgorzej, bo brakuje czasu na wszystkich, a z wiekiem przestałam lubić spędy ludzkie, stanowczo wolę bardziej czasochłonne, ale też głębsze spotkania w pojedynkę.

Staram się jednak patrzeć na swoje życie obiektywnie. Mam pracę (a nawet kilka prac), stać mnie na wyjazdy zagraniczne i w gruncie rzeczy nie muszę liczyć każdego grosza, jestem mniej więcej tak samo zdrowa jak mój styl życia - co do zasady jest wszystko ok, odżywiam się bardzo rozsądnie, ruszam się i śpię średnio 7 godzin dziennie, ale wiadomo, co jakiś czas za dużo słodyczy, za mało biegania albo niekoniecznie dietetyczne jedzenie zamawiane do domu. Mam dobre relacje z bliskimi, z nikim nie jestem pokłócona na śmierć i życie, a jeśli byłam, to zapewne już zapomniałam, bo właśnie, mam uroczą zdolność zajmowania się głównie tym, co tu i teraz. Wypracowałam to sobie. Tak się lepiej żyje. Nie pamiętam ludzi, nie pamiętam twarzy i nie pamiętam imion. Chyba że pamiętam, bo ktoś jest bliski i ważny, albo nawet najważniejszy.

Czy jest coś, czego żałuje? Masę rzeczy, ale na tamtejsze moje dojrzałości wewnętrzne,  czy też niedojrzałości, podejmowałam zapewne najlepsze wówczas możliwe decyzje, więc nie mam do siebie pretensji.
Czy jest coś, o czym marzę? Tak, oczywiście, chciałabym mieć więcej czasu dla Was, więcej kasy na podróżowanie i być szczupła. I dążę do tego, więc spodziewajcie się efektów. Któregoś dnia Was zarzucę krótkim: "to kiedy się widzimy?".
Czy oprócz tego jest coś, czego mi brakuje? Co najwyżej poczucia humoru, kiedy jestem zmęczona nadmiarem pracy i przestaję rozumieć to, co się do mnie mówi.

Nie chcę zapeszać, kochani, ale wszystko na to wskazuje, że jestem szczęśliwa.
I nawet jeśli niektórzy twierdzą, że jak ktoś musi o tym głośno przypominać, to zapewne taki szczęśliwy nie jest, ja na swoje usprawiedliwienie powiem, że chodzi mi głównie o to, żeby Was uspokoić. Że żyję, że mam się dobrze, że nie mam za wiele planów na najbliższy czas, a decyzje podejmuję coraz bardziej spontanicznie i na intuicji. I jest mi z tym dobrze. No i że pracuję cały czas. Zawodowo. Zarobkowo. Intensywnie.
Ale przede wszystkim pracuję nad sobą. Bo to ja jestem swoją najlepszą inwestycją.

Dobrego Wielkiego weekendu!
(na deser kilka zdjęć z Andaluzji)





3 komentarze:

  1. Cieszę się, że tak dobrze Ci się układa 😁 jakieś małe sprawozdanko z Andaluzji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuję. Zdjęć mam furę, muszę przejrzeć. Miało być łagodne wejście w życie po urlopie, ale samochód nam zrobił kuku i niedzielę spędziliśmy na ratowaniu auta. Ale spróbuję, promised!

      Usuń
  2. Czyli jednak nie było tak, że deszcz, deszcz i zamknięte wszystko? ;)

    OdpowiedzUsuń