czwartek, 12 kwietnia 2018

321. Andaluzja. Pociągiem z Rondy do Algeciras.

Są różne bziki podróżnicze. Jedni kupują magnesy, inni muszą koniecznie zjeść coś słodkiego lokalnego, a jeszcze inni zbierają mapki i plany z każdego miejsca, które odwiedzą.

Ja lubię pociągi. 

Lubię nimi jeździć i lubię oglądać świat z ich okien. Gdzie tylko jestem, próbuję wyszukać jakąś ładną trasę i staram się nią przejechać. A pięknych tras jest wiele i to niektóre całkiem łatwo dostępne, niestety rzadko kiedy się z nich robi atrakcje turystyczne. 

Parę lat temu przejechałam się kolejką z Podgoricy do Baru w Czarnogórze (bardzo polecam, przepiękna około godzinna trasa, nawet jeśli pociągi stare i okna mocno zaśniedziałe, więc nie wszystko ładnie widać). Na Tajwanie pojechałam specjalnie w głąb wyspy przez półtora dnia do Alishan (2200 m npm) tylko po to, żeby przejechać się wąskotorówką, a potem zjechać na wybrzeże wyspy przez pięknie kwitnące lasy. W Szwajcarii chciałam pociągiem zjechać pół kraju i góry, ale było trochę za drogo, więc czekam na lepszą okazję. Na Sycylii trochę przypadkiem wsiedliśmy do pociągu z Trapani do Marsali i dzięki temu obejrzeliśmy z okien liczne baseny solankowe. 

Tak, lubię pociągi. 

(w Polsce polecam np. trasę Sokółka-Suwałki) 

Dlatego dzisiaj wsiedliśmy w pociąg w Rondzie, pojechaliśmy do Algeciras, zjedliśmy falafela i frytki i wróciliśmy do Rondy. 

Dwa razy po półtorej godziny jazdy, z czego ostatnie 20 minut autobusem, bo jest jakiś remont i komunikacja zastępcza. W sumie 50 EUR na dwie osoby (pierwszy pociąg droższy, 15,90 EUR na łebka, powrotny lokalniejszy, więc tańszy, 8,90 EUR na łebka). Byłoby drożej, ale bilety pociągowe w Hiszpanii warto kupować w internecie, mają niższą o kilka euro cenę na sztuce, nie trzeba ich drukować, wystarczy mieć w telefonie. 

Jazda w jedną, jazda w drugą, niejeden postukałby się w głowę - po cholerę jechać pociągiem do mocno industrialnego miasta portowego, w którym nie ma nic ciekawego (na pewno coś jest, ale mieliśmy za mało czasu, żeby to znaleźć)? Po co spędzać pół dnia w pociągu, skoro można by sie ponownie przejść po niezwykle malowniczej Rondzie, jej licznych schodach, kościołach i pięknych domach? Pan w hotelu nie rozumiał, czemu pytam o pociąg, a pani w kasie biletowej długo mi wyjaśniała, że możemy nie zdążyć wrócić i czy aby na pewno rozumiem, że w Algeciras nie ma nic ciekawego. 

Rozumiałam, wszystko rozumiałam. Ale musiałam. Bo lubię pociągi. 

Widoki były obłędne, nawet jeśli deszcz i mgła po drodze, pogoda dziś niestety w górach mocno taka sobie. Góry, skały, rzeki i rzeczki, mosty, skałki i inne szczyty. Przewyższenia oceniam na jakieś 800 metrów, Ronda położona jest na wysokości 739 m npm, a pociąg trochę w górę też jechał. Trasa prowadzi przez kilka małych miejscowości, ale przede wszystkim brzegiem dwóch parków krajobrazowych (Parque Natural de la Sierra de Grazalema i Parque Natural Los Arconocales). Owce, kozy, krowy, samotne gospodarstwa, dziwne zabudowania, drogi, które się nagle kończą, droga na Ostrołękę, spływające rzeki, głębokie wąwozy i skały w warstwach, jakby specjalnie przygotowane pod lekcję geologii. Zdjęć mam niewiele, zwłaszcza, że okien w pociągu nie można było otworzyć, ale i tak namawiam Was na taką wycieczkę, jeśli tylko będziecie w okolicy. 

Bo z okien pociągu widzi się inaczej i widzi się co innego. Trasy kolejowe są bardzo często tam, gdzie nie ma dróg dojazdowych, więc pokazują inny, coraz bardziej niedostępny świat (niedostępny także dlatego, że ostatni pociąg z Algeciras do Rondy wyjeżdża o 15:30, trochę jak PKS-y na Suwalszczyźnie). Pociągiem jest magicznie. 

(a ostatecznym argumentem było to, że po kilku dniach łażenia i snucia się po andaluzyjskich miastach i miasteczkach dobrze było dać chwilę odpocząć nogom) 

Wróciliśmy więc po południu do Rondy. Deszcz padał w najlepsze. Kilkaset metrów do parkingu przebiegliśmy, zmokliśmy tylko od spodu, ale za to po całości, autem podjechaliśmy do hotelu po bagaże. 

Już tylko włączyć nawigację, kupić żelki haribo na drogę, odkryć, że siedzenia w aucie są podgrzewane, i wyruszyć ponownie w trasę w dół, znowu nad samo morze śródziemne. Na dwie ostatnie noce naszej podróży zamieszkaliśmy dziś w Estaponie. Z okna widać plażę. Deszcz nadal trochę pada. 

Dobrze, że klimatyzator ma też funkcję ogrzewania :)   







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz