czwartek, 7 grudnia 2017

312. Instrukcja obsługi mnie samej

Ze mną jest trochę jak z tym naukowcem, co to żonie mówi, że jest u kochanki, kochance, że musi do żony, a sam się zaszywa w bibliotece. A mianowicie R pojechał wczoraj na Nordcon i mieszkanie nagle dziwnie opustoszało. Wróciłam więc dziś po rosyjskim do domu, psa wyprowadziłam i zasiadłam w fotelu. Dzieci zeznały, że będą późno, ja odwołałam spotkanie towarzyskie, zrobiłam sobie dwie kanapki z żółtym serem i nareszcie poczułam się dobrze. Teraz siedzę pod prywatną kołderką z prywatnym tygodnikiem powszednim w liczbie dwóch sztuk zaległych i jednej świeżej i napawam się tą pustką, która od pewnego czasu jest towarem wybitnie deficytowym.

Potrzebuję samotności.

Tak, wiem, otwartość, ekstrawertyzm i rozmowo-filia zazwyczaj nie chodzą w parze z potrzebą ciszy, samotności i własnej kołderki, a jednak u mnie tak jest. W ciągu dnia mam spotkanie za spotkaniem, co chwila drzwi się otwierają i czyjaś sympatyczna głowa pyta: "mogę?", oczywiście, że może, więc krótkie momenty pustki są na wagę złota. Natomiast wieczorem wracam do domu i tyle rzeczy trzeba ustalić, omówić i przegadać, że dopiero koło 23h każdy siada przed swoim kompem w słuchawkach i zalega relatywna cisza.

Ale pustki nie ma prawie nigdy. A to w pustce jestem najbardziej płodna. Bo o ile uwielbiam myśleć w interakcji z drugą osobą i wtedy wymyślam najwięcej i najfajniej, o tyle tworzę w samotności i samodzielnie. Nie umiem pisać w grupie, nie potrafię spisywać i porządkować pomysłów, gdy ktoś mi stoi za plecami. Jeśli więc rozmowa otwiera wszystkie furtki i uruchamia możliwości, to samotność porządkuje, schematyzuje i wykreśla opcje, coby ostateczna forma była zwarta i domknięta.

 Czasami chciałabym mieć dwa równoległe życia. Jedno z innymi, intensywne i społeczne, a drugie introwertyczne, w samotni i medytacji. W pierwszym się realizuję, w drugim jest mi ze sobą lepiej i bardziej.

A zatem dobry wieczór się z Państwem i dobranoc jednocześnie ;)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza