środa, 18 listopada 2015

249. O ubezpieczeniu, wymianie pieniędzy i przygotowaniach przed wyjazdem

No to lecimy. Jutro.
Do Paryża.

Ponieważ wiadomości w mediach są takie sobie (nawet gdy się czyta ich pełniejsze, francuskie wersje), postanowiliśmy się nieco zabezpieczyć. Przed atakiem terrorystycznym nas to nie uchroni (przed tym chyba nic w tej chwili nie może uchronić poza wyprowadzką gdzieś daleko w głąb lasu), ale w trudnej sytuacji może nam to ułatwić życie, albo naszym bliskim.

Najpierw więc polisa turystyczna. Pierwsze ubezpieczenie "uruchomiłam" sobie na karcie kredytowej VISA, gdy płaciłam za bilety samolotowe. Chciałam jednak kupić jeszcze jedną polisę, z wyższymi kosztami leczenia i lepszym zabezpieczeniem. Wgłębiłam się w ogólne warunki ubezpieczenia (OWU) zwyczajowej polisy turystycznej, którą wykupuję w mBanku i wyczytałam, że szkody powstałe w wyniku wojny, konfliktu zbrojnego i działań wojennych są wyłączone spod ubezpieczenia. Cudownie, prawda? Zrozumiałam, że być może standardowa polisa nie załatwi mi problemu i że należy się tematowi przyjrzeć nieco bliżej.

MBank zasadniczo nie był w stanie mi odpowiedzieć na pytanie, co sądzi na temat wyjazdu do kraju, którego prezydent właśnie ogłosił, że znajduje się w stanie wojny. Pani na infolinii odesłała mnie do BRE Ubezpieczenia. Tam dowiedziałam się, że operatorem jest AXA Polska, gdzie mi powiedziano, że powinnam rozmawiać z AXA TUiR. W tym ostatnim telefon nie odpowiadał ;) Zadzwoniłam ponownie do mBanku i tym razem trafiłam na bardzo pewnego siebie konsultanta. "Nie, nie ma konfliktu zbrojnego w Paryżu, proszę Pani. Francja jest w stanie wojny, ale ta wojna toczy się w Syrii, a nie we Francji, więc ubezpieczenie działa." Czy mogę to dostać na piśmie? "Może Pani sobie wydrukować OWU dostępne na stronie www".

No jakoś mnie nie przekonał.

Przeczytałam wtedy interesujący tekst Reginy Skibińskiej i zrozumiałam, że to w ogóle skomplikowana opcja, zwłaszcza, że Francja nie była dotychczas uznawana za niebezpieczny kierunek. Odezwałam się więc do mojego brokera ubezpieczeniowego, który poczynił odpowiednie wyliczenia i zeznał, że za jakieś 250 zł mogę się ubezpieczyć w Warcie (z KL, NNW, OC, transportem zwłok i ubezpieczeniem bagażu) z dodatkową opcją "wojna". Drogo, jak na przedłużony weekend. Trochę taniej w PZU, najtaniej w Generali, ale nadal powyżej stówy.

Czekałam jeszcze na interpretację przepisów z Allianzu, kiedy nadeszła ciekawa odpowiedź od pani z Generali - o ile wyjazd jest turystyczny, to nie muszę wykupywać dodatkowej opcji "akty terroru", więc zmieścimy się w sensownej kwocie 25 zł na osobę, bo mają klauzulę niespodziewanej wojny (i każdy kolejny atak byłby uznany za taki). Warunki nie są być może idealne (bo KL w przypadku tej nagłej wojny tylko do 2000 EUR), ale za to jest transport do Polski w razie Niemca. I transport zwłok też. A to są najbardziej kosztowne pozycje, skoro jestem ubezpieczona.

No właśnie, ubezpieczona. Wyrobiliśmy kartę EKUZ (w oddziale NFZ, na miejscu, kilka minut, można wypełnić odpowiednie upoważnienie dla kogoś, nie trzeba osobiście, karta jest ważna przez pół roku) i na jej podstawie będziemy korzystać ze służby medycznej tak, jak korzystają z niej Francuzi. Czyli wizyty płatne, ale większość kosztu jest zwracana post factum, a szpital bezgotówkowo. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Ubezpieczenia bagażu podręcznego nie wykupiłam, bo w przypadku elektroniki ubezpieczenie obejmuje prawie wyłącznie sytuację rabunkową (gdy jest jakiś kontakt słowny lub fizyczny z rabującym), reszta kradzieży i zniszczeń jest wyłączona spod ubezpieczenia. A ja ze złodziejem gadać nie będę.

Z innych spraw, które warto zrobić przed długim wyjazdem albo średnio bezpieczną wycieczką, to spisać swoje wszystkie hasła i kody dostępu, a także posiadane konta, karty, lokaty, polisy i inne majątki, i przekazać te informacje jednej zaufanej osobie.  Napisać, komu się jest winnym pieniądze, a kto tę kasę wisi nam. I podstawowe numery telefonu. Przygotować takie porządne zabezpieczenie dla naszych bliskich na wypadek nagłej śmierci. Nigdy nie wiadomo, kiedy wpadniemy pod tramwaj, a porządek w dokumentach może naprawdę sporo ułatwić.

Skoro jednak akty terroru, to założyłam też, że mogą się zdarzyć problemy z płatnościami. Cyberatak na banki byłby przecież najwspanialszym sposobem walki z zepsutą zachodnią cywilizacją. Sprawdziłam więc przy okazji swoje karty płatnicze i kredytowe. Obie VISY z mBanku (płatnicza i kredytowa) mają od jakiegoś czasu bardzo wysoką prowizję za przewalutowanie. Za każdą transakcję wykonaną w innej walucie niż PLN płacę 5,9% prowizji. Mastercard jest nieco lepszy, tylko 2 lub 3%, ale ma też trochę gorsze kursy wymiany walut. Poszłam po rozum do głowy i wymieniłam trochę gotówki. Na cały wyjazd nie wystarczy, ale akurat tyle, żebym nie musiała używać VISY.

A po powrocie będę musiała się rozejrzeć za jakimiś lepszymi produktami. Podobno tMobile ma niezłą ofertę bankową. Bo taki powrót w świat XX wieku i w klimaty cinkciarzy i kantorów mnie średnio kręci. Jestem zaawansowanym konsumentem usług finansowych i nie lubię, gdy robią mnie w konia, a tak wysoka prowizja za płatności zagraniczne jest skandalicznie nieopłacalna.

No więc jedziemy. Walizki prawie gotowe, niestety tylko w postaci bagażu podręcznego, więc wszystkie noże zostają w domu (a razem mamy ich całkiem ładną kolekcję). Wydrukowałam bilety, wrzuciłam w chmurę skany dokumentów i na pewno wezmę nieco więcej leków i soczewek jednodniowych.

I wszystko będzie dobrze. Nie widzę tego inaczej :)


Zdjęcie pobrane z serwisu www.flickr.com, autor: Moyan Brenn, licencja: CC BY 2.0

2 komentarze:

  1. O, mam: https://www.mbank.pl/pomoc/info/karty/karty-platnicze-waluty-rozliczeniowe.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Wracając do starych wpisów przed naszym wyjazdem: Citibank ma opcje założenia konta walutowego, do którego przez stronę lub telefonicznie można w każdym momencie przepiąć kartę płatniczą. Korzystaliśmy z tego w Hiszpanii, koszty pod kontrolą.

    OdpowiedzUsuń