czwartek, 10 sierpnia 2017

300. Katalog grzechów polskiej branży turystycznej

Już nie mogę od tego klikania.
Mam tego serdecznie dość.

Od kilku dni próbuję sobie znaleźć miejsce na pisanie. Ten fragment mojego urlopu będzie trwał całe 6 dni, więc rozumiecie, że miejscówa musi być dobrana precyzyjnie, gdyż czasu mikroskopijnie mało, a książka się sama nie napisze. Przede wszystkim więc chodzi o to, żeby nic nie przeszkadzało. Narzeczony, syn, jego dziewczyna, pies oraz 2 koty zostają w domu. Jadę sama.

Wydawało mi się, że nie chcę za wiele. Widok na morze z okna i balkonu. Biurko. Wyżywienie. I cena niższa niż za tygodniowy wyjazd do Grecji.

No więc myliłam się.

Na booking.com jest sporo filtrów wyboru, ale mam wrażenie, że większość wypełniających nie oznacza odpowiednich opcji. Określiłam, że chcę "balkon" i "widok" - wyszło mi kilkadziesiąt opcji na całym Pomorzu (wszystkich możliwości kilkadziesiąt tysięcy). Dodałam jeszcze plażę, liczba opcji zmalała do 17, i większość z nich była w sporej odległości od morza (nie wiem, może chodzi o to, że plaża jest niedaleko?). Za to "widok" to przede wszystkim widok na ogród. Albo na jezioro. A tym jeziorem jest czasami staw. Na pewno urokliwy. W sumie widok na parking to też widok, nie?

Zdjęcia natomiast się robi obiektywem szerokokątnym, żeby pokój wydawał się większy. To już chyba norma. Czasami się robi zdjęcia artystyczne - autofokus na wazonik z różami, na małej przesłonie, więc tego co z tyłu nie widać. Zdjęcia z balkonem? Ależ po co. Zdjęć z balkonu zresztą też nie ma. No bo jeszcze wtedy by się okazało, że ten widok jest na las tylko troszeczkę, a morze jest tylko w lewym górnym rogu, gdy człowiek się lekko wychyli. Bo tak normalnie to widać głównie budowę na pobliskiej działce. Starałam się sprawdzać foty w google maps, ale one są w zazwyczaj kilkuletnie (większość Pomorza to 2012 r.).

Na Airbnb nie jest lepiej. Właściwie jest gorzej, bo kilka razy znalazłam tam dom (domek?) do wynajęcia, fota pokazuje, że plaża za rogiem, ale nie ma ani jednej foty pokojów. Ani jednej. ŻODYN nie wie, czy tam jest choćby łóżko, a opinii poprzednich klientów z wynajmu tyż nie ma, bo lokal jest nowy w serwisie. No nie będę ryzykować, zwłaszcza za 350 zł za dobę.

Są też oczywiście świetne oferty, piękne kompleksy hotelowe, fantastyczne widoki z jednego z trzystu takich samych balkonów i wtedy też ceny są fantastyczne. Super okazja, liczne rabaty (w serwisie travelist są teoretycznie tylko oferty promocyjne), wyżywienie w cenie, zapłacisz tylko 4500 zł, oszczędzasz 4234 zł. I nie ma różnicy, czy przyjedziesz sama, czy z kimś, czy w wersji dwoje rodziców i troje dzieci (dwoje na dostawkach, jedno w łóżku z rodzicami, fajne wakacje, nie?), cena jest taka sama. Wyobraziłam sobie te codzienne animacje dla dzieci za oknem. I parawany na plaży. Koleżanka wrzuciła zdjęcie z Łeby i twierdzi, że jak kto ma mniej niż 170 cm wzrostu to może mieć problem, żeby morze zobaczyć. Jestem wysoka, no ale jednak.

Znalazłam też kilka cudownych apartamentów. Z widokiem. W sensie budynek na plaży, na wydmie (ciekawe, jak uzyskali pozwolenie na budowę), albo tuż obok. Samotnicze. Nowoczesne. Idealne. Ceny jednak powalające. Z wyżywieniem z pobliskiej biedronki wyszłoby ponad 5000 zł, więc jednak odpuściłam, nie sądzę, żebym tyle pieniędzy na tej książce kiedykolwiek zarobiła ;)

No ja wiem, że jak się szuka na 10 dni przed wyjazdem, to nie należy marudzić, ale jednak wolałabym się uczciwie dowiedzieć, że nie ma żadnej oferty spełniającej moje wymagania, że następnym razem to rezerwuj, Cywińska, w lutym, ale nie, spędziłam kilka dobry godzin na klikaniu, wyliczaniu, wpisywaniu dat, żeby się dowiedzieć, że jednak miejsca nie ma, a te "od 199 zł za dobę" wynosi 3800 za 6 dni, bo cena promocyjna będzie aktywna od 1 grudnia.  

Zeszłam z wymagań. Uznałam, że wyżywienie ogarnę na własną rękę. Bo z jedzeniem to są tylko oferty premium, więc podjadę sobie swoją 14 letnią Corollą premium do biedronki premium, kupię składniki premium na kanapki premium i muesli z wisienką na torcie, a raz dziennie wypatrzę jakąś smażalnię albo chociaż wędzarnię. Wyjdzie taniej.

Zaczęłam więc pisać maile, bo czas na szukanie miałam głównie w nocy, a jednak ten widok z balkonu był dla mnie istotny. No niestety. Polska turystyka na maile odpowiada rzadko. No bo w sumie po co, przecież klient i tak przyjdzie, a jak nie przyjdzie, to będzie na co narzekać. Że sezon słaby i pięćsetplus nie pomogło i jak tu żyć, panie premierze. Bo szukałam adresów mailowych poza bookingiem - taki mały trick: booking bierze swoją prowizję, a w bezpośrednim kontakcie można czasami coś wynegocjować.

Pisałam uprzejmie, żem blogerka i że w planach książka. I że biurko potrzebne. No więc nie. Jeśli już odpisywali, to głównie, że wysoki sezon, a rabat to stolica tunezji. Albo że mogą mi dać mniejszy apartament, jeśli chcę taniej, ale ten jednak nie ma widoku, i właściwie to już jest zarezerwowany, więc przykro nam bardzo.

Jeden odpisał po ludzku, słownie: jeden. Ciąg dalszy zatem nastąpi i - przy dobrych wiatrach - pisane będzie.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz