poniedziałek, 7 sierpnia 2017

299. Urlop. Lądowanie

Najpierw wyłączyłam codzienne budzenie z telefonu. Potem odpięłam pocztę służbową. Poczekałam z tym aż do dzisiaj, bo jeszcze w piątek coś tam się zadziało, chciałam mieć pewność, że nie będzie dalszego ciągu.

Trochę niechcący, a trochę z powodu braku stabilnego internetu przestałam robić sobie prasówkę co kwadrans. To akurat wyszło mi dość bezboleśnie - niusy z Polski mnie kręcą głównie wtedy, gdy wychodzę pospacerować pod Sejmem i Pałacem Prezydenckim. Kiedy indziej są przede wszystkim przykrym obowiązkiem i jeszcze przykrzejszym rozczarowaniem.

Dziś rano, no dobra, nie rano, a w południe, zdałam sobie sprawę, że jest dzień roboczy, a ja sobie chodzę po Suwalszczyźnie i nic nie muszę. Za to spokojnie mogę przez godzinę przebierać w używanych ubraniach. Nigdzie mi się nie spieszy.

Jeszcze wczoraj miałam motorek w dupie i po godzinie na przeroskim rynku chciałam już szybko iść do domu, no bo jak tak można marnować czas przy piwie i na lokalnym odpuście. Powinnam gnać i pędzić.

No więc nie powinnam. A przejrzenie ubrań zaskutkowało dwiema sukienkami i żakiecikiem. Była promocja na 50%. Zapłaciłam 32 zł za całość.

Lądowanie urlopowe wcale nie jest proste. Nie umiem tak z dnia na dzień przestać się przejmować, nie myśleć o sprawach, które zostawiłam w pracy i które będą się działy - beze mnie! - przez całe trzy tygodnie.

Koło siedemnastej położyłam się w hamaku, włączyłam ukochane diamenciki i zdałam sobie sprawę, że one mnie wcale nie cieszą. I znowu się uśmiechnęłam, bo diamenciki, czyli taka ogłupiająca gra w telefonie, gdzie trzeba łączyć trzy takie same, są idealnym odstresowaczem po trudnym dniu, ale się kompletnie nie nadają jako passe-temps na urlopie. Do tego potrzebne są co najmniej planszówki, albo chociaż książki.

Jeszcze jestem trochę autystyczna, jeszcze nie chcę mi się za wiele mówić, a już na pewno nie o ważnych sprawach. Jeszcze sobie siedzę we własnych myślach. Ale już powoli słyszę w sobie ten większy luz i poczucie wewnętrznego spokoju.

Już ląduję.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz