sobota, 15 lipca 2017

288. O Polsce słów parę

(notka pojawiła się najpierw na facebook.com
Od wielu lat w firmach, w których pracuję, zajmuję się optymalizacją procesów. Najlepszym źródłem informacji o tym, że dana procedura nie działa, jest oczywiście reklamacja. Reklamacje są różnego rodzaju - w branży tłumaczeniowej to była na przykład informacja, że tekst się do niczego nie nadaje, bo nie zastosowaliśmy właściwego słownictwa. W branży rowerowej - że jakaś część odpadła, bo rower został źle złożony. Na uczelni reklamacją jest dla mnie informacja zwrotna od dowolnego interesanta, że czegoś nie udało się załatwić.
Moje podejście do analizy tych reklamacji jest dość podobne niezależnie od branży - powód reklamacji jest dla mnie istotny tylko w takim zakresie, w jakim pozwala ustalić, co musimy zmienić, żeby tego typu reklamacja nigdy więcej nie miała miejsca. Błędy się bowiem zdarzają każdemu i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Warto jednak zrobić wszystko, żeby szklanka się nigdy więcej nie rozbiła.
Patrzę dziś na Polskę i na #zamachlipcowy, przyglądam się własnemu poczuciu bezsilności i sama składam reklamację na Polskę i Polaków. I na władzę, która nami rządzi.
Mierzę się z wewnętrznym przekonaniem, że już nie czas na protesty i demonstracje, bo rząd i tak się nie ugnie. I martwię się tym, że nie mamy żadnych innych narzędzi walki ze zmianami prawa. Nie tylko dlatego, że aktualna opozycja jest niesprawna, nieskuteczna i już wiele lat temu straciła poparcie i zaufanie społeczne, ale przede wszystkim dlatego, że wszystkie sondaże wskazują, że nadal 40% głosujących popiera rząd i jego działania (a cała masa osób nawet głosować nie zamierza).
Nasze społeczeństwo nie działa. Nie potrafi myśleć. Nie rozumie konsekwencji tego, co się dzieje. Nie interesuje się tym. Nasze społeczeństwo jest ogłupiałe i ogłupiane przez prorządowe media. Nasze społeczeństwo zajmuje się sobą i swoim poletkiem, bo zajmowanie się Polską już dawno przestało być dla nich jakkolwiek istotne. Albo nikt ich nie słuchał, albo nikt się nimi nie przejmował. Jeden pies. I problem nie tkwi w tym, że aktualny rząd zamknął im buzie pieniędzmi z 500+, ani w tym, że jesteśmy niekochanymi dziećmi post homo sovieticus, więc zwyczajnie trzeba nas trzymać za mordę, bo tylko wtedy jest nam dobrze.
Problem w tym, że poprzednie rządy ich (nas?) lekceważyły.
Władza to służba, a służba to słuchanie. NIE SŁUCHALIŚMY. I co z tego, że aktualny rząd tak samo nie słucha - wystarczy, że twierdzi, że słucha i twierdzi, że właśnie się rozprawia z tymi wszystkimi, którzy nas nie słuchali. I twierdzi, że robi dobrze i twierdzi, że będzie dobrze. Niekochane dziecko wierzy we wszystko, co mu się obieca. Chce wierzyć. I nikt tego dziecka nie przekona, że jest inaczej.
A ja zastanawiam się, co możemy zrobić, żeby to mleko nigdy już więcej się nie rozlało. Żeby niekochane dziecko potrafiło odróżnić prawdziwą miłość od udawanej. I wolność od zamordyzmu. I żeby tę wolność chciało wybrać. I żeby umiało zadbać o siebie. I o swoich bliskich.
Klucz tkwi w edukacji. Co do tego jednego jestem pewna. Być może na efekty trzeba będzie poczekać, ale to od dzisiejszych dzieci zależy nasza jutrzejsza Polska, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało.
Gdybym więc miała jakikolwiek wpływ na system edukacji, poszłabym mniej więcej tymi tropami:
1) Edukacja obywatelska od 1 klasy szkoły podstawowej, żeby każdy wiedział, czemu sądy muszą być niezależne, a suweren to nie prezes.
2) Edukacja medialna od 1 klasy szkoły podstawowej, żeby każdy potrafił odróżnić prawdę od manipulacji i rzetelność od propagandy.
3) Edukacja finansowa od 1 klasy szkoły podstawowej, żeby każdy rozumiał, że za kredyty się płaci, a chwilówki nie są sposobem na życie.
4) Edukacja ekonomiczna od 4 klasy szkoły podstawowej, żeby każdy rozumiał, czemu nas nie stać na 500+ i dlaczego rząd musi teraz podnosić podatki i opłaty.
5) Edukacja do odpowiedzialności i seksualności od przedszkola, żeby każdy wiedział, jak się rozsądnie rozmnażać, jak się nie rozmnażać, oraz że niezależnie od płci i pochodzenia pewne decyzje mamy prawo podejmować a za inne mamy obowiązek ponosić odpowiedzialność.
6) Zero tolerancji dla nieuczciwości i hipokryzji w edukacji i w całej sferze publicznej, żeby każdy wiedział, że niepłacenie podatków to kradzież, przemoc domowa to przestępstwo, i żeby człowiek nieuczciwy w życiu prywatnym był tak samo postrzegany (a tym samym zdyskredytowany) w życiu publicznym.
7) Wyprowadzenie religii ze szkół. Oddzielenie kościoła od państwa. Nauczanie o systemach wartości opartych nie na religii, a na etyce. Nie na zakazach i dekalogach, a na deontologii i własnym kręgosłupie moralnym.
8) I wreszcie: zainwestowanie w tych, którzy tę edukację mają prowadzić i nasze dzieci wychowywać. Bo to od nich wszystko zależy. Nauczyciel to - po rodzicu i rodzinie - najważniejsza postać w życiu dziecka.
Boję się jednak, że te moje pomysły są i tak na wyrost i za późno. Że społeczeństwo już wybrało.
Że Polacy albo odpuścili albo uwierzyli.
* * *
Dlatego będę jutro (niedziela) o 15:00 pod Sejmem.
Spotkajmy się o 14:45 przy samych Alejach Ujazdowskich na wysokości Sejmu, w połowie drogi między Matejki a Piękną. Pod Pałacem Aleksandra Rembielińskiego (nie wiedziałam, że tak ładnie się ten budynek nazywa). Do zobaczenia!

7 komentarzy:

  1. Bardzo dawno nie czytałem równie trafnej analizy przyczyn, za którą chylę czoła prawdziwie... Gorzej, że koncept z reformą edukacji, choć prawdziwy i głęboko słuszny, w sytuacji monopolu oświatowego państwa, czyli aktualnego rządu, już choćby z tego powodu jest niemożliwy do wykonania. Wprawdzie obecny rząd, jak mało który nie dba o przyszłość zupełnie i zachowuje się jakby mu przyświecało hasło "Po nas choćby potop!", ale na pierwsze sygnały, że ktoś by tu czegoś w tej sferze poczynał czynić, rozpocznie swojej krucjaty choćby dla zasady przeciwstawienia się każdemu działaniu, którego nie kontrolują... Rzekłbym nawet, że niebezpiecznie im takie koncepta podsuwać i zwracać ich uwagi na to, dotychczas odłogiem leżące poletko... Trzeba nam inszych szukać dróg, bo tuśmy zgodni, że pozory działania i poziom obecnej opozycji nie wróżą nic dobrego, a poczucie bezsiły wcześniej czy później zepchnie jaką część ludzi aktywnych w działania naprawdę niebezpieczne...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowo.
      Jednoznacznie uważam, że należy myśleć optymistycznie i działać optymistycznie. Nie wchodzić w dialektykę strategii, taktyki i spiskowości, czyli głośno mówić, na czym nam zależy i gdzie tkwią możliwości. A jeśli nawet władza się tymi obszarami zajmie, to istnieje sporo szans, że nie zrobią tego wyłącznie źle. Program 500+ w swojej filozofii wszak zły nie jest, tylko wykonanie.
      Ergo chcę mówić o tym, co jest potrzebne. I niech z tego korzystają wszyscy ci, którzy mogą.

      Usuń
  2. Podpisuję się pod wszystkim, co napisałas

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję serdecznie Autorce.

    Punkt 7., jako ateista i antyteista, uważam za najważniejszy. Oczywiście konkordat należy wypowiedzieć. Na dobrą sprawę należałoby zakazać przymusowego i nieodwracalnego, wg Krk, wcielania do Kościoła bezwolnych i bezbronnych niemowląt, czego nie przewiduje nawet bardzo święte pismo.
    Nauczać należy dzieci etyki, religioznawstwa, pluralizmu, tolerancji dla innych.
    O prawie, ekonomii, instytucjach Państwa nie wspominając. O wychowaniu seksualnym również = nie mogą ślepi uczyć kolorów, a celibatariusze seksu.
    Sapere aude - trzeba zamiast dogmatów powtarzać naszej młodzieży.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trafiłem tu dość przypadkowo, gdy na moim blogu rozwinął się spór w sprawie reformy sądownictwa poparty linkiem do Pani niezwykle interesującego postu. Mogę oburącz podpisać się pod wszystkim co zostało tutaj napisane, ale nadal gnębi mnie pytanie: Co ten wykształcony i wyedukowany wyborca powinien zrobić w obecnej sytuacji? A jak może zapobiec "powtórce z rozrywki" (czyli wybraniu niewłaściwych ludzi)? Przecież obecne partie sejmowe (może poza "Nowoczesną", gdyby nie ten ich szef) już od dawna całkowicie się skompromitowały?
    Jak wspominałem trafiłem tu przypadkowo, ale jeżeli można to pozostanę na dłużej, szczególnie w "krainie seksu".
    Pozdrawiam


    P.S. Usunąłem poprzedni wpis bowiem odnośnik prowadził do niewłaściwego bloga historycznego. Pani link pojawił się tutaj:
    http://anzai.blog.onet.pl/2017/07/24/oredzie-pana-a-d-jeszcze-2017-r-do-ciemnego-luda/

    OdpowiedzUsuń