poniedziałek, 2 stycznia 2017

277. Początek roku

Drugi stycznia.

Ledwo co odpoczęliśmy po Sylwestrze (no dobra, niektórzy nie musieli odpoczywać, bo pół nocy oglądali netfliksowy serial 3% - skądinąd bardzo dobry - a drugie pół nocy grzecznie spali, bo nie udało im się dotrzeć na żadną imprezę. Nie, nie mam pojęcia, jak to się stało.), a już się wzięłam za porządkowanie.

Dzisiaj na ten przykład ustawiłam stałe zlecenia, które mi się pokończyły, spłaciłam trochę karty kredytowej (trudny temat, czy moglibyśmy o tym nie rozmawiać?), zapłaciłam składki rozmaite, sprawdziłam, jak wygląda kwestia mojej polisy i czemu wciąż dostaję ponaglenia, kiedy moim zdaniem jestem jak najbardziej on due time. Następnie napisałam kilka maili porządkujących stan moich finansów.

Zrobiłam sobie listę lekarzy do odwiedzenia. I badań do zrobienia.

Potem poszłam do sąsiada i mu oświadczyłam co trzeba na okoliczność pewnego zdarzenia drogowego na naszym parkingu pod domem (nie, nie pytajcie o szczegóły, oraz niech żyje mój broker ubezpieczeniowy, który mnie namówił na ubezpieczenie od utraty zniżek, jakby co, służę nazwiskiem).

Porozmawiałam z progeniturą na temat ocen na półrocze i jego planów maturalno-uniwersyteckich. To stały temat rozmów w naszym domu i czasami się zastanawiam, czy ja się nadaję do posiadania dorosłego dziecka. "Ale wiesz mamo, jak zaliczę ten jeden test, to już nie będę miał zagrożenia, bo mam średnią 1,95 i wystarczy mi kilka punktów, żeby pani mi zaliczyła". Mówię Wam, to niezły dramacik dla kogoś, kto miał czerwone paski i inne ładne elementy garderoby na swoich świadectwach. Oraz ja niby wiem, że w liceum oceny nie mają najmniejszego znaczenia (o ile nie wybierasz się na studia zagranico), bo liczy się tylko wynik matury, ale no doprawdy. JEDEN DZIEWIĘĆDZIESIĄT PIĘĆ? Zaoszczędzę mu wstydu i nie powiem, z jakiego przedmiotu.

Pogłaskałam kota Sebę na okoliczność powrotu do domu. Nie wiem, w jaki sposób on nas wychował do tego głaskania przy wejściu, ale jest w tym dość skuteczny. Zrobił się dość bezczelny ostatnio i wyjście z toalety też traktuje jak "powrót do domu", więc staje na tym swoich drapaku i miauczy pełen oburzenia, że jeszcze do niego nie podeszłam, a przecież on tu na mnie czeka od niepamiętnych czasów i umiera z tęsknoty. Głaszcz, Człowieku, głaszcz. Co tak krótko?

Zjadłam 1/4 czekolady Ritter Sport, cztery kwadraciki, bo życie czasami domaga się środków nadzwyczajnych.

Umieściłam jakiegoś twitta, spojrzałam na swoje foty na insta, porozmawiałam przez telefon.

Jestem z siebie bardzo dumna. Zwłaszcza, że to wszystko zrobiłam od kiedy wróciłam z pracy, bo w ciągu dnia to głównie jednak robiłam rzeczy.

A teraz planuję coś zjeść, obejrzeć Sherlocka, może napisać parę zdań o seksie, i położyć się wcześnie spać, bo dzisiaj nie idę biegać.

Jutro też jest dzień.

Spizgane wielbłądy z IKEA są dobre na wszystko.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz