wtorek, 9 sierpnia 2016

271. My first 7 jobs

Tym razem sympatyczny łańcuszek.
‪#‎myfirst7jobs‬
0) W Szwajcarii (w kantonie fryburskim) jest taki zwyczaj, że 1 maja dzieci chodzą od domu do domu i śpiewają piosenki w zamian za drobne pieniądze. Swoją pierwszą kasę ever zarobiłam więc pewnie jako 6-latka. Z rodzeństwem. Grzecznie pytałam ludzi, czy wolą po polsku czy po francusku. Najlepiej mi wychodziło "O mój rozmarynie" i inne polskie wojskowe, a "Czerwony pas" był dość niewygodny, bo się ciężko go śpiewa w indywidualnym a capella. 

1) Kolejne większe pieniądze wpadły chyba już we Francji. Z 12 lat miałam, ojcu trzeba było przetłumaczyć jakieś 30 stron o europejskości na francuski. Obawiam się, że jakości w tym nie było żadnej, ale hajs się zgadzał, a ojciec mógł dalej przekazać tekst do fachowej redakcji. 

2) Od 13 roku życia opiekowałam się cudzymi dziećmi. Często gęsto, wieczorami i zazwyczaj z informacją, że mogę korzystać z lodówki, co było bardzo istotnym bonusem, bo na początku lat 90-tych w domu się mocno nie przelewało. Najlepszą stałą fuchę miałam na samym początku studiów, tuż przed własną ciążą. Byłam wieczorową opiekunką w bardzo francuskim domu na Mokotowie. Przychodziłam, gdy dzieci były już gotowe do snu, kładłam je spać, przez cały wieczór oglądałam francuską telewizję satelitarną, od 22h miałam wyższą stawkę, a w nocy pan domu mnie odwoził swoim wypasionym autem, żebym bezpiecznie wróciła do siebie. 

3) W 1 klasie liceum roznosiłam katalogi reklamowe po Woli (okolice ul. Kolejowej). Płacili mi od uzyskanej pieczątki. Nanosiłam się, bo te katalogi były z grubego papieru. Taki spam w czasach przedinternetowych.

4) Korepetycje z francuskiego. Nie pamiętam, kiedy były pierwsze za pieniądze, za to pamiętam, gdy jakoś na studiach uczyłam 3 dziewczyny z tej samej klasy maturalnej. Każdą osobno, i każdą inaczej, bo każda miała kompletnie inny sposób przyjmowania wiedzy. 

5) Już na początku liceum zaangażowałam się w duszpasterstwo akademickie i śpiewałam w zespole na mszach akademickich. Całkiem fajnie nam to wychodziło, więc nieraz ktoś nas zapraszał do śpiewania na swoim ślubie. Kasa była do podziału na wszystkich, jakieś drobne kwoty, a przyjemność z tego ogromna. 

6) Ankiety dla Demoskopu. Pierwszy rok studiów. Miałam metryczkę jakoś totalnie niewykonalną, typu kobieta lat 30, wykształcenie zawodowe na Filtrach. Chodziłam po domach, dzwoniłam do mieszkań i szukałam tej kobiety. Nie pamiętam, czy w końcu skłamałam i wypytałam panią nieco starszą, czy jednak ją jakoś znalazłam. 

7) O, i jeszcze statystką byłam w filmie "Pora na Czarownice". W 1993 r. Stałam pod jakimś budynkiem na Pradze, kilka dobrych godzin to trwało, i skandowałam, że się z czymś nie zgadzam.
Najwyraźniej nie zgadzałam się całkiem wiarygodnie, bo mnie widać w filmie przez kilka ułamków sekundy.

Pewnie coś tam jeszcze było, ale ja już stara, pamięć nie ta. A tych doświadczeń wszak nigdy nie wpisywałam do CV. 

(post przeklejony z mojego prywatnego facebooka

Zdjęcie zrobione w 2016 r. w Marly, FR, Szwajcaria,
na osiedlu, na którym zarobiłam pierwsze pieniądze, prawdopodobnie 1 maja 1984 r. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz