czwartek, 14 lipca 2016

269. O sikaniu słów parę

Wracaliśmy ostatnio z któregoś z weekendów i tradycyjnie wylądowaliśmy na stacji benzynowej, co by nogi rozprostować i pęcherz opróżnić. Póki nie byliśmy na diecie, to takie przerwy służyły nam również do nabycia obowiązkowego Bounty roadtripowego dla R. i całej masy innych słodyczy i słonyczy dla mnie (oraz uzależniającej Coli Zero). Ale teraz już nie możemy, co najwyżej orzechy, a one mają chyba najwyższą możliwą marżę, bo przepłacamy co najmniej trzy razy. No ale chciało ci się Cywińska odchudzać, to teraz płać.

Stanęłam w kolejce. Do damskiej, rzecz jasna. Była to pierwsza sensowna stacja po kilometrach korków (tak, wiem, #polskawruinie), więc ludzi całkiem sporo, nawet jeśli akurat na stanie nie było żadnego autokaru i jego okupantów.

Do damskiej 8 osób, w tym dwie matki z mocno nieletnią progeniturą. Do męskiej oczywiście nikogo. Poczekałam chwilę i już zamierzałam wybrać męską, bo przecież kabiny i tak są zamykane od wewnątrz, niezależnie od tego, w której toalecie sikam, ale akurat drzwi się otworzyły, wyszedł jakiś pan i zauważyłam centralnie ustawiony pisuar, tuż obok umywalki.

Wyobraziłam więc sobie, że wchodzę, robię swoje, wychodzę z kabiny, a tam jakiś facet z fajfusem akurat zacznie oddawać mocz do pisuara i moje najście go zestresuje. Nie chciałabym mieć na sumieniu nikogo, a problemy z prostatą są podobno nieprzyjemne. Odpuściłam. Już tylko jedna laska była przede mną, miałam jeszcze odrobinę zapasu czasowego w przewodzie moczowym.

A potem przypomniało mi się, że w niektórych krajach coraz częściej nie oddziela się męskich kibli od damskich, z różnych względów, również praktycznych, choć najbardziej do mnie przemawia wyjaśnienie, że chodzi o szacunek dla osób, które nie określają swojej płci w sposób jednoznaczny, i pomyślałam sobie, że bardzo bym chciała, żeby i u nas były po prostu dwie kabiny, bez żadnego rozdzielania na lepszych i gorszych, ludzi z cipą i ludzi z penisem, tych liczniejszych i tych mniej licznych.

Bo wiadomo, że na większości imprez kolejka do damskiej toalety jest kilka razy dłuższa niż do męskiej (och, jak mi było dobrze na targach rowerowych, pod nosem się delikatnie śmiałam z biednych nieprzyzwyczajonych panów i ich pęcherzy), i wiadomo, że panom łatwiej oddać mocz w wersji outdoorowej, gdyż w tym celu nie muszą pokazywać pośladków i trochę łatwiej im sikać tak, aby butów nie zamoczyć (acz tutaj można polemizować, wiem).

Więc ten, ja mam taki postulat. Czy moglibyśmy zamienić wszystkie trójkąciki, kółka i serduszka na zwyczajny napis WC i pisuary umieszczać tak, aby korzystanie z nich nie wymagało nadmiernej odwagi cywilnej ze strony panów? (tak sobie myślę, że to w sumie musi być mało przyjemne, takie sikanie, gdy inny człowiek na ciebie patrzy, albo przechodzi ci za plecami, i to chyba bez znaczenia, czy tym innym człowiekiem jest facet czy kobieta, nie?)

I tak, wiem, że to problem pierwszego świata i wobec aktualnie toczących się w naszym kraju zmian, dobrych i niekoniecznie dobrych, taka kwestia wydaje się nomen omen z dupy, ale z drugiej strony, jeśli my tego świata zmieniać nie będziemy, to oni go za nas zmienią.



2 komentarze:

  1. "słonyczy" <3 co kraj to obyczaj, francuzom raczej nie przeszkadza, że ktoś ich widzi w trakcie czynności sądząc po tym ilu sobie robi pisuar pod symbolicznym drzewkiem w uczęszczanej okolicy. z drugiej strony w mojej firmie w dwóch toaletach damskich jest upomnienie, że są damskie - czyli jakimś paniom przeszkadzało, że faceci korzystają, mimo że kabina zamykana.

    OdpowiedzUsuń
  2. wolałabym nie. poziom higieny w toaletach damskich jest jednak wyższy. stereotypizuję, wiem wiem.

    OdpowiedzUsuń