czwartek, 9 czerwca 2016

267. Lumpiata i karta benefit

W ramach sportu wymyśliłam sobie wczoraj fitness na trampolinach.

Koleżanka nas zapisała na wieczorny trening, podjechałam z językiem na brodzie, bo wczorajszy dzień miałam mocno ponapinany w szwach, zaparkowałam w wąskim parkingu podziemnym, weszłam do marmurowego klubu ze słowem Palace w nazwie i ... odbiłam się od uroczej, acz średnio kompetentnej pani recepcjonistki, gdyż "dzisiejsze trampoliny są odwołane, proszę Panią".

- A czy nie mogli Państwo do nas zadzwonić?
- A czy są Panie członkami klubu fitness?
- Nie, mamy karty Benefit.
- No to nie mieliśmy do Pań kontaktu.
- A czy informacje o odwołanych zajęciach są umieszczane na stronie albo na facebooku?
- Nie.

Za chwilę koleżanka dotarła i okazało się, że kontakt jednak mieli, bo przecież zapisywałyśmy się mailem. Przeszłyśmy do lobby budynku (to bardzo fancy budynek na Dolnym Mokotowie) i nieco zasmutkowane usiadłyśmy na kanapie, co by się zastanowić co dalej - na siłownię nie miałam ochoty ani zapachu, na "Body Art" (czymkolwiek to jest), który zaczynał się pół godziny później, też nie, ani na indoor cycling, bo na rowerze wolę jeździć outdoorowo. Wróciłam do domu, nieszczęśliwa, że się poskakać nie udało.

I pomyślałam sobie, że prawdą jest to, co mówią o posiadaczach kart benefit - że w ogólnym rozrachunku są traktowani gorzej. Z jednej strony trudno się dziwić, skoro za beneficiarza dostaje się spooooro kasy mniej niż zgarnie się od prawdziwego klubowicza, i to niezależnie od dyscypliny sportowej. Z drugiej jednak strony jako osoba pracująca w usługach od lat, wiem świetnie, że obsługa klienta składa się z takich małych niewiele znaczących gestów i geścików, które wymagają co najwyżej pewnej kultury osobistej i otwartości na rozwiązanie problemu. W dotychczasowych miejscach, gdzie korzystałam z karty Benefit, nikt mi nigdy nie dał odczuć, że jestem mniej wartościowym klientem. Wręcz przeciwnie. A tutaj wystarczyło nam powiedzieć, że trampolin wprawdzie nie ma, ale zaraz są fantastyczne zajęcia z czegoś tam i jeśli poczekamy parę minut, to pani nam wszystko pokaże. Kupiliby mnie natychmiast.

- To jak, zapisujemy się ponownie na te trampoliny na inny termin? - zapytałam koleżankę.
- A czy oni nas przypadkiem nie poobrażali?

Zdjęcie udostępnione na licencji CC BY-SA 2.0 w serwisie flickr.com
przez użytkownika Fit Approach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz