niedziela, 5 czerwca 2016

265. Nie poszłam.

Nie poszłam wczoraj na marsz KOD. Nie poszłam na imprezę urodzinową na plaży. Nie poszłam na koncert na placu Defilad, a grało Voo Voo i Nosowska też. Nie poszłam na Orange Festiwal, choć w lineupie byli Skunk Anansie. Nie poszłam na piknik Ochocian w Parku Wielopolskim. Nie poszłam na noc bibliotek, ani na afterparty gdzieś nad rzeką. Nie poszłam na Targ Nocny na Dworcu Głównym i na Pchli Targ przy Zoo. Na Targ Śniadaniowy też nie poszłam. I do Poznania nie pojechałam, na imprezę poślubną. Nie poszłam na rower, ani na spacer, ani pobiegać, ani nawet na żadne zakupy.

Siedziałam w domu, robiłam rzeczy, cieszyłam się czasem dla siebie i próbowałam przegonić ćmiący ból głowy, wynikający zapewne z niedoboru cukru (już prawie dwa tygodnie i prawie 3 kg).

I tylko zastanawiam się, czemu większość fajnych imprez odbywa się na przestrzeni trzech czterech weekendów majowo-czerwcowych. Tak fajnych imprez, że nie wiadomo, co wybrać. I tak równoczesnych, że nie wiadomo, komu odmówić. A może sobie?

Dużo ostatnio myślę nam jednym z cytatów Jacka Kuronia: "Działanie jest dla mnie pasją, sensem życia. Muszę robić, rzeczy bardzo ważne, przekraczające mnie, moje życie. Bez takiego działania zanudziłbym się na śmierć." 

Na ile potrzeba robienia rzeczy ważnych jest oznaką narcyzmu i na ile ten narcyzm jest do zlekceważenia, jeśli "po owocach poznacie", że to jest dobre.



A jak Wam mija weeekend?

1 komentarz:

  1. sobota rano: Pole Mokotowskie z młodszym, zmęczenie mega, bo go odciągałam od innych dzieci, którym dawał wycisk w piaskownicy; na marsz KOD-u już mi sił nie wystarczyło; niedziela: dokupiłam tonę zieleniny po wyrzuceniu pół tony tej, która z zielonego zmieniła kolor na żółty; spacer z przyjaciółką i młodszym, udany dopiero wtedy, gdy po walkach (w innej) piaskownicy umorusany potomek zasnął w wózku; żadne after party nie wchodzą w grę

    OdpowiedzUsuń