poniedziałek, 22 lutego 2016

256. Jednak sam Tajwan

Dawno nie miałam tak intensywnego weekendu. W czwartek koncert młodzieży osobistej na festiwalu licealnym, później wieczór autorski w śródmieściu i koncert przyjaciółki na ochocie, w piątek urodziny koleżanki na mokotowie i czterdziestka kumpla w śródmieściu. W sobotę moje własne urodziny, więc wyprawa na strzelnicę do Sulejówka, a potem szwendanie się po mieście ze znajomymi i świetny koncert Pochwalonych w Kulturalnej. Dzisiaj już na luzaku, bo jedynie poranne muffinki z frittatą Radka, rolowanie sushi z przyjaciółmi na grochowie i parapetówka kolejnej przyjaciółki na pradze. Już samo pisanie o tym jest męczące. Właśnie do domu wróciliśmy, a ja miałam zaplanować wyjazd na Tajwan i wszystkie te jego elementy, które nie są służbowe.

No i dupa. Nie udało mi się nic zrobić, ani tym bardziej o tym napisać. Mając więc do wyboru ciszę tu na blogu, bo nie zdążyłam nic ładnie zredagować, albo pisanie nieco mniej składne, wybrałam to drugie - bo wrażenia z researchu są dość ulotne i jeśli ich dzisiaj nie spiszę, to nie usłyszycie o nich nigdy.

Do wylotu zostało raptem 7 dni, więc już nie bardzo mogę sobie pozwolić na długie podejmowanie decyzji - postanowiłam być dzielna i lecę wyłącznie na Tajwan. Nie będę miała przesiadki w Hong Kongu. Powody są dwa - po pierwsze nie udało mi się znaleźć odpowiednio tanich lotów (różnica w cenie była ponad 1000 zł, a jako kryterium przyjęłam lot na Tajwan trwający nie więcej niż 20 godzin z jedną przesiadką vs lot z dwudniową przerwą w Hong Kongu).
A po drugie - wolę się jednak skupić na jednym miejscu na raz. Nie wiem praktycznie nic o Azji i na pewno nie dowiem się tego w tym tygodniu, ale łatwiej mi czytać o Tajwanie i o tym, jak bardzo to jest ciekawa wyspa, niż czytać równolegle o Tajwanie i Hong Kongu. Nie śmiejcie się, ja też miewam analityczny umysł.

Czy wiecie na ten przykład, że Tajwan ma ponad 200 szczytów, która mają więcej niż 3000 metrów (a wyspa ma niecałe 400 km długości, więc tych szczytów musi być niezłe zagęszczenie!).

Kupiłam zatem bilet samolotowy. Przejrzałam kilkanaście serwisów i w końcu wyszło mi najtaniej w BudgetAir, bo tam opłata za płatność kartą kredytową była najniższa. Jeszcze nie wiem, czy polecam ten serwis, gdyż opinie o nim znalazłam dość skrajnie negatywne (podobno jest problem z kontaktem z serwisem, gdy zaistnieje potrzeba jakiejkolwiek zmiany w bilecie), więc trzymajmy kciuki, żeby nic mi się nie zepsuło po drodze. Bo te opinie sprawdziłam oczywiście post factum, mądra Cywińska. Lecę natomiast liniami Emirates, które są uważane za jedne z lepszych linii lotniczych na świecie. Będę miała całkiem długą przesiadkę w Dubaju (ponad 6 godzin) i mam nadzieję, że się napatrzę i naobserwuję. Przecież to właśnie lubię robić najbardziej. Założyłam sobie od razu konto w ich serwisie do zbierania mil. Niestety jest to inny sojusz niż ten, z którego korzystam w Europie, no ale zbierać warto. Może coś z tego będę kiedyś miała. Jakiś gadżet za 5 zł albo voucher na masaż. Za rzadko latam, żebym mogła z tego mieć dodatkowe bilety. Niestety. Ale przy okazji mogłam sprawdzić w systemie Emirates, że bilet faktycznie istnieje, rezerwacja została wykonana i nawet mogłam sobie od razu wybrać miejsca w samolocie. Czy wiecie, że w tym serwisie możecie sprawdzić, jaki będzie rozkład miejsc w samolocie danego dnia na danej trasie i zobaczyć, których miejsc nie warto wybierać, żeby nie trafić na przykład bezsensownie przy samym kiblu?    

A potem zaczęłam przyglądać się Tajwanowi, nie zamierzam wszak siedzieć wyłącznie w Taipei, nawet jeśli niektórzy mówią, że na Tajwanie warto co najwyżej zwiedzić wieżę Taipei 101, budynek o wysokości ponad 500 metrów.

Sprawdziłam na ten przykład koszt biletu pociągowego na drugą część wyspy, zwłaszcza, że na południu jest sporo cieplej i mogłabym złapać trochę słońca i może nawet plażowania. Koleje tajwańskie mają uroczy system kupowania biletów online. Wybrałam miejscowość i datę, ceny nie chciało mi pokazać. Na dzień dobry musiałam natomiast wklikać numer paszportu. Następnie zaakceptować regulamin. Później podać liczbę biletów. W międzyczasie trzy razy mnie poprosili bardzo czerwonym fontem, żebym sprawdziła, czy dobrze wpisałam poszczególne informacje. Wreszcie doszłam do płatności, wybrałam metodę (kartą) i dopiero wtedy pokazała się cena.

Jakieś 70 zł ekspresem (nie tym bardzo szybkim, tylko takim - jeśli dobrze rozumiem - zwykłym). Na szczęście mogę jeszcze ten bilet anulować. Ciekawe, czy gdzieś znajdę rozkład z cennikiem bez konieczności przechodzenia przez te wszystkie etapy. Jeśli nie, uznam, ze z PKP wcale nie jest tak źle ;)  Prawdziwie szybki pociąg (takie ichniejsze Pendolino, a nawet lepiej, bo podobno jedzie ok. 290 km/h) kosztuje dwa razy tyle. I jedzie zapewne dwa razy krócej. Muszę tę sprawę obadać nieco dokładniej. 

Poza tym na Tajwanie znajduje się jedna z najpiękniejszych dróg kolejowych w świecie - Alishan Forrest Railway (inną z tej listy przejechałam w Czarnogórze parę lat temu - trasę z Podgoricy do Baru). A ja lubię pociągi. Pewnie trochę genetycznie, bo Dziadek był specjalistą i napisał encyklopedię kolejnictwa, z której studenci korzystali jeszcze w latach 90-tych, ale też dlatego, że od zawsze lubię przyglądać się ludziom w podróży. Lotniska, dworce, porty - to takie fascynujące huby emocji i sytuacji intymnych.

Jeszcze nie wiem, jak dotrę do Alishan, zwłaszcza, że internet mówi, że tajfun sprzed paru lat trochę zepsuł drogi i tory w tamtym regionie, ale chcę sprawdzić, czy uda mi się przejechać tą trasą (trwa 3,5 godziny) w jeden dzień i wrócić na noc gdzie indziej.

Tymczasem jutro poniedziałek, ledwo zipię po weekendzie, a za tydzień wylatuję. Powinnam jak najszybciej zarezerwować pokoje w airbnb. A do tego warto by było wiedzieć, gdzie kiedy będę nocować, prawda?

Na przypale albo wcale.

Zdjęcie pobrane z serwisu flickr.com. Fot.: 命は美しい

2 komentarze:

  1. Emiratem lata się cudnie, bardzo dobre linie zwłaszcza na długie loty do Azji. Dobre żarcie, bardzo dobre alkohole i spory ich wybór oraz...stewardesy z całego świata. W Dubaju przesiadałam się dwa razy, bardzo duże lotnisko ale się tego nie czuje, bo ilość ludzi koczujących na nim ogromna. Głowy sobie nie ukręć od oglądania, bo to prawdziwa wieża Babel.

    OdpowiedzUsuń
  2. Będzie dobre, a Emiraty wybrałam właśnie dlatego, że to dobre linie. Mogłam też China Airlines, ale one są dość nisko w rankingu.

    OdpowiedzUsuń