wtorek, 31 marca 2015

234. Harley-Davidson - coraz bliżej!

Pierwszy filmik spodobał się, i to na tyle, że przeszłam do drugiego etapu konkursu Harleya-Davidsona!!! Ha! Nie mam pojęcia, ile osób zostało wybranych, ale pewnie jakieś kilkaset. Z 10 000. Więc kurde kurde, już i tak jest sukces! 

Teraz mam kilka dni na przygotowanie drugiego zadania -  90-sekundowy filmik z jazdy testowej Harleyem i 200-wyrazowy wpis do umieszczenia na blogu. Cel jest ten sam - przekonać ich, że jestem najfajniejsza i że będę dobrą ambasadorką marki w trakcie wyprawy. 

Umówiłam się więc z ludźmi z warszawskiego Liberatora na czwartek. Będę jeździć próbnie na motocyklu touringowym, a Adam i Młody będą to nagrywać. Wprawdzie akurat wtedy ma padać deszcz, a niektóre prognozy zapowiadają nawet śnieg, ale przecież nie takie rzeczy się robiło. 
Ja nie dam rady? ;) 

I teraz siedzę i rozkminiam, co tak naprawdę chciałabym w tym filmiku przekazać i jaką swoją stronę pokazać. Które cechy podkreślić, które pokazać obrazem, które dźwiękiem, a które słowem. Mam w związku z tym ogromną frajdę, bo wymyślanie sposobu przekazu mnie kręci na maksa. 

A jak już wymyślę, to potem łatwizna - wystarczy tam pojechać, nagrać, z kilkoma powtórzeniami, przejechać się po tym śniegu albo deszczu (oby słońcu), dodać jakąś narrację, wybrać tło muzyczne, na creative commons, wiadomo, skrócić narrację o połowę (przecież to oczywiste, że powiem za dużo i za długo), pociąć, zsynchronizować, zmontować, dodać efekty, wyrenderować, zupoloadować, a obok tego wymyślić wpis, napisać go, skrócić, sprawdzić, przeczytać ponownie, skreślić połowę, zrobić korektę, dopisać parę słów, skrócić raz jeszcze, przeczytać jeszcze z siedem razy, może dać komuś do obejrzenia na wszelki wypadek i wreszcie wysłać jedno i drugie. 
I pójść spać, bo to na pewno będzie się działo w nocy. 

I wiecie co, mam banana na twarzy, gdy myślę o tych najbliższych dniach. 
Będą intensywne, ale twórcze. Uwielbiam to :) 



3 komentarze:

  1. oby był deszcz i śnieg, to najlepszy dowód na to, że żadnej aury się nie boisz!

    OdpowiedzUsuń
  2. A potem tylko "ahoj przygodo" i w droge.
    Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń