wtorek, 13 stycznia 2015

227. Podsumowanie roku, zaplanowanie roku :)

Mam wrażenie, że od kilku tygodni nie rozstaję się z komputerem i całymi dniami albo czytam, albo uczę się, albo piszę. Z akcentem na to ostatnie.

Lumpiata w krainie seksu przejęła sporą część mojej pamięci operacyjnej i wszystko kojarzy mi się z seksem (znajomi powiedzą, że wcześniej nie było inaczej ;) ale teraz mogę im odpyskować, że przecież ja o tym seksie to służbowo).

Jeden rok się skończył, drugi zaczął, a ja ciągle nie mam czasu na zrobienie listy postanowień. Wprawdzie na facebooku opublikowałam coś na kształt ;) ale tu chciałabym nieco konkretniej.

Zacznijmy od podsumowania. Rok 2014 był zajebisty, proszę Państwa (pardon my French!). Nie spodziewałam się, że takie rzeczy się wydarzą, a właściwie byłam przekonana, że jeśli coś się zadzieje, to raczej w kompletnie innych wymiarach.

Co najważniejszego?

1) Dziecko wróciło z wojaży, zamieszkało ze mną i jest nam ze sobą znakomicie. Ponownie mi to przewróciło rzeczywistość do góry nogami, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Mamy fajny dom i wydaje mi się, że stworzyliśmy sensowny rytm mijania się i spotykania. Przy posiłkach (które skądinąd on częściej przygotowuje niż ja).

2) Utrzymałam wagę. Nie udało mi się póki co schudnąć do wagi docelowej, ale uważam, że to, co już mam, jest niezłym sukcesem, a skoro od kilku miesięcy właściwie nie jestem na diecie, tylko na podtrzymaniu, to nie należy się dziwić, że waga nie idzie w dół. Nie idzie też w górę i tego zamierzam się trzymać.

3) Udało mi się wyjechać do Pragi, nad nasze polskie morze, do Wrocka i niespodziewanie do Gruzji. Jasne, że wolałabym więcej i częściej, ale biorąc pod uwagę mój całkiem szczupły tegoroczny budżet, to i tak jestem z siebie zadowolona :)

4) Poznałam wiele fantastycznych osób, niektórych na moment, innych na dłużej, a jeszcze innych na dłużej i na bliżej ;)

5) Rozpoczęłam nowy projekt blogowy i wszystko na to wskazuje, że znalazłam wreszcie swoje miejsce w internecie :)

6) Zaczęłam uczyć się nowego języka, jak najbardziej egzotycznego, bo Pythona i skończyłam jeden kurs internetowy, pół drugiego i odbyłam znakomity warsztat z innymi babami, w wersji na żywo.

7) Nadal chodzę na krav maga (egzamin na P3 za tydzień!) i nadal ruszam się całkiem sporo, choć widzę, że od kiedy Młody w domu, to więcej mieszkam na kanapie niż w sali gimnastycznej.

8) Sprowadziłam do domu pianino i sobie na nim brzdąkam.

9) Zaczęłam terapię grupową, skończyłam terapię grupową. I dobrze mi to zrobiło. Jedna z lepszych inwestycji w siebie.

10) Wykonałam już większą część pracy związanej z pewną książką, którą zamierzam wydać w tym roku.

11) Kupiłam motocykl, samochód i rower. Czego chcieć więcej? :)

Patrząc więc na postanowienia z początku roku myślę sobie, że nie jest źle. Mogło być lepiej, ale nie przesadzajmy z tą dokładnością co do przecinka, nie?


A czego sobie życzę na 2015 rok? Co bym chciała zrobić? Gdzie pojechać? Co osiągnąć?
Czasami chciałabym być czarownicą i móc przewidzieć przyszłość.

1) Rozwijać nowy blog, znaleźć na niego dobrą formę, dzięki której w przyszłym roku będę obecna w rozmaitych statystykach, rankingach i innych tabelkach. Działać strategicznie i precyzyjnie.

2) Wydać książkę. A może nawet dwie :) Własnoręcznie, rzecz jasna.

3) Popodróżować trochę. Za chwilę Barcelona, ale niech to nie będzie koniec. Chcę po Polsce i po Europie, a najchętniej gdzieś poza nią. I chcę kilka razy, co najmniej :)

4) Utrzymać wagę, a najlepiej jednak zrzucić te 6 kilo, które mnie denerwują.

5) Poznawać nowych ludzi, nowe zjawiska, nowe rzeczywistości i rozwijać te, które już są. Iść nie tylko wszerz, ale również wgłąb i nie zapominać o tym, co jest moim trzonem. Wracać do domu i wiedzieć, że to jest właśnie moje miejsce na ziemi.

6) Jakiś nowy sport, nowa pasja, może nowe studia? I kontynuować naukę programowania - to mi się przyda niezależnie od tego, czy będę w tym dobra, czy tylko dostateczna.

7) Znaleźć czas dla najbliższych. Dbać o nich. Dbać o Was :)

8) Znaleźć energię na rozwój nieco bardziej intelektualny i nieco bardziej artystyczny. Nie mam pojęcia, jak to zrobić, a żeby to było sensownym postanowieniem, to powinnam to sprowadzić do jakichś zadań, albo przynajmniej wskaźników, ale póki co jeszcze nie umiem. Czas pokaże.

9) No i biegać. To chyba jedyne postanowienie, które będzie mi ciężko wdrożyć. Biegać rano, dwa trzy razy w tygodniu, niechby to miało być tylko pół godziny, ale regularnie i z frajdą.


Czekam na Wasze postanowienia! A jeśli nawet nie chcecie się nimi dzielić, to zapiszcie sobie. Takie wizualizowanie przyszłości ma nieco więcej sensu niż wróżenie z fusów albo z rąk ;)  Z jednej strony to są zadania i możliwości, jakie życie przed nami stawia, ale to też ogromna przyjemność móc wrócić do tego, co się myślało o swojej najbliższej przyszłości rok wcześniej.
Dla mnie to cudowny punkt odniesienia i świadomość, że się zmieniam.
Czyli że jest dobrze :)


fot: Regina Skibińska 



1 komentarz:

  1. całkiem przyzwoicie:) chociaż może w związku z nowym blogiem fajnie nieprzyzwoicie:)

    OdpowiedzUsuń