czwartek, 11 grudnia 2014

223. Gruzja 9 - parę słów o blogerach

Nie byłabym sobą, gdybym nie obserwowała tego wyjazdu również pod względem procesu grupowego. Dziesięcioro blogerów, troje kulinarnych, troje lifestyle'owych, troje podróżniczych i ja, powiedzmy, że blogerka podróżnicza, ale przecież dokooptowana z konkursu, a nie na podstawie zasięgu i osiągnięć. I jeszcze nasza kochana i ciepła koordynatorka ze strony polskiej, Ania. Osiem babek, trzech facetów. Tydzień w grupie, na kupie. Myślałam, że będzie dramat, kłótnie, fochy i zostawanie w tyle, a wróciłam z kilkorgiem przyjaciół.

Gruzja, Batumi, ogród botaniczny, Cywińska się cieszy, fot: Anita 

Blogerzy podróżniczy mieli wyraźną potrzebę szwendania. Odłączali się od grupy w najmniej spodziewanym momencie i z pewnością wprawiali pozostałych w lekki dyskomfort, a organizatorów mogli nawet denerwować. ("To Wy sobie jedźcie melexem, a my pójdziemy pieszo!")

Blogerzy kulinarni doprowadzali wszystkich do śmierci głodowej, gdy nie pozwalali ruszać potraw, zanim ich dobrze nie obfotografują i to w odpowiednim świetle. ("Czy można już jeść, czy może ktoś jeszcze chciałby zrobić zdjęcie?" pytaliśmy z udawaną uprzejmością)

Blogerzy lifestyle'owi głównie wyglądali i raczej nikogo nie denerwowali, chyba że mnie, gdy poczułam, że tyję od nadmiaru chaczapuri. Oni wtedy nadal wyglądali. A ja głównie się toczyłam. ("Jakbyś tyle nie żarła ..." - powiedziała do mnie Ola z czułością)

Gruzja, Tskaltubo, Ola, jej torebka i jej telefon 

Wszyscy robiliśmy takie same zdjęcia, tym samym widokom i ludziom, wszyscy więc kradliśmy sobie kadry i wszystkim co jakiś czas włączało się dziecko i wkładanie palców innym w obiektywy. Albo robienie głupich min.

Gruzja, Mccheta, "ten kadr jest zarezerwowany!"

- Ten kadr jest zarezerwowany! - to był stały tekst w ciągu dnia i oczywiście nikt nie słuchał, tylko pstrykał. A kto potem miał lepszy obiektyw lub zręczniej obsługuje programy do obróbki zdjęć, ten mógł opublikować na swoim blogu ładniejszą fotkę. Wiadomo. (chyba jako jedyna miałam aparat nie-lustrzankę, nie licząc Tomka, który aparatu w ogóle nie wziął i Oli, która robiła zdjęcia telefonem). Kiedy drugi Tomek nagrywał swoje vlogi, regularnie mu z Agnieszką wchodziłyśmy przed kamerę i są z tego ładne owoce, a konkretnie to mandarynki, na przykład w tym filmiku :)




Gruzja, Mccheta, Tomek próbuje coś nagrać, a my mu przeszkadzamy

Regina złaziła Tbilisi bez grupy, trafiła w miejsca, gdzie nikt nie był i gadała z wszystkimi po rosyjsku, czym oczywiście wpędzała mnie w kompleksy (muszę się nauczyć!). Anita wychodziła rano pobiegać, niezależnie od wszystkiego. I nie że tak na chwilę, ale co najmniej dyszkę robiła dzień w dzień, a ja w tym czasie grzecznie spałam, zamiast brać przykład z koleżanki. Z Agnieszką chodziłyśmy za to na basen i do sauny. Karol się spóźnił jeden dzień, doleciał do Tbilisi, a potem próbował chodzić swoimi ścieżkami, ale zazwyczaj ktoś z nas mu w tym przeszkadzał. Natalia co jakiś czas zaskakiwała mnie głęboką wiedzą na jakiś temat - geograficzny, dietetyczny, medyczny. Patrycja opowiadała mi cudne historie o swoim życiu. A najmłodsza z nas Ola była dla mnie stuprocentowym autorytetem w sprawie tego, jak się teraz mówi i co z moich nowych projektów ma szanse zagrać. Ania próbowała nas zbierać do kupy. Z różnym skutkiem :)

Gruzja, Park Narodowy Mtirala, Karol chętnie by uciekł w góry, fot: Anita 

Gruzja, Batumi, - Anita, Lumpiata, converse'y i ogród botaniczny, fot: Anita 


Z dnia na dzień spóźnialiśmy się coraz bardziej. Z dnia na dzień coraz lepiej się bawiliśmy razem, co sprawiało, że Gruzja momentami odchodziła na drugi plan. Jestem przekonana, że więcej byśmy zobaczyli, gdybyśmy się tak nie polubili. Organizatorzy powinni o to zadbać następnym razem. Żadnych przyjaźni! Żadnego lubienia się!


Gruzja, Batumi - Lumpiata patrzy na Tomka, a Tomek na morze, fot: Anita

Gruzja, Georgia Palace - blogerzy podróżniczy w damskiej toalecie, fot: Karol

Gruzja, Park Narodowy Mtirala. Tomek i Marija będą zaraz skakać. Tomek się boi, fot: Karol


Gruzja, Batumi - Anita i Lumpiata na ściance. Celebryctwo w najczystszej postaci, fot: nie pamiętam kto robił

Gruzja, niedaleko Batumi. Marija wchodzi Agnieszce w kadr, fot: Patrycja 

Gruzja, Batumi - Regina szuka wysokiej kultury. My jej nie wystarczamy :) 
Mam też wrażenie, że gdyby nas realnie zamknęli w tym pięciogwiazdkowym hotelu na tydzień, to i tak byśmy wrócili pełni wrażeń, przemyśleń i materiałów na notki. Takich nas wybrali - inteligentnych, dowcipnych, z lekką dozą absurdu i montypythonowości, otwartych, elastycznych i ciekawskich, trochę cynicznych, trochę ironicznych, ale na pewno ciepłych, prawdziwych i z dużym dystansem do siebie. No, z tym ostatnim to może przesadziłam ;) Szkoda, że nikt nie nagrał naszych rozmów o zasięgach, lajkach i wychodzeniu na zdjęciach.

Taka tam z nas banda sympatycznych narcyzów ;)
A Gruzja nas połączyła.
Gaumardżos!

Gruzja, Georgia Palace - tak zazwyczaj wyglądaliśmy. Wpatrzeni w telefony. "Jest wifi?"

1 komentarz: