wtorek, 9 grudnia 2014

222. Gruzja 8 - ostatnie spojrzenie na Batumi (+ sporo zdjęć)

Gruzja już zanika za mgłą wspomnień. Zdjęcia nadal nieobrobione, wiadomo, zostają na lepsze czasy i długie zimowe wieczory, które jakoś dziwnym trafem nigdy nie następują. Bo kiedy przypadkiem się zdarzą, natychmiast pojawia się coś do zrobienia. A jeszcze tyle przemyśleń z Batumi, tyle obrazków w głowie. Tyle smaków na końcu języka.

Gruzja, Batumi, Humans are psycho killers

Serpentyny mnie zabijały. Nie mam jakoś bardzo silnej choroby lokomocyjnej, za to w Gruzji zdarzało mi się umierać nawet na prostej drodze międzymiastowej. Za dużo jedzenia, za mało powietrza w busie, i na drogę patrzeć nie mogłam, bo daleko od okna, a na dworze ciemno. Przedostatniego dnia wspięliśmy się na wysokość kilkuset metrów nad poziomem morza (startując od tegoż morza), deszcz popadywał, a Cywińska zastanawiała się, w jaki sposób utrzymać swój obiad wewnątrz. Żałowałam, że nie mogę sama poprowadzić - to by dopiero była frajda.

Gruzja, Adżaria, góry 

A w górach fantastyczna uczta. Och, jaka wielka! Pod każdym talerzem żelazna belka. I widoki dech zapierające, ale mój aparat nie bardzo chciał współpracować. A może to ja już byłam za bardzo zmęczona, pijana, whatever ;) Swoją drogą cudnie było znaleźć na półce książkę Marcina i Anny Mellerów, dowiedzieć się, że Mellerowie bywają w tym domu często i gęsto, a potem usiąść w niewielkim pokoju, przykryć się grupowo kocem i poczytać na głos fragmenty. Tak jakoś nam wyszło spontanicznie, gdy blogerzy kulinarni uczyli się gotować po gruzińsku.

Gruzja, supra

Dzień przed wyjazdem poszliśmy mniejszą ekipą w miasto, na spacer po Batumi. I gdy tylko udało się wtopić między te budynki trochę zbyt turystyczne, to od razu zrobiło się normalniej. Jakaś na przykład kawiarnia z samymi facetami w dzielnicy muzułmańskiej, niedaleko jedynego meczetu w Batumi. Sprawa jest nie do końca oczywista, bo w Adżarii teoretycznie jest ok. 30% muzułmanów, a w Batumi raptem jeden meczet i kilkanaście cerkwi. Nasza przewodniczka mówiła, że im to wystarcza, ale gdzieś jeszcze w Polsce opowiadano mi, że muzułmanie adżarscy zaczynają się buntować. Zwłaszcza, że rola patriarchy prawosławnego jest ogromna, nie tylko pod względem religijnym, ale również w życiu społeczno-politycznym. Niestety wiele więcej nie udało mi się dowiedzieć.

Gruzja, Batumi miastem sprzeczności

Wspięliśmy się we troje (z Anitą, i Karolem) na ósme bodajże piętro jakiegoś bloku. Bez windy, a jakże. Widok na miasto cudowny, nawet jeśli pogoda taka sobie. Wszędzie kable, każde drzwi do mieszkania inne, niektóre z dykty, inne prawdopodobnie antywłamaniowe. Uwielbiam takie klimaty.  Batumi to jednoznacznie miasto sprzeczności, taka trochę Łódź miejscami, ale dużo bardziej turystyczna i kolorowa.

Gruzja, Batumi miastem sprzeczności 
Prawie w ostatniej chwili przypomniałam sobie, że wiozę list dla kogoś w Batumi. Koleżanka wpadła tuż przed moim wylotem do domu, pożyczyła książkę Wojciecha Góreckiego, i poprosiła o przekazanie koperty jakiemuś młodemu człowiekowi w Informacji Turystycznej. We wrześniu był tam stażystą.
- No ale jak był we wrześniu, to przecież chyba już go tam nie ma? - spytałam zaniepokojona.
- No tak, ale to przecież Gruzja. Znajdą go.
- A gdzie ten punkt jest?
- Nie sposób go minąć, zresztą jest ich tylko kilka, to będzie ten obok kolejki - tyle zapamiętałam.

Kolejkę górską zlokalizowałam od razu pierwszego dnia, przejechaliśmy się nią, żeby zobaczyć Batumi z góry, ale informacji turystycznych było ze dwie co najmniej w okolicy. Trochę strapiona weszłam do tej bliższej:
- Mam taką nietypową sprawę. Czy we wrześniu mieliście stażystę? - zapytałam młodą panią za ladą.
- Tak, był - podała jego imię.
- No to ja mam dla niego list od koleżanki z Polski - mówię i wyjmuję nienową kopertę, popisaną z każdej strony, niezamkniętą zresztą, zawierającą miłe - jak rozumiem - słowa.
- Aaaaa?!  - pani się zainteresowała - to on teraz ma koleżankę w Polsce?
- Hmmm - odpowiedziałam zafrasowana - koleżankę ma, najwyraźniej, bo list przekazała, ale nie wiem, czy to jest "koleżanka" :)
- A mailem nie mogła? - zapytała pani, ale wzięła list i wierzę, że oddała komu trzeba, a ja sobie pomyślałam, że niektóre kody kulturowe są uniwersalne ;)

Za chwilę bazar. Świeże ryby. Tytoń. Pan ostrzący noże. Kwiaty. Mięso. Wszystkiego po trochu. Wreszcie zdobyłam się na odwagę i zaczęłam pytać ludzi przed zrobieniem im zdjęcia. Zadziałało. Już nie muszę robić z ukrycia. Ludzie chętnie pozują. Albo i nie. Wtedy zwyczajnie odchodzę. Coś się we mnie nareszcie przełamało.


Gruzja, Batumi, ostrzenie noży
Gruzja, Batumi, ryby na targu


Gruzja, Batumi, kwiaty na targu

Gruzja, Batumi, papryka

Gruzja, Batumi, sprzedawca mięsa na targu

Następnego dnia, tuż przed wyjazdem, zajechaliśmy jeszcze na wielki targ w Batumi, gdzie przeprowadziłam najciekawszą i najgłębszą rozmowę na temat sytuacji politycznej w tym regionie oraz tego, co się dzieje między Rosją a Ukrainą i czy to ma jakiś wpływ na Gruzję. Pan nie mówił po polsku, ani w żadnym z języków, które znam. Ja nie mówię po rosyjsku, a po gruzińsku nie mówię dwa razy bardziej.
- Ukraina - Rosja - problem? - pytam
- Da, problem - odpowiedział pan, który przed momentem jakimś cudem wyjasnił mi, że pracował kilka lat we Lwowie. Jako inżynier.
- Rosja - Gruzja - problem? - pytam dalej
- Da, balszoj problem - pan jest bardzo poważny.
- Ale Ukraina - Gruzja - haraszo? - próbuję zrozumieć.
- Da, haraszo. Ale Rosja nie haraszo. Rosja problem.

Z innymi panami omówiłam natomiast swoją sytuację osobistą i domowy stan posiadania oraz to, że w konsekwencji nie szukam aktualnie męża. I że bardzo ich przepraszam, że Polska wygrała z Gruzją w piłkę, bo rozumiem, że to dla nich nieprzyjemna porażka. Oni za to pochwalili grę Szczęsnego i Lewandowskiego. Oraz filmy Kieślowskiego - wiadomo. Chyba zrobiłam na nich wrażenie, bo kolejne osoby z naszej wycieczki, które trafiały do tego stoiska słyszały od nich o takiej wielkiej Marii, która im zdjęcia porobiła. I tu też trudno mi powiedzieć, w jakim dokładnie języku z nimi rozmawiałam. Mam wrażenie, że kiedy człowiek chce się dogadać, to choćby skały srały, dogada się.

Gruzja, Batumi, drób na targu 

Gruzja, Batumi, sprzedawca mięsa na targu

Gruzja, Batumi, sprzedawca fasoli na targu 

Gruzja, Batumi, sprzedawczyni kolendry na targu

Gruzja, Batumi, kolendra my love

Gruzja, Batumi, stoisko z owocami na targu


W Kutaisi padał zimny deszcz. Gruzja żegnała nas łzawie. Część pojechała zwiedzać i oglądać - niestety jedną jaskinię zalało, a druga była już zamknięta, więc obejrzeli katedrę, ponoć imponującą. Pewna mniejsza grupka ruszyła biegiem, żeby nie zmoknąć i zaraz wylądowała w pachnącej tłuszczem knajpce. Wypiła tam parę piw za niewielkie pieniądze i poczuła się dobrze.
Zgadnijcie, co wybrałam :)


1 komentarz: