piątek, 22 sierpnia 2014

210. Migawki z Pomorza

Na wejherowskim rynku zasiedliśmy z rana na kawę. Obsługa nie bardzo się nami interesowała. Wysłałam Młodego po kartę, za chwilę przyniósł wraz z informacją, że "jeśli coś z kuchni, to od dwunastej". Po kolejnych pięciu minutach pani nadal nie było, więc przenieśliśmy się do cukierni. Akurat gdy wchodziłam, pani kelnerka żegnała się z stałą klientką, na oko grubo po osiemdziesiątce, która serdecznie dziękowała za ciastko i kawę i była równie serdecznie odprowadzana do drzwi. Wszystkie stoliki zajęte, koło nas dwie dyszobaby w kwiecie wieku omawiały lokalne plotki. Ta grubsza miała czerwony sweterek i czerwone paznokcie. Na tle pomarańczowej sali cukiernianej wyglądała cudnie. Nie odważyłam się zrobić zdjęcia. Tarta z borówkami była pyszna, ale nie powinnam o tym mówić za głośno.

W Lęborku dwa sklepy z krasnalami. Chyba się zatrzymamy w drodze powrotnej, bo kątem oka zobaczyłam motocykl ogrodowy.
Bardzo chciałabym mieć.
- Ale Ty nie masz ogrodu, Mamo
- Za to mam już bobra ogrodowego w sypialni, motocykl byłby do pary.

W międzyczasie dostałam mail z pewnego programu dokumentalnego, do którego nagrywałam tzw "setki", czyli mądrzyłam się na tematy różne. Program będzie na jesieni, pochwalę się odpowiednio wcześniej. Dostałam mail mianowicie, że potrzebują jeszcze ode mnie oświadczenia o niekaralności. Trochę mnie to zdziwiło, choć oczywiście nie mam problemu, żeby im dostarczyć. Pani wyjaśniła, że taki wymóg zagranicznego zleceniodawcy i że u nich wszyscy zawsze muszą coś takiego podpisywać.
- A jeśli będzie program o więźniach? - rozsądnie zapytał Młody.

Ustka turystyczna. Nawet bardzo. Na plaży zimno, kilkanaście stopni, woda ma praktycznie tę samą temperaturę co powietrze i nawet się już kąpaliśmy. Po kostki. Na stoiskach z gówienkami tablice rejestracyjne z imionami. Bardzo mnie kusiło, żeby kupić sobie Bożenę. Nikola też byłaby ok, ale nie było. Młody za to nabył kolejną pocztówkę do swojej kolekcji - od niedawna zbiera te najbardziej kiczowate. W Ustce miał wielki wybór.

Słupsk nas przywitał rondami, a mnie konkretnie dołożył ból nadgarstka. Dzisiaj poszłam zwiedzać okoliczne osiedle w poszukiwaniu apteki. O 19h45. Lokalne panie z pieskami były przekonane, że już nie zdążę. Mam więc teraz uroczą opaskę w paseczki i na rzep na prawym ręku i zastanawiam się, czy jakoś naciągnęłam, czy może to problemy ze stawami, które są bardziej niż możliwe, gdy się ma chorobę autoimmunologiczną. We'll see.

Samochód jeszcze jeździ. Chyba jednak wstawię go w poniedziałek do lokalnego doktora (znany i zaprzyjaźniony, wprawdzie nie mnie osobiście, ale chyba jest w porządku). Mam niejasne wrażenie, że i tak nadwyrężam losu i karmy, bo dzisiaj piąty bieg już naprawdę nie chciał wchodzić. Natomiast w drodze z Warszawy, gdy zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, co by sprawdzić ciśnienie w oponach, to odpadła mi pokrywa od silnika. Tak po prostu. Już od jakiegoś czasu przejawiała chęć odzyskania wolności, ale dawałam radę ją utrzymać. Na tej stacji odpadła, ale trzymała się jeszcze na jednym pipsztułku i nie byłam w stanie go oderwać. Panowie z sąsiedniego samochodu się rzucili do pomocy. Dosłownie. Za chwilę klęczeli we trzech i odrywali po kawałku.
Młody im donosił rękawiczki z folii.
Miałam przyjemne wrażenie, że im się zwyczajnie spodobałam. Ha.

A dzisiaj wracając ze Szczecinka (ładny rynek, pyszna kawa, a rejsy po jeziorze jakoś tak swojskie w klimatach. Pan kapitan gruby i dość jowialny, rejs nudny, przerwa na wyspie 10-minutowa i diskopolowe głośne szanty przez całą godzinę), chwaliłam się Młodemu, że chyba wreszcie już nie mam żadnych punktów karnych, bo od ostatniego mandatu minęło ponad 12 miesięcy. I że jeżdżę rozsądnie, bo na Pomorzu słyną z fotoradarów. Oboje się więc zdziwiliśmy, gdy błysnęło nam z pobocza (jakieś takie niskie to było, na pewno nie stacjonarne). Jechałam jakieś 68 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h.

A taka ładna i kręta droga przez te lasy była.




1 komentarz:

  1. Oj troche mi sie nie podoba ta predkośc w terenie zbudowanym. Zapłacisz, na pewno. Mnie ostatnio parkowanie obok dozwolonej zatoczki kosztowało zdjecie blokady i 1 punkt karny. Nawet z uroku własnego nie chciałam korzystać, kara musi by gdy łamie sie przepisy...

    OdpowiedzUsuń