środa, 13 sierpnia 2014

207. Pecunia non olet (czyli jak zarabiać na blogu cz. 0)

Ostatnie tygodnie są jakby spokojniejsze, trochę wygaszone, wręcz na granicy dołowatości. Mam jednoznacznie obniżony nastrój. Ponieważ nie byłabym sobą, gdybym nie podrążyła i nie przyglądała się sobie samej, to już mniej więcej wiem, dlaczego tak jest i skąd to wyhamowanie.

Najprościej to nazwać depresją poporodową. Skończyłam różne projekty i wyszłam z różnych problemów. Koza rabina się wyprowadziła wraz z panem Zbyszkiem i jego narzędziami remontowymi. Grzyba już nie ma i trzymajmy kciuki, żeby nigdy więcej nie było. Moja sytuacja finansowa się niestety nie poprawiła i choć jest tu całkiem sporo do wykonania, to walka jest nierówna, więc nie przynosi zbyt wiele satysfakcji.

Jakieś drzwi się pozamykały, inne jeszcze nie zdążyły się otworzyć.

Nawet proces odchudzania, który przecież trwa i trwać będzie, został domknięty tą ostatnią notką i umieszczeniem zdjęć przed i po (swoją drogą miałam dużo frajdy w wybieraniu bardzo złych zdjęć, co by efekt porównawczy był bardziej szokujący). A z facetami się dzieją prześmieszne rzeczy, o których pisać tu nie będę, ale niewątpliwie w głowie mi się poprzestawiało i tu również musi nastąpić jakieś przetasowanie i przegrupowanie.
Przyjaciółka słusznie napisała, że potrzebny mi nowy cel. I ma rację, wszak kiedy stoję w miejscu to marnieję.

Więc jestem, wydaje się, w takim momencie życia, w którym następuje zmiana lokomotywy. Wagony stoją na stacji, pełne pasażerów i towarów, pociąg się nie rusza, ale wszyscy wiedzą, że to tylko przez moment, a cała ekipa ludzi zmienia lokomotywę ze spalinowej na elektryczną. Albo na odwrót.

I już wiem, co będzie moim kolejnym celem.

Najpierw będzie celik malutki i nieszczególnie skomplikowany - w przyszłym tygodniu wybieram się na parę dni na Pomorze Środkowe i będę po taniości spędzać urlop i aktywnie odpoczywać. Potrzebuję więc wszelkich dobrych rad dotyczących Słupska, Ustki i okolic. Byłam już tam wielokrotnie, turystycznie mam mniej więcej ogarnięte, ale na pewno są miejsca, które chcecie mi polecić. Albo knajpy. Niedrogie, de préférence

Jest też większy cel. Bardziej złożony. I wymagający stworzenia całej strategii działania. A mianowicie, proszę Państwa, postanowiłam, że teraz będę zarabiać pieniądze. Na blogu zamierzam je zarabiać, acz wcale nie jestem pewna, czy na tym. Na pisaniu również. I na wszystkich innych działaniach, które będą z tego wynikały. A wyjazd na Pomorze potraktuję jako swoją samotnię, co by tę strategię ustalić, opracować i rozplanować. 

A Wam o tym piszę głównie dlatego, że jestem dużo bardziej konsekwentna w realizacji celów, gdy robię to na widoku i na scenie. Publiczność mi służy i mnie mobilizuje. 
Jest zatem plan i projekt i cel. 

I od razu zrobiło mi się lepiej. 

A żeby nie było gołosłowną, to od razu poszłam dzisiaj do radia porozmawiać o tym, jak to jest, gdy bloger zarabia pieniądze i czy aby to nie jest nieetyczne. 

No więc nie jest. 
Ale o tym może już innym razem. 

zdjęcie ze strony Polskiego Radia
A na dobranoc trochę mocniejszych bitów. Kazik niewiele rozumie z internetu, ale i tak się na nim wychowałam. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz