środa, 9 lipca 2014

200. W drodze czyli jak?

Dwusetna notka.
Okolicznościowa :)

Miałam cichą nadzieję, że z tej okazji pochwalę się sobą, dietą, wagą i tym, że BMI mam nareszcie w normie. Niestety w weekend wybrałam się do przyjaciół do lasu, popiłam, pojadłam i pojeździłam na rowerze. Było smacznie i beztrosko, więc pokornie powitałam nowy kilogram na wadze (wchodziłam i schodziłam trzy razy, zdjęłam wszystkie ubrania, nawet prysznic nic nie zmienił, wredna waga!). Z doświadczenia jednak wiem, że jak coś szybko przyszło, to szybko sobie pójdzie - taka prawda życiowa sprawdzająca się nie tylko w sferze żywienia ;) Kronikarsko tylko zapiszę, że z 10 dni temu miałam BMI w wysokości 25,16 i póki co to najlepszy mój wynik :)

Będzie zatem o czym innym.
O tym, że jestem w drodze.
Cały czas i non stop.

Kiedy zakładałam dwa lata temu ten blog, sądziłam, że będę w nim opisywać tylko swoje podróże. Wszak lubię się przemieszczać, to mój tryb defaultowy, takie moje oddychanie, wewnętrzny rytm. Lubię się szwendać. I rzeczywiście udało mi się tu zamieścić trochę impresji z tych moich wojaży, a część jeszcze przede mną (ciągle Wam wiszę, na ten przykład, wycieczkę do Pragi). Szybko jednak się okazało, że z jednej strony podróży jest za mało, żeby zapełnić nimi blog na pełen etat, a poza tym ja i tak lubię pisać o sobie. Wiadomo, najbardziej lubimy piosenki, które dobrze znamy.
A siebie znam jak mało kto ;)

I kłóciłam się sama ze sobą, bo blog miał być tematyczny, specjalistyczny wręcz, skupiony na podróżach i doświadczeniach z nich wynikających, a tu i tak Lumpiata przeziera przez każde zdanie i koncentruje się na sobie. Jak rasowy, narcystyczny bloger, który w każdym akapicie musi użyć słowa "ja", bo inaczej czuje się niespełniony.
No trudno, widocznie Lumpiata ma za silną osobowość :) A dobry bloger, jak wiadomo, gra nie tylko treścią, ale również sobą samym.
Swoim sposobem bycia i życia.  
Tym się różni od dziennikarza.

Pozwalam wiec sobie na więcej niż tylko podróże. Piszę o życiu, o zmianie, o różnych wyzwaniach i realizacji marzeń. O byciu i niebyciu singlem. O Warszawie. O tym, co mnie w danym momencie kręci.

Jedno jednak staram się utrzymać. To ciągle jest blog o byciu "w drodze".

O moim nienasyceniu i szukaniu siebie.
O tym, że zmienić można tylko samego siebie, a nie innych.
O walce z lękami i trudnymi emocjami, gdy w ciągu kilku chwil zostajesz sama w wielkim mieście i musisz sobie radzić.
O budowaniu siły. Wewnętrznej, gdy trzeba z dnia na dzień zerwać z facetem. I zewnętrznej, gdy kilka razy w tygodniu chodzisz na treningi.
O pokorze wobec chorób. I śmierci.
O zmienianiu siebie, swojego otoczenia, swojego ciała, swoich planów i marzeń.
I o tym, że im bardziej chcę, tym bardziej mogę.

------
Carol Dweck napisała książkę "Mindset". Polski tytuł niewiele mówi: Nowa psychologia sukcesu. Książka jest dość amerykańska w formie, nie ma sensu z tym walczyć. Warto natomiast przeczytać i przejrzeć się trochę w jej systematyzacji świata i ludzkich zachowań. Autorka opisuje dwa sposoby podejścia do zmian, wyzwań, sukcesów i porażek. Dwa nastawienia. Growth mindset i fixed mindset. Pierwsze podejście, nastawione na rozwój, daje siłę do zmian, a problemy zamienia w wyzwania i możliwości. Drugie, nastawione na trwanie, utrzymuje pewne status quo i traktuje porażki jako informacje o wartości człowieka. Pierwsze pozwala iść do przodu. Drugie ciągnie w dół.

Wybór należy do Ciebie :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz