środa, 14 maja 2014

195. Jak zarejestrować motocykl kupiony za granicą

Pomyślałam sobie, że może warto spisać, co po kolei musiałam zrobić, żeby zarejestrować motocykl. Niby to nie jest trudne, ale jednak dość czasochłonne, notka zatem dla koneserów i specjalistów. Państwo wybaczy ;)

Zacznijmy od początku. Mówimy rzecz jasna o sprowadzaniu motocykla z innego państwa UE. Jak to wygląda w przypadku amerykańskich Harleyów - nie mam pojęcia :)

1. Umowa. Mądry pan w urzędzie powiedział mi przez telefon, że najlepiej jest umowę zawrzeć za granicą. W sensie, że miejsce podpisania jest tamże. Upraszcza to rejestrację tutaj, bo skoro motocykl został sprzedany tam, to ja go wprowadzam do kraju i tylko ja jestem istotną osobą dla urzędów. Poprzedni właściciel już nie. Tak też zrobiłam. Dodatkowo podpisałam umowę po polsku, co by nie musieć jej potem tłumaczyć z francuskiego. Można oczywiście podpisać wersję dwujęzyczną. Dla nieznajomego sprzedawcy to będzie z pewnością sensowniejsze. Wpisałam kwotę w złotówkach, prawdziwą, dosyć niską, ale urząd skarbowy nie miał do niej żadnych zastrzeżeń. Może zmieściłam się w jakichś widełkach?

2. Dowód rejestracyjny. Wraz z umową dostajemy od poprzedniego właściciela dowód rejestracyjny. On nam będzie służył do jazdy przed rejestracją w kraju. Podobno w Niemczech to wygląda trochę inaczej i te dowody rejestracyjne są wydawane na czas podróży do Polski, ale ja akurat nie miałam tego problemu. Dowód należy przetłumaczyć na język polski i uwierzytelnić tłumaczenie. Tłumacz przysięgły musi obejrzeć własnoocznie dokument i dopiero wtedy może poświadczyć swoje tłumaczenie. Nie wiem, ile to kosztuje, bo akurat to udało mi się załatwić ze znajomą tłumaczką przysięgłą bezkosztowo, czyli za dobrą włoską czekoladę. Podejrzewam, że w 100 zł można się zmieścić.

3. Urząd skarbowy. Z przetłumaczonym dowodem i umową należy się zgłosić do urzędu skarbowego. Trzeba złożyć VAT-24 (wniosek wypełniłam częściowo sama, częściowo z panią) i kserokopie powyższych dokumentów (dowód, tłumaczenie, umowa). Urząd ma 7 dni, żeby wydać w odpowiedzi VAT-25, potwierdzające, że nie mam obowiązku zapłacić VAT. Pani zadzwoniła po dwóch dniach, że mogę już odebrać dokument. Uwaga - należy zapłacić 160 zł na tę okoliczność. I nie można tego zrobić w kasie urzędu, przynajmniej u mnie nie można było. Za to można przelewem elektronicznym i potwierdzenie przynieść. Ja akurat drukarki nie miałam, więc trochę skonfundowana poszłam do tej pani. Popatrzyła, jak robię przelew przy niej z telefonu, obejrzała ekranik i wydała mi dokument. Nie wiem, czy to było zgodne z przepisami, ale na pewno bardzo ludzkie :)

4. Badanie techniczne. Motocykl musi przejść badanie techniczne zanim zostanie zarejestrowany w Polsce (kolejne mam za dwa lata). Kosztuje to 62 zł, nie ma do końca sprecyzowanych przepisów na temat tego, co wchodzi w zakres takiego badania, więc czasami kończy się na analizie dokumentów i numer ramy, nadwozia i innych takich. Wypełnienie dokumentów w systemie trwa z pół godziny, szczególnie jak pan ze stacji kontroli pojazdów nie bardzo zna się na rzeczy. Nie należy go poganiać. Nawet jeśli kolejka robi się całkiem pokaźna, gdy tak się z nim siedzi w kanciapie. Grzecznie czekać. A kiedy on zobaczy, że w tej kolejce są dwa następne motocykle, to nie dziwić się, że coś tam mówi pod nosem i że nie są to cenzuralne sformułowania. 

5. Wydział komunikacji. Tu powinniśmy dotrzeć w ciągu 30 dni od wprowadzenia pojazdu. Warto wziąć książkę i najlepiej pojechać z samego rana, jeszcze przed otwarciem. Ja byłam gdzieś koło 9 rano i odczekałam z dwie godziny w nieprzyjemnej i dusznej kolejce. Pan w sekretariacie zeznał, że ostatnio jest masakra. Kupujemy pojazdy na potęgę.

Należy mieć wszystkie dokumenty ze sobą, a mianowicie:
- umowa + ksero -  urząd zabiera kserokopię.
- dowód rejestracyjny + tłumaczenie - urząd zabierze jedno i drugie. Oryginały znaczy się.
- VAT-25 (chyba tylko do wglądu, z tego co pamiętam, może lepiej mieć ksero, mnie robił miły pan  w informacji, ale nie wiem, czy każdemu mu się będzie chciało)
- badanie techniczne - zabierają oryginał
- starą tablicę rejestracyjną (moja była lekko szklana, więc dotarła lekko zbita i wylądowała w śmietniku pod biurkiem urzędu, ale zaniosłam grzecznie, jak kazali)
Następnie pani dała mi świstek, kazała pójść zapłacić 197 zł w kasie na pierwszym piętrze, a gdy wróciłam, dostałam śliczną nową tablicę rejestracyjną i tymczasowy dowód rejestracyjny.

6. Za miesiąc mogę odebrać stały dowód, być może będzie wcześniej, mam sprawdzać na stronie internetowej. I wtedy już będę musiała okazać nowe polskie ubezpieczenie OC. Ponieważ nie do końca jestem pewna, jak długo mogę jeździć na ubezpieczeniu francuskim, to wyrobiłam sobie swoje własne, jak tylko odebrałam numer rejestracyjny. 238 zł bez żadnych zniżek ani zwyżek w PZU za prawie litrową maszynę. Mało która firma ubezpiecza motocykle, podobno nie ma sensu na tym oszczędzać, PZU wychodzi najsensowniej.
Jeszcze jakieś NNW sobie zrobię, ale to już gdzie indziej.

Podsumowując:
160 zł  urząd skarbowy
62 zł badanie techniczne
197 zł wydział komunikacji
238 zł ubezpieczenie OC
XX zł tłumaczenie przysięgłe
i parę złotych na ksero, parkingi, montaż tablicy i benzynę lub bilety autobusowe.

Ale za to wieczorem można wsiąść na motocykl i pojechać w siną dal.
Byle bezpiecznie, rzecz jasna.

Raczkowski mistrz!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz