poniedziałek, 12 maja 2014

193. Kolizja była

Ehh, no kolizja była.

I to już całkiem dawno temu, bo zaledwie kilka dni po przyjeździe mojego motocykla do Polski. Saską Kępą jechałam, jakiś młody człowiek wyjeżdżał z podwórka, w lewo skręcał i nie zauważył, że ja akurat jadę. Wcale szybko nie pędziłam, może 30 km/h, a jak zauważyłam, że on mnie nie widzi, to tym bardziej zwolniłam. Gdybym była mądrzejsza, to bym się zwyczajnie zatrzymała. A tak, to on mnie zahaczył, motocykl położyłam, ciężko jest utrzymać 250 kg, mnie na szczęście niewiele się stało.

"Jedynie" 3 tygodnie zwolnienia w kołnierzu ortopedycznym, bo coś tam się szyja nadwyrężyła. I byłoby już wszystko w porządku, gdyby nie to, że przez to jeszcze bardziej się boję jeździć i każdy teraz spacer z Lordem Vaderem to wyrzut adrenaliny zamiast endorfin.

Najważniejsze jednak, że nic poważnego mi się nie stało i że motocykl tylko trochę poobijany. Może z czasem uda mi się ten lęk przezwyciężyć. A mądrzy ludzie nawet mówią, że póki się boję, póty mam szanse przeżyć. Bo przecież jest to niebezpieczna rozrywka. Wiem.

I nawet nie chodzi o moje własne umiejętności, które przecież są coraz lepsze każdego dnia, ale o tych ludzi, którzy wsiadają za kółko, jadą i nie widzą nas, motocyklistów, rowerzystów i skuterowców. Bo akurat sms piszą, bo makijaż trzeba poprawić, albo dziecku podać zabawkę. Motocykliści pojawiają się znikąd, są widoczni bardzo późno, nawet gdy jadą zgodnie z przepisami, a kierowcy jeżdżą na pamięć i pasy zmieniają na pamięć i do ruchu włączają się na pamięć. Wiem, o czym mówię, sama to robię.
Przecież przed chwilą był za mną ten van, to skąd się nagle wziął motocykl?

I tak sobie więc rozmyślam nad kruchością życia ludzkiego oraz nad tym, co mnie kręci. I zastanawiam się, w jaki sposób pogodzić jedno z drugim. Na razie staram się mieć oczy dookoła głowy i jeżdżę dramatycznie uważnie.
Rozumiecie jednak, że przyjemność jest z tego powodu sporo mniejsza?

Na szczęście dzieją się też fajne rzeczy.
Na ten przykład Warszawa Czyta, cudna oddolna akcja, która w tym roku wzięła na tapetę Niewidzialne miasta Italo Calvino. To właśnie w tym tygodniu wszystko się dzieje. Zapraszam Was serdecznie, dla każdego się coś znajdzie w bardzo bogatym programie wydarzeń.

No a za niecały miesiąc znowu będę pełnoprawną matką. Prawdziwą i na miejscu. I to cieszy bardziej niż cokolwiek innego. Czuję się trochę jak w ciąży :)
Ale o tym może kiedy indziej.




1 komentarz: