poniedziałek, 14 kwietnia 2014

191. Dzień dobry, ja w sprawie serniczka


Dzisiejszy dzień sponsoruje literka S jak serniczek.

Na Wielkanoc wybywam mianowicie do naszych braci południowych. Będę pić piwo (w małych ilościach, Karolino, w ilościach wręcz homeopatycznych) i szukać Hrabala. I pomyślałam sobie, że można by z tej okazji zabrać ze sobą kawałek serniczka, co by poczuć się świątecznie. Wątpliwości jednak nabrałam, czy aby można sernik przemycać w bagażu podręcznym, bo to wszak bomba.
Co z tego że kaloryczna.

Na stronie lotniska nie było jednoznacznej odpowiedzi. Na stronie Urzędu Lotnictwa Cywilnego też nie. 

Zadzwoniłam więc do przedstawiciela czeskich linii lotniczych. Pani nabrała powietrza, westchnęła, nabrała powietrza ponownie i poszła się spytać menadżerki. Menadżerka kazała zadzwonić bezpośrednio na lotnisko, bo niestety oni nie wiedzą. Na lotnisku przemiła pani poprosiła o chwilę na przemyślenie sprawy i orzekła, że wprawdzie na żywność nie ma ograniczeń, ale to trochę zależy od ekipy sprawdzającej bagaże. I że ona pójdzie się dopytać.

Za godzinę nadal nie wiedziała, bo nie udało jej się dotrzeć do panów strażników granicznych.
Za dwie godziny dzwonię.
- Dzień dobry, ja w sprawie serniczka...
- Ach, dzień dobry, już wszystko wiem. Może Pani spokojnie przewieźć serniczek na święta. Strażnik prosił o przekazanie smacznego. I ja również się dołączam do życzeń.

I tak oto serniczek poleci do Pragi.
A ja razem z nim.
Motocykl zostaje w domu.




1 komentarz:

  1. Nie no, na biletach powinnaś mieć napisane albo w mailu z potwierdzeniem, co możesz zabierać w bagażu. My przewieźiśmy do Londynu 3 pajdy kabanosów. Ile się teraz płaci za lot do Pragi? I czy Szczygieł wciąż tam jest? ;)

    OdpowiedzUsuń