niedziela, 13 kwietnia 2014

190. Honda Varadero - mam i ja!

- Ale uważaj na siebie - napisała Mama na skajpie - wiesz, wolałabym, żebyś jeździła na hulajnodze i to najlepiej po chodniku.
A ja przytaknęłam i obiecałam, że będę ostrożna.  Po raz kolejny dzisiaj.

"Uważaj na siebie" to zdanie, które słyszę nieustannie od piątku.
Trochę nie bez powodu. Mój motocykl wreszcie przyjechał z dalekiej Francji śródziemnomorskiej i od razu zamieszkał w przejściu pod bramą, co by na niego nic nie padało.
Przyjechał, odpoczął przez noc i od razu go wzięłam w obroty. 

Myślałam, że będę o nim mówić w rodzaju żeńskim, skoro to Honda, moja malutka ukochana Hondziunia, ale kurczę, im bardziej myślę nad imieniem, tym bardziej mi wychodzi, że rycerka powinna jeździć na czarnym rumaku i rumak powinien być mężczyzną.
Więc szukam odpowiedniej nazwy, w mitologiach szukam, przeglądam imiona dla koni i na razie nic mi się nie podoba. Może powinnam się z nim bardziej zaprzyjaźnić. Może samo przyjdzie. A może ktoś mi wymyśli?

Poprzedni już właściciel motocykla zrobił całą tę drogę, żeby mi go sprzedać. 2100 kilometrów, z tego co wyliczył. Znajomi i przyjaciele mówili mu, że jest szalony, ja również, ale kryje się za tym historia naszej przyjaźni i fakt, że to właśnie z nim pierwszy raz jechałam na motocyklu, kilkanaście lat temu, niedaleko Montpellier. Duszny czerwcowy wieczór. Im bardziej zbliżaliśmy się do morza, tym bardziej niesamowite były zapachy i widoki. I to z jego powodu zachorowałam na motocykle. Zakochałam się. Tak bardzo chciałam mieć swój własny i poczuć ten wiatr i zapach i adrenalinę związaną z szybką jazdą, ale bałam się, rzecz jasna, że będę jeździć nieostrożnie. Więc grzecznie poczekałam ponad 10 lat, zanim zrobiłam prawko. I kolejne półtora roku, zanim kupiłam sprzęt.
To wszystko przez niego. Więc trudno się dziwić, że przyjechał.

Zamierzam jeździć ostrożnie.

I składam tę deklarację serio serio. Właśnie dlatego nie wsiadłam na motocykl bez odpowiedniej kurtki, spodni z kevlarem i protektorami, bezpiecznego kasku (integralnego, a jakże) i bez skórzanych butów zakrywających kostkę. Właśnie dlatego wybrałam jedną z lepszych szkół nauki jazdy w Warszawie, Pro-motor. Właśnie dlatego pierwszą swoją jazdę nowym motocyklem wykonałam wczoraj z pasażerem, który zna tę maszynę, a sam jeździł na motocyklach zawodowo przez wiele lat.

Chcę przeżyć.

I właśnie dlatego nadal się boję i nadal wiem, że niewiele potrafię. Zamierzam pokornie się uczyć jazdy po mieście i w trasie. A za jakiś czas pójść na dodatkowy kurs i może też kurs jazdy po torze - podobno nauka wchodzenia w zakręty na torze jest najlepszym sposobem na zrozumienie motocykla. Ale to za moment, nie od razu. Na razie się boję i jeżdżę z oczami dookoła głowy. I nawet jeśli przejechałam prawie 200 000 km własnym autem, z czego całkiem sporo poza Polską, to i tak przy lewoskręcie mam lekkiego stresa. Zresztą dzisiaj motocykl mi zgasł na skrzyżowaniu Towarowej i Solidarności, kiedy akurat miałam z niego zjechać, bo już ci z naprzeciwka się zatrzymali. Zgasł, a ja na szczęście zamiast spanikować spokojnie znalazłam luz (za trzecim czy czwartym razem), włączyłam ponownie silnik i śmiejąc się sama z siebie, zjechałam w Towarową i pojechałam dalej.

Na autostradzie odważyłam się pojechać trochę szybciej. Czyli że 120 km/h. Wiatr dmuchał z każdej ze stron, co poniektórych wyprzedziłam, co poniektórym dałam się wyprzedzić i doszłam do wniosku, że to taka prędkość optymalna póki co. Przyjemność jest już prawie większa niż stres :)

Mam oczywiście świadomość, że motocyklista jest mało widoczny i że jeśli zginę w wypadku, to być może nie ze swojej winy. Ktoś mi wyjedzie z podporządkowanej albo zacznie zmieniać pas nie zauważywszy mnie, a ja w zetknięciu z czyjąś karoserią mam niewiele szans na wyjście bez szwanku. Ale - mówię sobie - zginąć można w aucie, w busie i nawet na chodniku.
A umrzeć we własnym łóżku. A ja przecież jestem ciągle w drodze :)

Zaraz idę umyć mu szybkę, zanim się ściemni. Jeśli tylko jutro nie będzie padać, to jadę nim do roboty. I na trening. I już wszędzie. Gdyby nie ważył 240 kg, wprowadziłabym go do salonu na noc, co by nie spał sam na dworzu. Musi mu być tam smutno i samotnie.

- Tak pytam - napisała jeszcze Mama - czy myślałaś kiedyś sobie, ze chciałabyś może być chłopcem?




2 komentarze:

  1. Nazwy dla Twojego wehikuła: Gigant, Patent, Halny, Lubczyk, Mistral, Matador, Pikador, Rubikon, Intelekt intelektus, Warkot, Łoskot, Amur, Asterix, Andrus, Pomagier, Granit, Agent, Chytrus, Champion, Progres, Czardasz, Pitagoras, Amur, Platon, Protektor, Pirat, Tarzan, Trol, Tytan, Sukces, Amant, Wulkan, Gejzer, Dragon, Hrabia, Chrabąszcz, Panicz, Książę, Heros, Rambo, Wigor, Macho, Piorun, Ogier, Galop, Grom, Zeus, Tytanic, Rubin, Kryształ, Brutal, Brutus, Nelson, Mustang, Matrix, Ramzes, Pentagon , Zorro, Rokefeler, Wezyr, Western, Ataman, Prymus,
    cdn.

    OdpowiedzUsuń
  2. tak o tym napisałaś, że teraz i ja chcę motocykl.
    i jeszcze ta Francja, i zapachy, odleciałam na moment.

    OdpowiedzUsuń