poniedziałek, 17 marca 2014

188. Przesilenie wiosenne czy kryzys wieku średniego?

W ramach radzenia sobie z przesileniem wiosennym (cokolwiek to jest, ale na coś przecież trzeba zwalić) próbuję sobie ustalić nowe cele i sprawdzać, jak mi idzie realizacja starych. Czuję się stara i brzydka i ciągle mi się wydaje, że nic w życiu nie osiągnęłam i już na pewno nie osiągnę. I rzecz jasna od ręki mogłabym wymienić z 10 swoich sukcesów życiowych, ale to ta moja rozumowa część. Emocjonalna czuje się trochę nieszczęśliwa. Bo życie jest - jak wiadomo - ciężkie i okrutne ;)

- Odchudzanie mi idzie jak po grudzie, większych sukcesów ostatnio brak. I choć wiem, że lepiej jest chudnąć powoli, a bez efektu jojo, to jednak nie jestem zadowolona z tego, co zdarza się mi się pochłaniać w chwilach słabości. Próbuję wrócić do idei 6 posiłków dziennie, ale to wymaga samozaparcia i myślenia o tym. A mnie się już nie chce.

- Pisanie mi idzie bardzo średnio, bo ciągle jest coś pilniejszego. A pisanie jest ważne, być może nawet najważniejsze. Więc zbieram się w sobie, robię plany i listy i struktury. I nawet wenę mam, a potem, jak już wreszcie biurko jest gotowe do jazdy, okazuje się, że serial bardziej wciąga. Albo spacer. O ile nie pada, rzecz jasna, bo wtedy to jednak serial.

- Jestem też w ciekawym procesie, który sobie nazwałam autystycznym, co by ludzie się nie martwili, ale de facto jest to proces ograniczania bodźców, a w szczególności interakcji społecznych, które mi nie służą. Dobór tego, co mi służy, a co nie, jest oczywiście subiektywny i podlega modyfikacjom, ale pracuję nad tym, żeby nie mieć za dużo ludzi wokół siebie. Brzmi dziwnie, wiem. Szczególnie, gdy się jest tak intensywną osobą, jak ja. Ale czuję, że właśnie teraz tego potrzebuję. Ograniczenia. Wejścia do swojej izdebki. I zebrania myśli. Żeby coś urodzić, trzeba najpierw coś zasadzić. A sadzenie w tłumie innych ludzi jest co najmniej trudne. Za bardzo lubię gadać.  Za bardzo mnie to rozprasza.

- Sport nadal sprawia mi przyjemność i nieustannie jestem tym zaskoczona. W tym tygodniu wybieram się po raz pierwszy na kettle i choć nie mam najmniejszego pojęcia, czy to coś dla mnie, to czuję całą sobą, że chcę spróbować. Problem w tym, że powinnam raczej na jakieś brzuchozgubne zajęcia pochodzić, co by uruchomić nieistniejące mięśnie wokół talii. Ale ja nienawidzę zbiorowego skakania w rytm nieznośnej muzyki. Robienie brzuszków w domu mi też nie wychodzi, robienie pompek i deski też nie bardzo. Jestem leniem, czas się do tego przyznać. I pewnie już do końca życia będę miała tę fałdę nadcipną, pardon my French.

- A poza tym, to doceniam wszelkie (acz nienadmierne, if possible) relacje oparte na kontakcie realnym, a nie wirtualnym. Cieszę się tym, że wiosna za rogiem i że na Wielkanoc polecę sobie do Pragi. Od zawsze odbierałam świat dotykiem i zapachem, a tego akurat w internecie jest niewiele. Czy wynika z tego, że wynoszę się z internetów? Brońboże. Ale jakoś bardziej smakuję to, co głębokie i złożone. I zgadzam się na to, żeby było mniej, a sensowniej.

- O, i jeszcze jedno przemyślenie. Doszłam ostatnio do wniosku, że jedną z cech, których prawie w ogóle nie posiadam, jest ostrożność. Nie jestem ostrożna, i co gorsze, nie zamierzam nią być. Lubię próbować, lubię się rzucać w ciemno, lubię eksperymentować. Ostrożność, zwłaszcza w relacjach społecznych, z góry zakłada, że należy się bać tego, co niewiadome. Rzecz jasna łatwo się sparzyć raz na jakiś czas i na to jestem gotowa. Natomiast nie chcę tracić czegoś z życia tylko dlatego, że się tego boję. Kiedy się boję (czyli często), próbuję ten strach okiełznać i przezwyciężyć. Chociażby na kravce, gdy ćwiczę z silniejszymi, większymi i bardziej doświadczonymi facetami, którzy potrafią mnie powalić w trzy sekundy. Często się boję, bo ich uderzenia zwyczajnie bolą (nie wszystko idzie w ochraniacze, wiadomo). A jednak widzę, że z tygodnia na tydzień, ci, których jeszcze niedawno się bałam i przed którymi robiłam kroki w tył, potrafią we mnie wzbudzić ogromną siłę i złość, którą staram się przekształcić na sensowne i silne uderzenia zwrotne.
Strach zanika.

Kiedy będę duża, będę rycerką na czarnym koniu.
I kiedyś zabiję smoka.

2 komentarze: