środa, 5 marca 2014

186. Odchudzam się - odcinek fefnasty

Schudłam kolejny kilogram. BMI w okolicach 26.

Z jednej strony mało zeszło, bo to wynik z całego miesiąca. Z drugiej, wiadomo, sukcesem jest to, że nie tyję i że nadal mam dobrą tendencję. Zwłaszcza, że już od wielu miesięcy jestem na średnio restrykcyjnej diecie i czasami mam totalne wpadki, jak na ten przykład w zeszły piątek, gdy zjadłam półtorej czekolady. Nie pytajcie, musiałam :)

Z Karoliną, moją ukochaną dietetyczką, próbowałyśmy znaleźć jakieś nieszczególnie kłopotliwe sposoby, żeby szło mi nieco łatwiej i/lub szybciej. Ustaliłyśmy, że postaram się znowu zapisywać kaloryczność swoich posiłków. Zgodnie z zasadą wymienników. (np. dzisiejsze śniadanie to 4 wymienniki skrobiowe w postaci muesli, 2 wymienniki mleczne w postaci jogurtu i 2 wymienniki owocowe w postaci banana). W sumie 400 kcal.

Chcę też odstawić na jakiś czas jabłka, bo one mi chyba nie służą. Eksperyment z białym pieczywem (zamiast ciemnego, bardzo błonnikowego) pokazał, że gastrycznie było mi lepiej, ale nie jakoś spektakularnie. Z tego samego powodu odstawiłam też paprykę.

Co do sportu - przez dwa tygodnie nie ćwiczyłam, z powodów zdrowotnych, i odbiło się to na moich mięśniach - straciłam ich kilogram. W konsekwencji przybyło trochę procentowo tłuszczu. Ale to zapewne jest do nadrobienia, bylebym ćwiczyła regularnie. Do kravki chcę dorzucić crossfit i być może kettlebell, bo czas popracować nad swoją siłą. Próbuję też robić pompki, uczę się robić deskę, co by rozruszać swoje mięśnie w okolicy brzucha. A lada chwila zrobi się cieplej, to będę jeździć na rowerze.

Trochę się kłócimy na temat kawy. Ja, że potrzebuję ich co najmniej dwie dziennie i mogę zamienić ewentualnie na Colę Zero (na którą Karolina psioczy jeszcze bardziej, bo ma kwas fosforowy). A ona, że kawa nie tylko zabija naturalny głód, więc zapominam o posiłkach pośrednich, ale też ma zły wpływ na układ trawienny. Tak sobie rozmawiamy i próbujemy się przekonać, ale wiadomo, to mój żołądek i powinnam bardziej o niego dbać. Więc wróciły pokrzywy i będzie biała herbata, byle się zima skończyła.

Zadowolona natomiast jestem z ogólnego wyniku. To poniższe zdjęcie puściłam już na fejsie wśród bliskich znajomych - ich pozytywne reakcje dały mi megamotywację do dalszej pracy. Z lewej mamy Cywińską jakiś czas przed odchudzaniem, nie mam pojęcia, ile wtedy ważyłam, możliwe, że nawet mniej niż w "szczytowej" formie. Po prawej jest Cywińska sprzed tygodnia.

Różnica to jakieś 14-15 kilo i ponad rok treningów krav maga.
Jeszcze jakieś 7 kilo.
Poproszę.



A na deser piosenka motywująca:

16 komentarzy:

  1. sama nie wiem.. wyglądałaś normalnie, wcale nie jakoś źle. mnie by się chyba nie chciało..ale faktycznie warto podnieść swoją sprawność i wytrzymałość. dla samego wyglądu bym się nie męczyła. porażającej różnicy nie ma. tu i tu sympatyczna dziewczyna, może nie piękność, ale ładna wystarczająco, żeby nie mieć żadnych kompleksów. ciuchy makijaż.. i naprawdę nie ma co się spinać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Maria, wybierz jedno, bo zarówno kettle jak i crossfit dla organizmu robią to samo. Ze znaczącą jednak różnicą; sporo z moich znajomych personalsów czy fizjoterapeutów twierdzi, że crossfit jednak jest zdecydowanie bardziej kontuzjogenny oraz przy dużym zaangażowaniu (a tego Ci nie brakuje) może prowadzić do niekorzystnych zmian w układzie kostnym. Kettle są bezpieczniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. szok, nie jestem znajomym fb bo uznalysmy ze blog to nie znajomosc ale dobrze ze moglas mnie tutaj zmotywowac! bomba!

    OdpowiedzUsuń
  4. uwazam,ze wygladasz rewelacyjnie, i -podobnie jak makaria- czuję się bardzo zmotywowana do pracy nad sobą samą, za co ogromne dzięki! pozdrawiam serdecznie, m.lópez

    OdpowiedzUsuń
  5. > alpenlove - wiesz, tu chodziło także o zdrowie, BMI na granicy otyłości nie jest dobre dla organizmu :)

    > wojtek - myślę, że rzeczywiście zdecyduję się na jedno z dwóch oraz kettle mnie bardziej pociągają, bo na crossficie boję się o kolana. Ale chcę spróbować.

    > makaria, m - cała przyjemność po mojej stronie!

    OdpowiedzUsuń
  6. gratulacje,pożyczę sobie piosenkę motywacyjną ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluje!!! moze i ja sie kiedys zmotywuje... pozdrawi

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje, wygladasz swietnie !

    OdpowiedzUsuń
  9. wiesz, że pełen podziw, i tylko tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Na rower to wg mnie już jest pora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tusza dodaje lat a moze schudniecie odjelo. Roznica ogromna. Super

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękna przemiana (przepraszam, że odzywam się pierwszy raz i tak od razu do oceniania się biorę, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać). Kilogramy dodają takiej zupełnie niepotrzebnej miękkości (tej przenośnej, chociaż ja i za tą dosłowną nie przepadam) - wiem po sobie. Dobra robota!

    OdpowiedzUsuń