piątek, 21 lutego 2014

184. Kowalka własnego losu

Przed chwilą skończyłam pisać post o tym, jaką sobie fajną kurtkę kupiłam na urodziny. Motocyklową.

Miły, długi post, w którym przyznałam nawet, ile wydałam (dokładnie tyle, ile wynosiła moja górna linia). Ale zmieniłam zdanie i nie opublikuję. Po co Was zanudzać postami konsumpcyjnymi, gdy mogę wymęczyć jakimś lepszym filozofowaniem, dzięki któremu mam złudzenie, że jestem mądrzejsza. A że matka osobista mi zarzucała nieraz, że za dużo czasu spędzałam w ikei zamiast w teatrze, to nie spieszy mi się do ujawniania Wam swojej materialistycznej duszy.
I gadżeciarskiej, rzecz jasna.

O kurtce powiem tyle, że weszłam do sklepu, pan mnie ciepło i uważnie zmierzył wzrokiem, podał tę, którą uznał za najsensowniejszą, ja ją zapięłam, odpiełam i po krótkiej chwili kupiłam. Pierwszy sklep, pierwsza kurtka, kilka minut refleksji, kilka minut negocjacji i fru.. czasami bywam bardzo zdecydowana. A na bezpieczeństwie nie zamierzam oszczędzać. Nawet jeśli jestem totalnie pod kreską.

Nosi mnie.
Tym razem na tyle intensywnie, że pewnie gdzieś mnie jutro poniesie. Od pewnego czasu staram się nie organizować sobie nadmiernie dużo na weekendy, żeby mieć czas dla siebie. I dzięki temu przychodzi piątek, a ja mogę po prostu wszystko rzucić i pojechać w siną dal. Zastanawiam się, w którą stronę dać się unieść i wychodzi mi, że na południe, bo tam cieplej i bardziej wiosennie. Takie Piaseczno na przykład. Albo Grójec :)

Nosi mnie na tyle, że gdybym jakiś czas temu nie ustaliła sama ze sobą, że nie lubię biegania, to bym poszła dzisiaj pobiegać, co by się trochę wyszumieć. Ale właśnie zbieram energię w sobie i słowa i myśli. Gromadzę to, co uważam za swój największy kapitał. Wyciszam się.

Jestem coraz bardziej przekonana, że szczęście jest wypadkową otwartości umysłu i tolerancji oraz pracy nad sobą. Im więcej bowiem od siebie wymagam, a mniej oceniam innych, tym większą mam kontrolę nad tym, co jest dla mnie istotne. Pracuję bowiem nad swoim życiem, a nie oceniam życia innych. Bo szczęście to w gruncie rzeczy poczucie sprawstwa. I przekonanie, że jestem kowalem własnego losu. A nawet kowalką ;)

I tym optymistycznym akcentem życzę Państwu miłej nocy, a sama zmierzam do kolejnych odcinków House of Cards.

A na deser pozytywny Bajor:


1 komentarz:

  1. to wszystko musi być podlane równowagą hormonalną - inaczej nie ma mowy ;)))

    jakbyś hulała w kierunku Piaseczna - zapraszam na dobrą herbatę :)

    OdpowiedzUsuń