poniedziałek, 10 lutego 2014

180. Randki z internetu

Czasami wydaje mi się, że mogłabym być ekspertem od umawiania się na randki na portalach randkowych. Umiem wszak czytać między wierszami, profile piszę całkiem popularne, wiem, jakie zdjęcia umieścić. I dość często się spotykam. Ale potem pokornie przypominam sobie, jak niezwykle wysoką mam skuteczność i jak wiele z tych spotkań kończy się niczym, poza poczuciem, że chyba coś przegapiłam, gdy czytałam profil danego delikwenta. Albo gdy z nim rozmawiałam mailowo, co by dokonać wstępnej selekcji.

To, że panowie sobie dodają centymetrów, inteligencji, pieniędzy i wykształcenia, a odejmują kilogramów, żon i dzieci, to już właściwie norma. Jedyni, którzy mało kłamią, to ci, którzy chcą po prostu sobie za darmo pobzykać. Im nie zależy na uwiązaniu emocjonalnym potencjalnej kochanki, więc mówią prosto z mostu, że żona ich nie kocha, wcale ze sobą nie śpią. I liczą na to, że to im otworzy drzwi do odpowiedniej sypialni.

Są też tacy objazdowi. Laska w każdym porcie. Najczęściej biznesmeni w delegacji. Dobre hotele, zapraszam na basen i do sauny, a będę ponownie za 5 tygodni. Tak, bardzo dużo pracuję. Oni są śmieszni, potrafią się nie odzywać miesiącami, ale jak już wylądują w Warszawie, to żyć nie dają.

Niektórzy mają bardzo konkretne oczekiwania dotyczące tego, kto będzie gotował i czy kobieta powinna pracować po urodzeniu dziecka. Tym jednak zazwyczaj wystarczy informacja, że jestem rozwódką i mam nastolatka na stanie. Przecież wiadomo, że sieję zgorszenie i porutę, a na pewno na drugie mam gender.

Śmieszą mnie ci, którzy nie potrafią napisać nic szczególnego. Na profilu mają "jestem jaki jestem", zdjęcie z samochodem (czasami z jachtem w tle, rzecz jasna nie swoim), a jak się odważą zagadać, to wysyłają wiele mówiące "hej" i potem odpowiadają półsłówkami. Albo od razu przechodzą do sedna, chcą się natychmiast umówić, pytają "skąd klikasz", a ja sobie myślę, że na randkę przyszliby w tureckim sweterku w serek i sztruksach. No jednak nie.

Pamiętam jeszcze takiego dziwnego, dość inteligentnego, który jednak w którejś wiadomości wyznał, że mieszka z matką, ojcem w kawalerce i że jest rencistą. Pracować mu się nie chce. I że chętnie by mnie na kawę zaprosił, ale to po 15-tym, bo teraz nie ma kasy. Kiedy odpowiedziałam, że nic z tego nie będzie, to obraził się. Przez kolejny tydzień wysyłał mi wiadomości, w których żalił się, że jestem złym człowiekiem, moja matka i moja babka również. Cieszyłam się wtedy, że udostępniłam mu jedynie mail spamowy. Po tygodniu zaczął błagać. A ja czułam się mocno niekomfortowo.

Z tego wszystkiego postanowiłam sobie na początku roku, że wystarczy tych internetowych porażek. Fajnego faceta można poznać w sklepie, na imprezie lub na stoku. A najlepiej, jak ktoś Ci go zarekomenduje, jak za starych dobrych czasów. Wtedy przynajmniej wiadomo, skąd się wziął, a nie że z internetów.

Jest jednak pewna liczba par, które poznały się na portalu randkowym, pokochały i być może nawet ślub wzięły. Niedawno niusem była wiadomość o panu, który wyliczył sobie odpowiednim algorytmem, jaka pani powinna być jego wybranką i tak długo spotykał się z kobietami spełniającymi ten zestaw kryteriów, aż wreszcie spotkał tę jedyną. Moja cyniczna dusza każe mi zakwestionować te wyliczenia przynajmniej do momentu, gdy minie im 10ta rocznica ślubu, ale jestem skłonna uznać, że każdy ma swoją metodę.

Chodzi mi po głowie, że można by zebrać dobre rady na temat portali randkowych w jedno miejsce i chętnie bym skorzystała z Waszych doświadczeń. Jak tworzycie swoje profile, jeśli chcecie znaleźć miłość swojego życia? Jak przebieracie między ofertami albo jak zagadujecie tych, którzy Wam się spodobają? Jak szybko umawiacie się na randkę? Najdziwniejsza randka? Największa porażka? Czy można w internecie znaleźć miłość, czy jednak jest to przede wszystkim miejsce na łatwy seks? W jaki sposób sprawdzić drugą osobę, żeby nie sprawić jej przykrości, a równocześnie nie angażować się w związek na całe życie z mitomanem lub żonatym księdzem? Czy profil powinien być szczery do bólu, czy jednak warto podkolorować i odjąć sobie kilka kilogramów? Czym różni się poznawanie kogoś na portalu randkowym od poznawania tego kogoś w jakiejś grupie zainteresowań albo na forum dyskusyjnym?

Wasze odpowiedzi są mi potrzebne do napisania czegoś większego, więc z góry za nie dziękuję i obiecuję wykorzystać je z zachowaniem wszelkich savoir vivre'ów. Jak zawsze :)

A na deser:

8 komentarzy:

  1. Poznałam w internecie swoją miłość [jak to brzmi ;>], ale to nie było na portalu randkowym oraz było dawno, dawno temu.
    Na randkowych miałam konto przez około rok, nie byłam specjalnie aktywna, trochę mnie zaczepiano, trochę ja zaczepiałam, z bardzo niewieloma facetami się spotkałam i chyba tylko w dwóch czy trzech przypadkach znajomość nie skończyła się po pierwszym spotkaniu. Niektóre kończyły się jeszcze przed umówionym spotkaniem :>
    Gdyby nie to, że znam bardzo sensownych chłopaków, którzy na portalach randkowych poznali równie sensowne dziewczyny i stworzyli udane, szczęśliwe pary, to bym powiedziała, że to zabawa dla mało wybrednych i nie szukających zaangażowania osób. Myślałam, że sama jestem mało wybredna, ale te kontakty przeważnie nie dawały mi zupełnie nic, nie zachęcały do dalszego ciągu, nie prowokowały - cóż, może również zaprezentowałam się nie dość zachęcająco, ale wyszłam z założenia, że jeśli pokażę tam osobę, jaką we własnym mniemaniu jestem, i ktoś ją polubi, to będzie dobry start.
    Znudziło mi się, odechciało mi się wśród tych setek facetów szukać jednego, z którym będzie można przynajmniej interesująco porozmawiać. Przygodny seks mnie nie interesuje, bycie dziewczyną na telefon dla pana przyjeżdżającego w interesach - też nie.
    Nie mówię, że tam nie ma fajnych ludzi [no choćby Ty i ja ;)], ale trudno ich wyłuskać, a potem utrzymać wzajemne zainteresowanie - w końcu konkurencja jest ogromna ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. Ile ja przeszłam randek internetowych, niestety większość taka jak piszesz :/ ale są wyjątki od reguły, bo moja Starsza Siostra tak poznała swojego narzeczonego :)

    A ja poznałam mojego w ... taksówce ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kerri - dzięki za obszerny wpis. Ale wiesz, już tylko Ty pozostalaś tam przyczółkiem, bo ja się wypisałam :)

    Aurora - jak to w taksówce? Prowadził czy jechaliście jedną

    OdpowiedzUsuń
  4. randki w internecie to nuda jak wszystko w internecie droga na skróty nie wymagająca szczególnego wysiłku. aktualnie nie szukam faceta, ale jakbym miała wyliczyć skąd miałam kilku ostatnich to byłyby to bardzo tradycyjne drogi typu praca, znajomi, knajpa, wyjazd. spotykasz bez specjalnego umawiania a na etapie umawiania już wiesz czy Ci się chce. oczywiście przez sieć też można kogoś spotkać jak i w pociągu, ale czy aby kogoś poznać codziennie celowo robisz kilka pociągowych tras? ;) i po ilu takich jazdach kogoś spotkasz? szkoda prądu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. trochę tego mam, ale gdzieś pisać można, na maila? bo tu niekoniecznie bym się chciała wyzewnętrzniać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, chętnie na mail. lumpiata małpka gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  7. ok, to ja pomyślę i spiszę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trafne spostrzeżenia. Można spotkać swojego męża (przyszlego oczywiście)albo żone na portalu internetowym, ale wszystkich to szczęście nie spotka. Tak jak jeden spotka partnerkę w dyskotece a drugi będzie tam chodził przez rok co sobota - i nic.
    Co do samych portali, to moim zdaniem 80 procent mężczyzn nie nadaje się tam do związku a to z tego powodu, że już mają żony, albo są wolni ale szukają partnerki nie na zawsze ale na chwilę.
    Ale jak mówie każde miejsce jest dobre by kogoś poznać. Też tam byłam, ale bez efektu, Widać nie było mi jak to sie mówi pisane...
    pozdrawiam

    http://www.migawkizkomorki.pl/2015/12/randki-z-internetu.html

    OdpowiedzUsuń