piątek, 15 listopada 2013

169. Warszawa, której nie znam

Ostatnio poznaję na nowo swoje ukochane miasto. Inne dzielnice, inne miejsca, inne pory. Jakoś mi się rozkład dnia rozregulował i musiałam nieco zmodyfikować stare ścieżki. Bywam więc w dzielnicach, które dotychczas uważałam za peryferyjne, a z których przecież można się dostać do centrum w kwadrans. Chyba że jest akurat korek. To wtedy można i jechać godzinę. Ta nieprzewidywalność ma zresztą swój urok. Dobrze, że w telefonie mam playlistę na 450 utworów, to przynajmniej się nie nudzę ;)

Bywam też w kawiarniach z samego rana, gdy miasto kołnierzykowe dopiero się budzi, ewentualnie rozwozi dzieci po szkołach społecznych, a dzielnice peryferyjne już dawno wyruszyły do zakładów pracy i innych sklepów. No właśnie. O 22h nie jestem w stanie znaleźć miejsca do parkowania na wielorodzinnym, wielkopłytowym i wielomieszkaniowym osiedlu, a o 7 rano połowy tych samochodów już nie ma. Gdzie oni są i dlaczego wychodzą z domu wtedy, gdy zwykli ludzie dopiero przecierają oczy i mówią sobie, że za minutę wstaną.



Kawiarnie poranne to jeszcze inna bajka. Jakaś zestresowana 30-tka czyta gazetę od deski do deski. Na kolanach położyła sobie Co jest Grane, a ja myślę, że raczej pasuje do biblioteki niż na koncert Comy. Ale cholera ją wie. Pod czarnobiałym zdjęciem z początku wieku siedzą dwie koleżanki, rozmawiają po angielsku, piją herbatę. Kto rano pije herbatę? Z pewnością nie ja ;) Przy drzwiach usiadł mężczyzna lat 38, może trochę mniej, ale zakola się robią, więc trudno ocenić. Je kanapkę. Łapczywie i wielkimi kęsami. Rozgląda się. Zauważył mnie. Odśmiechnęłam się i wracam do swoich spraw. Przyszedł też pan w garniturze i za dwie kawy i trzy croissanty chce fakturę. Stoi i czeka. Na wynos bierze. Trochę się spieszy, ale faktura o tej porze drukuje się bardzo leniwie. Tymczasem pani w dżinsach i swetrze intensywnie pracuje na komputerze, pije sok pomarańczowy i widać, że wstała już chwilę temu - jest na pełnych obrotach. Dzwoni raz po raz i trochę jej nie ma. Część osób wchodzi tylko po kawę. "Może kanapeczkę? Są w zestawie.". Och, kobieta w płaszczu firmy Desigual. Nienawidzę jej :) Chciałabym taki płaszcz. Te kolorowe wyszywane kwiaty i ptaki i inne zdobienia. I do tego chabrowy szal. Pięknie wygląda. Tylko czemu się wcale nie uśmiecha. Jej krótkie czarne włosy zakrywają połowę twarzy. Niewyspana czy nieszczęśliwa?

I tak właśnie siedzę sobie i otwieram się na poranne miasto.
Rozpędzam się powoli.
Napawam się.
Spokojnie i bez typowego dla mnie rozdygotania.





6 komentarzy:

  1. Moja kochana, amerykańska Mario :)
    Nikt Cię nie bierze za napastnika, gdy się uśmiechasz do ludzi o poranku? :))

    OdpowiedzUsuń
  2. JA rano piję herbatę. dużo herbaty. O!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak miło czytać ludzi szczęśliwych:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piję rano hektolitry herbaty. I mam płaszcz desigual. Przepraszam, dwa płaszcze.
    Wiem, nienawidzisz mnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. fajnie masz. możesz sobie pozwolić na bycie - czucie - dotykanie porannych chwil. doskonalenie sztuki uważności :-)

    OdpowiedzUsuń