sobota, 2 listopada 2013

166. Primal Move i nie tylko

W ramach dbania o siebie poszłam tydzień temu na seminarium z Primal Move. Przez półtorej godziny machałam nóżkami i rączkami, głównie na czworaka lub pełzając, i intensywnie dbałam o swoje stawy i inne elementy ruchowe. Bawiłam się świetnie, zwłaszcza, że część ćwiczeń była zapodana w postaci zabaw w parach i wyścigów, a ja jak wiadomo miewam rywalizacyjną orientację społeczną, więc mi w to graj.

Primal Move jest sportem nastawionym na wzmocnienie sprawności ruchowej. Jeśli dobrze rozumiem filozofię twórców, to celem jest lepsze, ładniejsze, zgrabniejsze i zdrowsze poruszanie się. Cała koncepcja bierze się z połączenia różnych treningów wzmacniających mięśnie, stawy i płynność ruchu. Część ćwiczeń bierze się też z rehabilitacji pourazowych. Jeśli lubicie zdrowo, bez bólu i bez kontuzji, to Primal Move jest na pewno dla Was.



Ćwiczyliśmy boso, wszystkie ćwiczenia z zachowaniem symetrii. Miałam silne poczucie, że ten sposób trenowania jest niejako uzupełniający do pilatesu. Bo o ile w pilatesie jest się skupionym na miednicy, to w Primal Move chodzi o stawy i symetryczne poruszanie się całego ciała. Ale dynamika jest podobna.

Większość czasu spędziliśmy zatem w parterze. Trener mówił, że na początku bywa trudno, bo opieranie się na nadgarstkach i kolanach (albo samych stopach) bywa całkiem męczące. Ponieważ jednak nasza grupa składała się głównie z kraverów, to tego zmęczenia aż tak nie było widać. Musi, że mamy już jakąś kondycję ;) Co nie zmienia faktu, że spodnie miałam mokre. Od potu.



To nie są ćwiczenia siłowe, choć na pewno z czasem nabiera się większej zwinności i świadomości różnych części ciała, które na pierwszy rzut kamieniem nie są oczywiste. Mnie następnego dnia bolały łopatki i miałam oczywiście siniaki na kościach biodrowych, od przetaczania się po ziemi. No ale tam to ja mam zawsze sińce, ilekroć ćwiczę w parterze. Taka uroda ;)

Jest w tym sporcie koncentracja podobna do jogi, ale nie ma zbędnej ideologii (joginów z góry przepraszam za spłycenie). Jest też poczucie kontroli nad własnym ciałem i poszczególnymi bardzo swobodnymi i miękkimi ruchami. Wyobrażam sobie, że ci, którzy dłużej trenują, muszą być bardzo zwinni, co na pewno bywa przydatne nie tylko na sali sportowej ;)

Wreszcie, jest w tych ćwiczeniach duży spokój. Do tego stopnia, że jak wychodziłam z treningu, czułam się totalnie niedobita i niedoadrelinowana. No bo jak to, trening bez sparingu i kopana w strefę krocza? ;))) Ale mimo to byłam zadowolona i endorfiny się uruchomiły. Tak jakbym na basenie sobie popływała. Łagodnie, intensywnie i z wyczuciem. Bez zadyszki.


------------

Tymczasem dzisiaj leżę na kanapie, napawam się własnym autyzmem społecznym, który mi się włączył na okoliczność Święta Zmarłych i innych takich. Na szczęście nic nie muszę. Nałaziłam się i wczoraj i dzisiaj, jutro też będę na świeżym powietrzu. Napiłabym się wina, bo mam powody do radosnego sponiewierania się. Ale wina brak, a do sklepu daleko. Jakieś 300 metrów. I zimno ciemno. Więc chyba sobie zrobię herbatę i włączę kolejny odcinek Newsroomu.

Przez moment chciałam poćwiczyć robienie pompek. Przez krótki moment. Bardzo krótki.
Moja kanapa jest bardzo wygodna :)


2 komentarze:

  1. Dawno, dawno temu ćwiczyłem z pewnym Hindusem i kiedy mu powiedziałem, że joga jest traktowana jako ideologia, to mało nie popłakał się ze śmiechu. Bo w oryginale, joga była zestawem ćwiczeń mającym podtrzymać zdrowie i sprawność, bez żadnych domieszek ideolo. Ale głupia biała człowiek nie kupiłaby zwykłych ćwiczeń, więc sprytni hindusi sprzedali jogę z "podbudową filozoficzną". I głupia biała człowiek łyknęła to bez zmrużenia oka ;) Podobnie nabijają się z nas Japończycy, Koreańczycy czy Chińczycy, że zwykłe pranie po mordzie udało im się sprzedać jako "drogę duchowego rozwoju" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Inwestycje w Siebie są nieocenione. I zdobytą wiedzę możemy podać dalej.

    OdpowiedzUsuń