czwartek, 17 października 2013

163. Po 100 dniach diety

Krótko i na temat :)

Dzisiaj miałam ważenie i wyliczanie różnych tam czynników.
Z góry wiedziałam, że za wiele to nie schudłam, bo w tym miesiącu jadłam trochę dowolnie. Nie żebym od razu dietę odrzuciła w siną dal, bez przesady, ale było i piwo i wino, i dwa razy pizza i jakieś snickersy po drodze, kanapki też i nawet frytki w środku nocy. I tak też wykazała waga. Tym razem nie schudłam właściwie nic (BMI spadło o 0,1), ale za to wzrosła mi masa mięśniowa o ponad kilogram i spadła zawartość tłuszczu o ponad jeden procent. Jak dla mnie to super, bo mam teraz tyle samo mięśni, co miałam gdy zaczynałam dietę, czyli prawie 100 dni temu, wszystkie zrzucone kilogramy są z tłuszczu (zawartość procentowa wody mi też wzrosła, co - jak rozumiem - jest zdrowe).

Widzę, że moje ciało jest inne, zarysowują się mięśnie pod tłuszczem (na ramionach i na udach), wszak ćwiczę kilka razy w tygodniu po 1,5-2,5 godziny. Jest dobrze. Endorfiny są. Życie mi się podoba, a od kiedy pożyczony samochód złapał dwa flaki jeden po drugim, to jeżdżę komunikacją miejską i napawam się ludźmi. Po wrześniowej depresji nie ma już śladu.

(Ciągle nie mogę dotrzeć do wulkanizacji, bo potrzebne do tego jest drugie auto z jakimś przyjacielem, i nawet jeśli znalezienie kogoś wcale nie jest skomplikowane, to zwyczajnie nie mam czasu, bo po pracy uprawiam sport. No ale coś trzeba będzie z tym zrobić, idą chłody, a i auto lubi jeździć)

Tymczasem wracając do wątku diety, to w planach mam jednak kolejne 10 kilo mniej, więc grzecznie wracam do bardziej restrykcyjnego przestrzegania zaleceń Karoli. Ustaliłyśmy również, że będzie co najmniej 2,5 l płynów dziennie (nie licząc wody na treningach), co najmniej 200 kalorii w warzywach codziennie i co najmniej 100 kcal w owocach. Dostałam dzienniczek do wypełniania, w którym przyznaję sobie punkty np. za brak śmieciowego żarcia albo za regularność posiłków (nie rzadziej niż co 4 godziny). Zobaczymy, czy zadziała :)

Dzisiaj zjadłam:
- muesli (3 garście), 1/3 opakowania borówek, 1 jogurt naturalny
- gruszkę
- makaron z łososiem, kaparami, oliwkami i ćwierć awokado w niewielkiej ilości śmietany 18%
- całą paprykę
- dwa jajka sadzone z 3 pieczarkami i pomidorem
- dwie dachówki z Twoim Smakiem i połową papryki
- 1 jabłko, które właśnie kończę
- 5-6 dużych szklanek wody, 2 kawy, 2 pokrzywy
+ 2,5 godziny ćwiczeń i dodatkowe 1,5 l wody.

* * *
Jeśli chodzi o plany sportowe, to chcę sprawdzić, czy nadaję się na crossfit - trochę się boję o swoje kolana, acz ćwiczy mi się znacząco lepiej, od kiedy założyłam ochraniacze do siatkówki. A za tydzień będzie seminarium z Primal Move - tam na pewno będę. Chciałabym jeszcze zmieścić basen raz w tygodniu, bo pływanie od zawsze sprawia mi frajdę. Tymczasem tańce już mi ktoś polecił, takie właśnie normalne, użytkowe, a nie wydziwnione. Czekam aż się szkoła odezwie, czy mogę dołączyć do grupy, która niedawno wystartowała.

* * *
Próbuję sobie przypomnieć, jak spędzałam swój wolny czas rok temu, gdy Młody wyjechał do Stanów. Na pewno jesień była pod znakiem Chustki i jej odchodzenia, a później zakładania Fundacji Chustka. Robiłam też prawko motocyklowe, co mi konkretnie organizowało poranki (musiałam dojechać na Bemowo na godzinę 7 rano). Zajmowałam się jeszcze pewnym projektem na UW i prowadziłam różne dziwne szkolenia i konferencje. Nie, jak się porządnie zastanowić, to jednak się nie nudziłam. Może tylko byłam trochę bardziej społeczna.
Teraz spotykam się głównie z ludźmi z kravki. Przychodzimy sobie wieczorami do nieszczególnie czystych sal gimnastycznych, przebieramy się w mniej lub bardziej czarne ubrania i zakładamy ochraniacze, a potem machamy nóżkami i rękami i bawimy się w wojnę.

Powiem Wam po cichu, że bardzo ich lubię :)

A takie tam reminiscencje z obozu. Twarz mi schudła ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz