wtorek, 27 sierpnia 2013

151. Na niemieckiej klawiaturye

Dojechalam wresycie nad jeyioro bodenskie.

Hotel bardyo cyzstz, wrecy sterzlnz, ale niestetz fifirifi nie maja. Pani mi yapropnowala kabel, ale ja wyielam tzlko ipada, wiec pokayala mi rownie sterzlnz pokoj ds. internetu, tlumacyac, ye nie maja fifirifi, bo to de facto jest sypital. Ynacyz sie klinika. (cyz fifirifi ma ylz wplzw na chorobz ludykie?). No wiec pisye do Was na cudnej niemieckiej klawiaturye, gdyie y i z sa yamienione miejscami i nie moge nic y tzm yrobic. Dacie rade, prawda?

W pociagu y Yurzchu jechal na pryeciwko mnie starsyz pan i roywiayzwal sudoku (to trudniejsye, bo bzlz dwa do wzboru) y lokalnej darmowej gayetz. Jadl batoniki kitkat, takie pojedzncye. Jeden ya drugim. Mial cala pacyke, ye 30 chzba. Nie moglam sie napatryec. I wcale nie mialam na nie ochotz. WCALE.

A u nas na lotnisku pryekiblowalam od 8 rano do 14h30, bo moj pierwotnz samolot mial jakies problemz technicyne. Na sycyescie wcisneli nas do kolejnego. Uwielbiam siedyiec na lotniskach. Obserwowac ludyi. Wkuryac sie na rodyicow, ktoryz nie potrafia uspokoic swojej 3-letniej slicynej corecyki, tzlko cyekaja ay jej histeria ymieni sie w spaymz. Pryzgladac sie parom pryztulonzm, jakos delikatnie wpatryonzm w siebie. Podsluchiwac klotnie i obce jeyzki. Sprawdyac, jak sie teray chodyi ubranzm. Ygadzwac skad kto pryzjechal i dokad jedyie i smiac sie, ye ci co y urlopu jakos maja minz niewaskie.

W podroyz yawsye jem. Dyisiaj probowalam sie powstryzmzwac, bo pryeciey dieta, ale i tak yjadlam troche ya duyo. Kalorzcynie moye nie do konca, w sumie nie wiem, ile wayz taka kanapka y serem i syznka, ale waryzw bzlo w tzm tzle, ile kot naplakal. A ja juy sie pryzywzcyailam, ye jem tone waryzw dyiennie, a sycyegolnie pomidorow. O tzle milo, ye w hotelu jest kacik herbacianz i talery y owocami. Juy wchlonelam jablusyko.

Jako osoba romantzcyna yaywzcyaj wzobrayam sobie, ye kiedzs w samolocie poynam jakiegos pryzstojnego pana i bedyie y tego wielka milosc. Probuje ygadzwac, ktorz bz sie nadawal, a ktorz na pewno jest yonatz. Ten, ktotrz siedyial w tzm samzm ryedyie bzl niestetz grubz i chrapal. I ya starz troche tey. Wchryanil dwa opakowaia lodow (w ramach pocyestunku), swoje i kolegi. I drapal sie po ramionach. Na sycyescie nie smierdyialo od niego.

Jutro jade na targi do Friedrichshafen. Ye dwie godyinz mi to yajmie. Dojayd stad. I dwie godyinz powrot. Ale w sumie ja to lubie. Mam co cyztac, mam sluchawki, mam muyzke. I co y tego, ye desycy pada i jest bardyiej niy wryesniowo. Pryeyzje. Yawsye pryeciey pryeyzwam.

Chzba musye koncyzc, pryed chwila pryesylo dwoch fajnzch facetow kolo pokoju ds. internetu, pani recepcjonistka im robila wiyztacje osrodka. Moglabzm sie y nimi yapryzjaynic, albo co? :)

5 komentarzy:

  1. Cudnie się to czytało :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajna notka, szczególnie opis grubego pana co wtranżolił dwa opakowania lodów. Ja też jak gdzieś jadę do często myślę, ze spotkam miłość z filmu, a tu same zgnilusy

    OdpowiedzUsuń
  3. Obśmiałam się do imentu z zamienionych literek - wyszło Ci coś kapitalnego:)))

    OdpowiedzUsuń