środa, 21 sierpnia 2013

148. Po obozie krav maga

Od wczoraj nie mogę sobie znaleźć miejsca.

Wróciłam z obozu krav maga i mam głęboki syndrom pokolonijny. Ciało się domaga treningów, umysł chce się uczyć nowych technik, a cała moja część społeczna pyta, gdzie są wszyscy i dlaczego nie ma błota w łazience, mokrych i śmierdzących ubrań rozwieszonych tu i ówdzie i cowieczornego piwa po treningach (ja tylko połowę, bo wszak dieta). Jestem niepocieszona.

Było fantastycznie.

Cztery treningi dziennie - rano rozruch, potem śniadanie, dwa treningi po 3-3,5 godziny, z przerwą na obiad i czasami trening wieczorem, a czasami nie. Nie wszystkie siłowe, na szczęście, a wręcz całkiem sporo technicznych. Nauczyłam się naprawdę sporo, zwłaszcza, że duża większość uczestników była z wyższych stopni. Ale chętnie pomagali nam, świeżaczkom. ("łokieć niżej! głowa między ramionami! nie przechyliłaś ciała! złap za lufę! hak bez kciuka! nie tak szybko!").

Bo kraverzy to fajni ludzie są!

Uczyłam się zatem reagować na szantaż pistoletem i nożem. I na duszenie. I z samochodu szybko wychodzić się uczyłam (gdyby ktoś granat wrzucił...), albo reagować na szantaż pistoletem w aucie. Ćwiczyłam w rękawicach bokserskich. I bez nich.

Siniaków mam całkiem sporo, ale każdy z nich ma jakąś historię. Ten na lewym łokciu to od K., który w czasie treningu w nocy sprowadził mnie do parteru i przygniótł kolanem. Strupek na tym samym łokciu, to gdy trzeba było przeciskać się przez szpaler 6 rosłych facetów, z łokciami przy ciele. Straciłam równowagę, gdy sama stałam w szpalerze i trochę sobie rozwaliłam łokieć. Sama przyjemność ;) Siniaki na udach to z ćwiczenia na przełamanie kątów (czy jakoś tak) - dwa razy miałam kopnąć w kolano, trzeci raz udawać, że znowu w kolano, jednak trafić w krocze, co by zaskoczyć przeciwnika. Moja sparing partnerka mnie nie oszczędziła. Siniaki są, radość jest :)

Kopałam i byłam kopana :) Uderzałam łokciem i byłam uderzana. Uczyłam się haków, sierpowych, prostych i kopnięć. Dusiłam pod wodą i się z tego duszenia wyswobadzałam. Robiłam pompki (nadal nie bardzo mi wychodzą) i machałam butelkami pełnymi soli (w ramach ciężarków). Jednym słowem - wytwarzałam endorfiny i bawiłam się znakomicie!

Musiałam oczywiście trochę odstawić dietę, ale tylko trochę. Jadłam sporo więcej, choć starałam się jeść sensownie. Na śniadanie na ten przykład jajecznica, ze trzy pomidory, ser kozi, twaróg i herbata oraz pokrzywa. Dyspensy sobie udzieliłam w ostatni wieczór, z okazji imprezy końcowej. Było piwo, była jedna mała kiełbaska i były tańce i swawole do późnej nocy. I zumba była, bo jakoś ludziom nigdy nie było wystarczająco ruchu.

Kraverzy potrafią się bawić :)

Wprawdzie kolana mi trochę wysiadły i dziś byłam u ortopedy, ale mój organizm jest teraz jednym wielkim ruchem. Chcę działać, biegać i chcę być coraz lepsza w kravce. To sport, który wymaga koncentracji i kontroli ciała. Kiedy patrzyłam na Eyala Yanilova i jego ruchy, z których każdy miał sens i miał cel, pomyślałam sobie, że to jest ten moment, kiedy jeszcze mogę panować nad ciałem. Nad każdą poszczególną reakcją. Co by nie była za silna, ani za słaba. Co by była skierowana tam, gdzie chcę. Z taką siłą, jaką chcę. Co by była precyzyjna i efektywna. Obejrzyjcie sobie dowolny filmik z udziałem Eyala, to zrozumiecie.

Powrót do rzeczywistości miałam nieco twardy. Wczoraj wieczorem stłuczka, na małym rondzie przy Cybernetyki i Postępu, głównie z mojej winy, choć nie wiem, czy panowie się nie podstawili. Byłam w pożyczonym aucie bez AC. I to dość konkretnie boli. Po pierwsze dlatego, że uszkodziłam cudzy samochód (na szczęście nie bardzo poważnie) i przysparzam właścicielce kłopotów. Ale zwyczajnie też dlatego, że zapłacić trzeba będzie za naprawę. I jeszcze mandat i punkty, bo wezwaliśmy policję.

Tymczasem dzisiaj przyszło pismo, że zalegam duuużo pieniędzy w ramach jakiegoś podatku, o którym kompletnie zapomniałam. To chyba żeby mnie dobić. Z niecierpliwością czekam na jutrzejszy dzień. Ciekawe, co mi przyniesie? :)

A co u Was? Już po urlopach? Jak tam nastroje w ten śliczny jesienny dzień?

(bajdełej, na jesieni rusza kolejna grupa kobieca krav maga, może ktoś jest chętny?)

(zdjęcia skopiowane z profilu FB Kravtreningu






5 komentarzy:

  1. Lumpiata, a podałabyś jakiś link do miejsca, w którym rusza ta kobieca grupa?
    Rozważam bowiem... ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. kravtrening.pl - jeszcze tam nie ma info na najnowszy rok, ale wiem, że grupa kobieca będzie. Treningi na Jana Pawła przy Hali Mirowskiej.

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja bym dla odmiany chętnie o ortopedzie od kolan pogadała. masz jakiegoś sprawdzonego ? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na razie idę na usg kolan. WIęcej będę wiedziała potem. A resztę napiszę Ci na priv.

    OdpowiedzUsuń
  5. Najlepszy ortopeda to Piotr Żbikowski .
    Przyjmuje w Warszawie na ul. Przechodniej.
    Polecam - uratował mi kolano !!!

    OdpowiedzUsuń