wtorek, 13 sierpnia 2013

147. Nosi mnie. Jak zazwyczaj.

* * *
Kiedy jestem w mieście, lubię przyglądać się parom, które dopiero co się spotkały. Próbuję zgadnąć, które z nich poznały się przez internet i właśnie widzą się po raz pierwszy. Ostatnio chyba widziałam takie dwa spotkania. Oba średnio udane. Pani lat 45 grzecznie się przywitała z panem, gdzieś pod Złotymi Kutasami, ale nie spojrzała mu nawet w oczy, wręcz przeciwnie podała śledzia zamiast ręki, odwróciła głowę i widziałam grymas na jej twarzy. Może taki sposób bycia, a może reakcja na jego jasnoszare skarpetki w sandałach, mocno naciągnięte na łydki. Ona wyglądała całkiem znośnie, jakaś spódnica, talia podkreślona paskiem, fryzura całkiem świeża. On niestety niekoniecznie. Koszulę miał, niestety z krótki rękawkiem, i spodnie dość krótkie (to był akurat ten dzień wielkiego upału) i te nieszczęsne skarpetki. Przyniósł jej różę w folii. Poszli w kierunku Świętokrzyskiej, więc nie wiem, co się dalej wydarzyło.

I dzisiaj druga para, młoda, oboje ledwo po 20tce, ona ubrana jak na randkę, z mocno czerwonymi ustami i czarną spódniczką w przezroczyste paski, na wysokim obcasie, bardzo classy, a równocześnie nie nadmiernie, a on miał na sobie granatową spraną bluzę i t-shirt pod nią. Nic szczególnego. Nic pięknego. I włosy w nieładzie. Ale to nie był styl. Raczej taki sposób bycia. Obejmował ją, więc pewnie nie była to pierwsza randka, ale jej wzrok pokazywał, że chciałaby uciec. Czy poznali się przez internet? Trudno powiedzieć, ale na pewno wirtualne randki dają wielkie pole do popisu dla wszelkiego rodzaju mezaliansów. Nie zawsze łatwo jest to wybadać zdalnie, a potem głupio się wycofać w chwili wejścia do knajpy. Ileż razy mi się to zdarzyło.

* * *
Motocykl oddałam, z wielkim żalem, ale jeszcze większą wdzięcznością. Ponownie jeżdżę rowerem i wzdycham za każdym razem, jak słyszę jakiś motocykl. Niestety już nie mogę do nich machać. Już nie jestem w kaście.

Pojawiła się natomiast opcja zakupu czegoś własnego. Nie chcę zapeszać, więc szczegółów nie podam, ale jeśli wszystko dobrze pójdzie, to będę miała własną wielką maszynę na jesieni i to za naprawdę niewielkie pieniądze. Trzymajcie kciuki. Będzie jechała z daleka.

- Czyli nie kupisz auta? - pyta koleżanka z pracy - To co zrobisz zimą?
- Nie mam pojęcia. Może sprzedam motocykl, a może jeszcze coś innego? Najwyżej będę jeździć autobusem do pracy. I tak w zimie głównie jeździłam zbiorkomem, bo mi auto nie chciało ruszyć, pamiętasz?

* * *
W czwartek wyjeżdżam na obóz krav maga. Do lasu i nad jezioro. Mam już bojówki i różne inne akcesoria. Antykomar kupiony. Maść na stłuczenia również. Dawno nie byłam na żadnym obozie. Odmładza mnie to. Zastanawiam się tylko, jak będzie z moją dietą. Na wszelki wypadek zgłosiłam się jako wege, co by mieć więcej warzyw.

* * *
Pod koniec miesiąca jadę nad Jezioro Bodeńskie. Służbowo. Już się cieszę, bo dla mnie każdy wyjazd, nawet do Małkinii, jest atrakcyjny. Będę mieszkać w hotelu z widokiem na jezioro, w jakiejś niewielkiej mieścinie. I codziennie rano będę pociągiem jechać do promu, promem do Friedrichshafen, a tam autobusem na targi. Nawet nie wiecie, jak się cieszę :)

* * *
Marzy mi się jakaś dalsza wyprawa. Tym razem mniej cywilizowana rzeczywistość. Ciągnie mnie do Boliwii i tamtych okolic, ale bilety są tak potwornie drogie. A ja w tak kompletnej dupie finansowej. (jak kupię ten motocykl, to właściwie mogę przestać jeść. Tym razem nie z powodu diety).

Ach, znaleźć kogoś, kogo by zainteresowała moja relacja z wyprawy motocyklowej po Ameryce Południowej. Bo ta Honda, którą zamierzam kupić, jest jak najbardziej turystyczna. Pojechać tam, zobaczyć, poczuć, zasmakować. I opisać.
Anybody?

Mnie naprawdę nosi :)




2 komentarze: