poniedziałek, 5 sierpnia 2013

145. Jeżdżę na motocyklu!

Od czwartku wieczorem jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. I nie, nie zakochałam się, nie wyszłam za mąż (w przeciwieństwie do mojej przyjaciółki), nie wygrałam w lotto, ani w żadnej innej loterii. Wydarzyło się coś dużo dużo ważniejszego! ;)

Od czwartku wieczorem jeżdżę na motocyklu!

Kumpel mi pożyczył swoją starą Hondę NTV na tydzień. Po prostu. Sam z siebie. Wcale nie prosiłam. Oczu ze Shreka nie robiłam.

Przyjechałam do niego, żeby sobie chwilę pojeździć, przypomnieć sobie, co się robi z ciałem na motocyklu i raptem może godzinę mnie nie było. Wróciłam mocno przerażona, bo wszak wiem, że słabo jeżdżę, a to jest niebezpieczna zabawa. Ale oczy mi się błyszczały. Bardzo. Usiedliśmy nad piwem (on z żoną i ze znajomymi) i nad colą zero (ja), zjedliśmy pyszną pizzę na wspaniałym cienkim cieście (mam przepis!), to znaczy oni zjedli, a ja udawałam, że jeden malutki kawałeczek mnie totalnie nasycił. I kiedy już miałam się zbierać, kumpel podał mi dowód rejestracyjny i kluczyki. Po prostu. Sam z siebie. Żona była bardziej niż zaskoczona, a ja wzruszona. I pojechałam. Sama. W siną dal, czyli na Mokotów.

Jak to niewiele potrzeba do szczęścia, prawda?

No więc jeżdżę. I mimowolnie zaczęłam należeć do sekty. Macham rączką, jak mijam innych motocyklistów, uśmiecham się do tych, którzy przeciskają się w korkach (ja jeszcze nie mam na to odwagi) i czuję się jedną z nich. Przez tydzień nią jestem. I jeżdżę wyprostowana i dumna, w fachowej kurtce (także pożyczonej). I trasa z pracy do domu nie wiedzieć czemu prowadzi przez Ursynów albo Targówek, bo jakoś mnie ponosi.

Nie, nie jeżdżę jeszcze dobrze. Popełniam błędy, czasami mi gaśnie (zwłaszcza wtedy, gdy chcę ruszyć z kopyta spod świateł), czasami biegi zmieniam nieszczególnie płynnie. Nie jeżdżę pewnie, ale staram się sygnalizować wszystko to, co robię. I przede wszystkim, mam oczy dookoła głowy. To najważniejsze. Oraz banana na twarzy.

I rozumiecie, że do kosmetyczki (300 metrów od domu) pojechałam na motocyklu, co spowodowało, że pedicure się zwalił od razu po założeniu converse'ów, a manicure lekko porysowany, bo ręce przecież w rękawiczkach. Rozumiecie zapewne też, że na spotkania ze znajomymi jadę motocyklem i wcale się nie przejmuję tym, że nie będę mogła pić alkoholu, albo że trzeba będzie nosić kask przez cały wieczór.

Jest mi dobrze :)

A w prezencie pokażę Wam swoją prawdziwą duszę muzyczną. Piosenka totalnie popowa. STRASZNA. Ale pan tam jeździ na motocyklu. I niestety.
Taka jestem.

9 komentarzy:

  1. no zawsze mi imponowałaś, ale teraz poczułam się taka malutka przy Tobie :((( no, to tylko UWAŻAJ !oooch...

    OdpowiedzUsuń
  2. :)
    tylko uważaj na siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, jestem u Ciebie pierwszy raz, ale już zaczyna mi się podobać (:
    rozumiem Twoją radość, sama jeżdżę od roku, pamiętam ten pierwszy raz, mmm...

    Szerokości i długości (;

    OdpowiedzUsuń
  4. Piosenka faktycznie straszna, aż uszy bolą. I gdzie ten motor? miał być w teledysku:(

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej mi się podoba to zdanie: "I rozumiecie, że do kosmetyczki (300 metrów od domu) pojechałam na motocyklu". Dziękuję Ci za nie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie. Pierwsze razy są najpiękniejsze i niezapomniane. Polecam wylot 7 na Gdańsk o zachodzie słońca.

    Ale nie jeździj w conversach. Zwłaszcza teraz, jak jeszcze nie umiesz. Głupie upuszczenie motocykla i kostka pogruchotana. A dodatkowo, ew. poparzenia od silnika. Chociaż glany załóż.

    OdpowiedzUsuń
  7. No wiem, że nie powinnam w converse'ach - to jakiś kompromis między temperaturą a motocyklem. Potem cały dzień w glanach by mnie wykończył. Póki mnie nie stać na buty powinnam jeździć w martensach. Ale one są białe w różowe kwiatki. Hmmmm.

    "gdybym był bogaczem ...."

    OdpowiedzUsuń
  8. oj tam,oj tam.
    najwyżej zedrzesz conversy i już.
    Oparzysz się? nie sądzę.Gorzej z kostką ale niby czemu mialabyś wywracać motocykl?
    mówi to matka jeżdżacej od 8 lat córki na crossie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. > odwodnik - teraz jest ta właściwa, coś się źle wkleiło

    OdpowiedzUsuń