czwartek, 1 sierpnia 2013

144. Po 21 dniach diety

Minęły trzy tygodnie diety składającej się z warzyw, owoców, kaszy (niewiele), drobiu, ryb, muesli, dachówek, jajek, jogurtów, białych serków, ziaren i orzechów oraz wody, kawy (niewiele), coli zero. Posiłki średnio co 2,5 godziny. 5-6 posiłków dziennie.

- stanowczo więcej sikam. Podobno to w związku z warzywami. Nie wiem, ale śmiesznie, bo dotychczas oddawałam mocz nie za często, a teraz mnie nosi :) Być może to też jakieś przeziębienie pęcherza albo co. Będę obserwować.
- jest mi lżej (zrzuciłam jakieś 3-4 kilo, trudno powiedzieć, ile dokładnie, miałam zrzucać kilogram tygodniowo, więc chyba jest ok).
- zeszło mi trochę w brzuchu, w udach, na ramionach i w biuście. W pośladkach chyba też :)
- budzę się z większą ilością energii (i wcześniej)
- nie chodzę głodna (chyba że wieczorem, bo bywa, że jestem nienasycona)
- muszę planować posiłki, muszę częściej robić zakupy, ale nie wydaję na nie strasznie dużo, co zapewne wynika z tego, że dużo mniej jem na mieście.
- dałam radę na weekendzie wyjazdowym - wystarczyło ograniczyć alkohol do dwóch kieliszków białego wina w sumie i pilnować się z częstym jedzeniem. Odpuściłam też tłuste mięso na rzecz ryby z grilla.
- popełniam różne niewielkie grzechy - piję colę zero, jadam ok 23 (ale malutko), zdarza mi się zjeść większy posiłek niż przewidziany w diecie (większa porcja). Ze dwa razy miałam ogromną ochotę na coś słodkiego. Raz zjadłam łyżkę dżemu St Dalfour (słodzony sokiem winogronowym), a drugi raz 4 małe kuleczki z ciemnej czekolady.
- oprócz diety mam dwa treningi (po 90 minut) krav maga w tygodniu i codziennie jeżdżę na rowerze (minimum 7 km, w dni kravki ok. 15 km). Co jakiś czas wrzucam coś dodatkowego, jakieś bieganie, badminton albo dłuższą jazdę na rowerze.  
- czuję się wyciszona, lekko społecznie autystyczna i bardzo zadowolona z tego, jak sobie organizuję rzeczywistość.
- mam więcej siły na porządkowanie swoich spraw. Po kolei załatwiam różne rzeczy i czuję, że coraz mniej mi przepływa między palcami, a coraz więcej ogarniam. Doba się wydłużyła.

Trudno mi rzecz jasna stwierdzić, na ile to dieta wpłynęła na to wszystko, ale to jedyna zmienna, którą przyłożyłam ostatnio do swojego życia. Reszta bez zmian. Żadnych nowych sportów, leków czy też miłości. No poza miłością do samej siebie, nad którą pracuję od lat :)

W najbliższym czasie planuję sobie rozpisać menu na każdy tydzień albo chociaż na parę dni wprzód, bo nie lubię robić zakupów i chcę to zminimalizować. A jak czegoś nie kupię, to potem nie bardzo mam, co sobie ugotować i wtedy najłatwiej o grzech. W każdym razie podchodzę do sprawy metodycznie, jak do każdego projektu.

Tym razem Lumpiata jest w drodze do zdrowia i dobrego samopoczucia.

Ale nie martwcie się, nie tylko dieta u mnie. W zeszły weekend po raz pierwszy jechałam samodzielnie na motocyklu. Przez chwilę i ogólnie zestresowana (trudno powiedzieć, kto bardziej, czy ja, czy właściciel sprzętu), ale radości wiele. Zwłaszcza, gdy na samym początku pomyliłam pedał hamulca nożnego z pedałem zmiany biegów ...




1 komentarz:

  1. Niedawno zauważyłam link u Futrzaka do Twojego bloga( cały czas myślałam, że masz zahasłowany), więc z przyjemnością podczytuję. Z tą wagą mam podobnie- tyję, bo nie jem, chudnę, gdy jem, tylko trudno mi jeść, gdy się głodu nie czuje, lub po prostu notorycznie się zapomina.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń