piątek, 26 lipca 2013

143. Między dobrem, a złem

Poszłam wczoraj wymasować szyję i przy okazji skorzystałam z wagi mojej masażystki.
W dwa tygodnie schudłam między 2 a 3 kilo. Trudno powiedzieć, ile dokładnie, bo warunki ważenia kompletnie inne, ale to wystarczający wynik, żebym była zadowolona. Wygląda na to, że jedzenie co 2,5 godziny jest dobrym rozwiązaniem dla kogoś, kto ma problem z metabolizmem.

Czasami zapominam zjeść. Organizm się najwyraźniej przyzwyczaił do mniejszej liczby kalorii, bo nie krzyczy z głodu, jak godzina posiłku mija. Ale staram się pilnować. Najważniejsze teraz to nie zabić metabolizmu.

A poza tym to lato w pełni. Miasto jest takie jakby bardziej leniwe. Upał miły dla ciała. Świat ładniejszy. Chętnie bym se na piwo z kimś poszła, ale szkoda mi kalorii. Po cholerę mam wchłaniać coś, co mi nic nie daje poza lekkim rauszem i poczuciem winy :)

Spotkałam się wczoraj z dawno niewidzianą przyjaciółką, która na co dzień mieszka za granicą, na południu Europy. Siedziałyśmy, jak kiedyś, w jej pokoju na łóżku i rozmawiałyśmy o tym, co w życiu jest najważniejsze i dlaczego warto pracować nad sobą i się rozwijać. I nagle usłyszałam siebie samą mówiącą, że być może moje życie nie jest idealne, może nie jest takie tradycyjne, że mąż, dzieci, praca, dom, pies i odwożenie na zajęcia dodatkowe. Ale jestem szczęśliwa i osadzona w tej rzeczywistości i mam ogromne poczucie niezależności, które jest podstawą mojego szczęścia. Jestem coraz bardziej niezależna od ludzi, od kościołów, od systemów i struktur.

Rozmawiałyśmy też o tym, co wychowanie katolickie z nas zrobiło. O poczuciu winy, o wychwalaniu cierpienia i o osądzaniu ludzi wedle bardzo sztywnego podziału "dobre" i "złe". I o tym, że z poczucia winy się wyrasta, gdy człowiek nauczy się odczuwać przyjemność i ufać swoim odczuciom. Od cierpienia się ucieka, gdy zrozumie się, że to nie może być ani celem, ani środkiem. A osądzania można się oduczyć, gdy pojmiesz, że nigdy nie znasz całości sytuacji i nigdy nie wiesz, kto jest w jakim wymiarze winny.

Filozoficznie mi wyszło. Państwo wybaczy ;)
Dziś jadę na weekend z przyjaciółmi. Będzie badminton, rzeczka, leżaki, dobre jedzenie i cudne wieczorne Polaków rozmowy. Czego chcieć więcej?



2 komentarze:

  1. Tischner, juz w chorobie, powiedzial slowa bardzo obrazoburcze w KK, ze cierpienie nie uszlachetnia.
    Ile takich, szkodliwych przeciez, kalek myslowych, ile tego rodzaju stereotypow funkcjonuje w mysleniu katolickim?

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam te słowa z bólem matki, której dzieci myślą podobnie. Z perspektywy, że bez Boga, bez kościoła naprawdę trudno żyć. Łodydze, pędom i najpiękniejszym kwiatom nie da się trwać bez korzeni...Kazdy człowiek dochodzi do takich wniosków, jeden wcześniej, inny póżniej. To nazywamy wolnością wyboru.

    OdpowiedzUsuń