poniedziałek, 15 lipca 2013

137. Póki to dotyczy Ciebie, póty możesz pisać

Nie dalej jak wczoraj pisałam koleżance, żeby nie umieszczała na blogu zdjęcia swojego nastoletniego syna z dziewczyną, bo to w jakiś tam sposób narusza ich prywatność, nawet jeśli to zdjęcie zostało ściągnięte z jej fejsa,

a dzisiaj dostałam w mailu link do ruszającej kampanii Fundacji Dzieci Niczyje "Pomyśl, zanim wrzucisz".

Kampania jest raczej skierowana do rodziców dzieci młodszych, którzy na prawo i lewo wrzucają zdjęcia pierwszych kąpieli, pierwszych ząbków, kupek i innych tortów. Umieszczają to na swoim profilu FB, nie ograniczają dostępności i tym samym tracą kontrolę nad wizerunkiem swojego dziecka. Bo, jak wiadomo, co raz puszczone w sieć, z tej sieci już nie wyjdzie. A z fejsa tym bardziej. I choć są bardziej zapobiegliwi rodzice, którzy ograniczają widoczność postów i zdjęć do znajomych, to przecież każdy widz teoretycznie może zdjęcie pobrać i wrzucić dalej.

Udostępnić. Nie lubię tego słowa. Głównie chyba dlatego, że nie ugruntowały się jeszcze konkretne zasady, co wolno udostępniać, a czego nie wypada. Jesteśmy świadkami powstawania nowego savoir-vivre'u, tego wirtualnego, który się zresztą zmienia z dekady na dekadę. Czego nie wolno było robić na przełomie wieków, w tej chwili nie uznaje się za nic złego. Na przykład odpowiadania na maile nad treścią, a nie pod nią. Ale to tak na marginesie.

Udostępnianie informacji o swoich bliskich, tagowanie ich na fejsie, umieszczanie ich zdjęć bez pytania o zgodę. Powiadomienie całego świata, że ktoś był z nami gdzieś konkretnie w danym dniu, o danej godzinie. Czy w Waszych odruchach jest automatyczne zalogowanie się wraz z wszystkimi obecnymi i radosne dzielenie się zdjęciami z imprez, czy może wręcz przeciwnie - nie tagujecie znajomych, nie pozwalacie się tagować i robicie afery, gdy ktoś umieści Wasze zdjęcie bez uzgodnienia?  Podejść może być wiele, ale my jesteśmy dorośli i możemy się bronić przed nadmiernie "gadatliwymi" znajomymi.

Tymczasem kwestia prywatności naszych dzieci w sieci jest dużo istotniejszym problemem, bo tu nie chodzi już o mój własny wizerunek, z którym mogę w gruncie rzeczy zrobić to, co chcę (z całym dobrodziejstwem późniejszego inwentarza). Tu sprawa dotyka drugiego człowieka, którego dobro powinno dla mnie być - przynajmniej w teorii - najważniejsze. A nie każdy rodzic zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest właścicielem swojego dziecka. Nie każdy myśli o tym, co dziecko poczuje, gdy za 10 lat jego koledzy z gimnazjum dobiorą się do zdjęć z przedszkola i z pierwszej kąpieli. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że urocze zdjęcie wkurzonego dziecka może stać się kolejną podstawą do memów.

Nie zdziwiłoby mnie, gdyby niebawem jakiś młody człowiek podał do sądu rodzica za naruszenie swojej prywatności w powodu udostępnienia zdjęcia na fejsie. Może nie od razu w Polsce, ale gdzieś tam daleko za oceanem, gdzie sądy działają trochę inaczej.

Wiele lat temu pisząc o blogach doszłam do wniosku, że bloger dokonuje swoistej transakcji z czytelnikiem: "Powiem Ci, co czuję, kim jestem i co robię, a Ty  - bardzo Cię o to proszę - zwróć na mnie uwagę i interesuj się mną". Każdy bloger (nie wyłączając mnie) ma dość zaawansowaną potrzebę uwagi ze strony innych. Jedni sprzedają swoją wiedzę i kompetencje, inni swoje zainteresowania, a jeszcze inni szczegóły swojego życia osobistego. W zamian dostają czytelników i publiczność, a czasami nawet fanów. Fair enough :)

Póki to dotyczy Ciebie, póty możesz pisać. Takie jest moje osobiste zdanie i bardzo chciałabym Was przekonać, że właśnie to jest ta granica, której nie należy przekraczać.

Bo jeśli chcesz pisać o swoim dziecku, to najpierw zapytaj go o zdanie. Albo daj mu post do ocenzurowania. A jeśli dziecko jest za małe na takie decyzje, to chociaż zadbaj o jego anonimowość - nie podawaj prawdziwych imion, nazw miejscowości, faktów, po których można będzie Twoje dziecko odnaleźć. Pisz w zahasłowanym miejscu. Uszanuj jego prywatność i zadbaj o jego bezpieczństwo - ludzie chorzy są wsród nas i w internecie tym bardziej.

Moja wyobraźnia jest wystarczająco bogata, żeby wygenerować sobie obrazek chorego człowieka onanizującego się na widok zdjęcia małej dziewczynki w kąpieli. Dziewczynka jest w sumie anonimowa, ściągnął jej zdjęcie z internetu, ale potem z ciekawości wrzucił je do wyszukiwarki i odkrył, że pochodzi z bloga jej matki. Przeczytał cały blog, dowiedział się, gdzie mieszkają i gdzie dziewczynka chodzi do przedszkola. Poszedł tam któregoś popołudnia i obserwował dzieci na placu zabaw. Dziewczynka też była. Miała śliczny różowy płaszczyk przeciwdeszczowy. Patrzył jak zaczarowany.

Każdy ma prawo do ochrony swojego wizerunku, nawet Twoje dziecko.

I choć koncept prywatności się bardzo zmienia w ostatnich latach i być może już niebawem nadmierna prywatność będzie raczej wadą niż zaletą (np. przy otrzymywaniu kredytu i ocenianiu czyjejś wiarygodności), to nie mnie decydować, co moje dziecko chce zrobić ze swoją własną prywatnością. Moim zadaniem jest go nauczyć, jak bezpiecznie korzystać z internetu i zadbać, żeby umiał siebie ochronić.
Tak w internecie, jak i na ulicy.

- Mogę umieścić to Twoje zdjęcie z Rumunii na fejsie?  - pytam
- Nie. - krótka piłka.

No to nie umieszczam.


35 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. lumpiata - bez dramatow. kto dzisiaj jest prywatny?

    wyluzuj
    http://mashable.com/2013/07/14/parents-on-facebook/?utm_cid=mash-com-fb-main-photo

    OdpowiedzUsuń
  3. ania_2000 - no jednak nie, dzieci powinno się chronić. O sobie pisz, ile chcesz, o dzieciakach nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgoda, acz nie w 100% - tak naprawde wrzucajac cos do sieci, nawet za stoma barierami i stoma haslami, ryzykujesz ze informacja pojdzie w swiat, bo firmie sie cos spsuje w ustawieniach. Albo ze postanowia nas czyms uszczesliwic.

    Nie zapobiegnie sie tez temu, ze szczesliwa babcia bedzie chciala sie pochwalic zdjeciem wnusia i zapisze zdjecie na dysku lub zrobi screenshot i wklei go na swoim fejsie.

    Znajomi mieli jeszcze gorsza sytuacje, acz uczciwie przyznam, ze nie wiem czy zdjecie bylo umieszczone w portalu (chyba nie) - dziadzius, aktywista jednej z partii, umiescil swoje zdjecie z wnusiem na ulotkach wyborczych.

    Glupie zdjecie z imprezy rozeslane do znajomych moze wrocic rykoszetem, gdy staramy sie o prace (na szczescie koledzy z mojej firmy wysylaja jeszcze gorsze fotki sluzbowym mailem ;))

    Dane z FB sa mielone i przetwarzane na serwerach NSA i co najmniej jednej duzej firmy, zbierajacej dane - zdjecie zonatego kolesia z mloda panienka i zmiana statusu na wolny zmieni mu wiarygodnosc kredytowa.
    Witamy, panie Orwell!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiadomo, że cokolwiek wrzucisz w internecie, może być wykorzystane przeciwko Tobie.

    Pytanie brzmi, czy warto z tym walczyć, bo wiarygodność w internecie też trzeba sobie budować. Kwestia zbalansowania, jak sądzę.

    OdpowiedzUsuń
  6. dlatego zwracam baczną uwagę na to, co sama umieszczam w internecie (szczególnie publikując coś pod nazwiskiem, ale nie tylko). i zazwyczaj nie zgadzam się na oznaczanie mnie na zdjęciach na fb (chociaż są wyjątki). nie wrzucam fot w bikini, z mocno zakrapianych imprez, itp, itd.
    zawsze pytam, jeśli chcę wrzucić czyjeś zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście przesadzasz demonizując internet do granic absurdu. Gdybyśmy chcieli aż tak bardzo chronić swój wizerunek, to musielibyśmy chodzić w burkach. Przecież twoja wyobraźnia jest wystarczająco bogata, żeby wygenerować sobie obrazek chorego człowieka onanizującego się na widok dziewczynki na plaży, w ogródku sąsiada, na basenie czy piaskownicy. Nie mam co straszyć siecią i popadać w paranoję na widok dwójki sympatycznych nastolatków na niewinnym, wakacyjnym zdjęciu. Wystarczy mieć świadomość, że w sieci nikt nie jest anonimowy.

    OdpowiedzUsuń
  8. odwodnik - notka Spt była tylko punktem wyjścia do myślenia o prywatności. I oczywiście obrazek wygenerowany w głowie nie wiązał się z nią w żadnej mierze.

    OdpowiedzUsuń
  9. No to była nieco nieuczciwym punktem wyjścia, bo zarzucała naruszenie prywatności i sugerowała bezmyślność w szastaniu wizerunkiem dziecka. Taki dość popularny zabieg, żeby dokopać a potem powiedzieć "nie ciebie miałam na myśli".

    OdpowiedzUsuń
  10. niepotrzebnie się tak oburzasz. nie dokopałam jej tu w swoim blogu, a u niej kulturalnie napisałam, że ja bym takiego zdjęcia nie umieściła, bo by mnie dziecko zabiło.

    i tak, uważam, że umieszczenie przez nią zdjęcia było naruszeniem prywatności tej dziewczyny. i tak, była punktem wyjścia. piszę to po raz trzeci.

    ale po co pisać o czymś u mnie, skoro to sie działo na blogu, który już nie istnieje?

    OdpowiedzUsuń
  11. Mario, jesteś wykształcona i znasz znaczenie oraz wagę słów. Nie oburzam się, zauważyłam związek:). I zrozumiałam za pierwszym razem, że zdjęcie było tylko punktem wyjścia. Ale już pomijając sporne zdjęcie - demonizujesz problem. Kilka tygodni temu napisałaś bardzo fajną notkę właśnie o prywatności i e-reputacji. Wyważoną, bez epatowania pedofilią. Chyba nie chodzi o to, żeby z sieci "zniknąć" wszelkie przejawy naszego normalnego życia, tylko, żeby mieć świadomość, że nie tylko życzliwi je będą oglądać. Czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
  12. @Odwodnik - nie ma czegoś takiego, jak przesadna ostrożność w sieci. Maria ma rację, a inspiracja do notki może być dowolna. Co nie zmienia faktu, że dla płytkich korzyści często zapominamy o ostrożności i rozsądku.

    Shigella też ma rację, a zna się doskonale na sprawie, co wiem skądinąd.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie rozumiem "epatowania pedofilią" w powiązaniu z tym postem. Uważam, że post w wyważony sposób przedstawia problem.
    I zastanawiam się, na ile normalne życie można prowadzić w sieci.
    Ostrożność i odpowiedzialność - tego nigdy za wiele w internetach.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cóż. To trochę jak z bohaterami reportażu. To, że taki bohater mi zaufał, rozkleił się powiedział wszystko jeszcze więcej, to nie znaczy, że ja to mogę napisać. Czasami trzeba pomyśleć za innych - niestety.

    OdpowiedzUsuń
  15. Chciałabym zwrócić uwagę na podstawowy fakt, że ta dziewczyna ma prawo do dysponowania swoim wizerunkiem, a to oznacza, że ma prawo decydować gdzie ma być jej zdjęcie umieszczone, a gdzie nie.
    że nie wspomnę o prawach autorskich autora zdjęć, który powinien być podpisany, ale załóżmy że się zgodził, na umieszczenie jego dzieła bez podpisu i wynagrodzenia.
    Ludzie, naprawdę nie wolno brać sobie cudzego zdjęcia, czy ono jest niewinne, czy nie. Chociażby dlatego, że to niezgodne z prawem.
    http://prawo.money.pl/aktualnosci/okiem-eksperta/artykul/wizerunek;w;internecie;-;kiedy;wymagana;jest;zgoda,234,0,562666.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja naprawdę nie chcę nikogo straszyć i do konceptu prywatności mam dość ambiwalentne podejście. ale tylko w takim zakresie, w jakim dotyczy mnie samej. jestem dorosła, potrafię się obronić i ponosić konsekwencje swoich decyzji.

    Co innego dziecko. Ono nie jest moją własnością i o jego prywatność powinnam dbać tak samo, jak o inne jego zasoby.

    No i poza wszystkim, Pru świetnie wróciła do źródła tego problemu - to są także kwestie prawne, związane z wizerunkiem osób na zdjęciach oraz prawami autorskimi do zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  17. Merigold: Czemu piszesz tylko o ostrożności w sieci? A poza siecią już można sobie pozwalać na beztroskę?
    Oczywiście, że trzeba być ostrożnym i trzeba chronić dzieci. A gdzieś napisałam, że nie trzeba?
    Całkowicie się zgadzam z akcją, o której pisze Maria, zwracającej uwagę, że bezrefleksyjne umieszczanie zdjęć dzieci nagich lub półnagich nawet w niewinnych sytuacjach jest nierozsądne.

    pierduty: Nie znam cię, więc zajrzałam na twój blog. Masz w linkach blogi z zamieszczonymi zdjęciami dzieci w roli "modeli" rozmaitych robótek. Uważasz, że krzywda im się dzieje?
    Akapit w notce Marii zaczynający się od "moja wyobraźnia jest wystarczająco bogata..." jest nieuczciwą demagogią. Przede wszystkim dlatego, że przerzuca odpowiedzialność za przestępstwo z "chorego człowieka" na nieostrożną matkę. Moim zdaniem to nadużycie.

    Na ile normalne życie można prowadzić w sieci? Dokładnie na tyle, na ile poza siecią

    pru: no ma dziewczyna prawo i co? Niech dziewczyna dochodzi swych praw.


    OdpowiedzUsuń
  18. ale to chyba jej rodzice powinni dochodzić jej praw. ona jest niepełnoletnia i to nawet nie ona powinna wyrażać zgodę na publikację jej zdjęć, tylko rodzice.
    serio, nie ma tu problemu?
    dobrze, że nie mam dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Odwodnik Próbuję zrozumieć Twój tok rozumowania i nie mogę.
    Odmawiasz dziewczynie prawa do decyzji gdzie ma wisieć jej zdjęcie?
    Ciągle nie rozumiem na jakiej podstawie.
    Gdyby ktoś mnie odmówił takiego prawa poczułabym się zlekceważona i traktowana przedmiotowo.
    A Ty dajesz innym prawo do tego, co mają zrobić z Twoim wizerunkiem?

    OdpowiedzUsuń
  20. Pru: Nie rozumiem Twojego zarzutu. Nikomu nie odmawiam prawa do dysponowania własnym wizerunkiem. Na jakiej podstawie wyciągnęłaś taki wniosek? Uważam, że do dziewczyny (lub do jej rodziców jak słusznie zauważyła bere) należy egzekwowanie tych praw. A może przegapiłam moment, kiedy publikowanie czyjegoś zdjęcia stało się przestępstwem ściganym z urzędu?

    Ja oczywiście nie godzę się na wykorzystanie moich zdjęć w niecnych celach, ale nie popadam w histerię, póki mi to krzywdy nie robi. A ty zawsze miałaś zgodę na zainteresowanych na publikację?

    OdpowiedzUsuń
  21. Odwodnik - wyciągnęłam taki wniosek, że o ile wiem, dziewczyna nie miała zielonego pojęcia, że jej zdjęcie zostało gdziekolwiek umieszczone. Stąd nie miała jak dysponować własnym wizerunkiem, a Ty bagatelizujesz zastrzeżenia i uważasz, że nic się nie stalo, bo zdjęcie było niewinne.

    Poza tym zawsze miałam zgodę zainteresowanych na publikację, a przynajmniej nie pamiętam, żeby było inaczej. A jak pracowałam miałam nawet pisemną zgodę - bo taki był wymóg.

    OdpowiedzUsuń
  22. Odwodnik, mam wrażenie, że się zatraciłaś w bronieniu swojego zdania. Jeśli coś jest niezgodne z prawem (umieszczanie zdjęcia bez podania źródła i bez uzyskania zgody osób na zdjęciu), to chyba nie należy tego robić. A nie, że można, a jak kogoś to denerwuje, to niech egzekwuje swoje prawa.

    Oraz - niezależnie od tego, co jest zgodne z prawem, a co nie jest, uważam, że naruszanie prywatności dzieci jest szkodliwe. Po ludzku szkodliwe.

    i o tym była ta notka, a nie o zdjęciu umieszczonym (i skasowanym następnie) przez kogoś gdzieś tam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziewczyna umieściła zdjęcie swoje i syna spt na fejsie (gdybyśmy się mieli czepiać szczegółów to bez zgody spt:); spt je sobie stamtąd wzięła i opublikowała na swoim blogu (nie mamy wątpliwości, że też nielegalnie). Tak, bagatelizuję, w tym konkretnym przypadku.

    A notka Marii jest trochę o czym innym. Notka jest o strasznej krzywdzie jaką wyrządzamy dzieciom (my rodzice) publikując ich nagość, śmieszne miny czy sytuacje, które mogą im kiedyś zaszkodzić. Temat trudny. Ja miałam dwie uwagi:

    Pierwsza to taka, że jednak nie możemy dać się zwariować i zniknąć z sieci, ze strachu przed zagrożeniem. Takie samo zagrożenie (a nawet większe) czyha na nasze dzieci w realnym świecie a jednak puszczamy je same do szkoły, zostawiamy same w domu, ufamy lekarzom, ciociom, wujkom i nauczycielom, narażając je znacznie bardziej niż bezmyślnym zamieszczaniem zdjęć w sieci (co nie znaczy, że nie należy być ostrożnym).

    No i druga uwaga dotyczyła tego , że "punkt wyjściowy" do rozważań miał jednak inny ciężar gatunkowy.

    OdpowiedzUsuń
  24. Maria: Może trochę się zatraciłam:) Przedstawiłaś problem tak demonicznie, że dla równowagi musiałam zbagatelizować. A prawda sobie radośnie połozy się pośrodku:).

    Jakby każdy robił to co robić należy to prawo byłoby nam do niczego niepotrzebne.
    Nie należy umieszczać cudzych zdjęć bez pytania, zakłócać porządku w miejscu publicznym, dyskryminować innych ze względu na jego odmienność i tak dalej. Krzywdę wyrządza się dzieciom wychowując je za pomocą klapsów, albo regularnego lania co jest znacznie większym problemem niż zdjęcie w sieci i raczej w tym kontekście wytoczyłabym działa "dziecko nie jest twoją własnością". Szkodliwe jest też chrzczenie dzieci bez ich zgody i posyłanie do kościoła albo realizowanie innych zwyczajów religijnych, na które dziecko się nie zgadza.
    Wiem, wiem teraz ja nieco nieuczciwie stosuje taktykę "są większe problemy":) Czyli bagatelizuję. Ale mam tego świadomość.


    OdpowiedzUsuń
  25. Odwodnik - cieszę się, że masz świadomość zabiegów, które stosujesz.
    Ja pozostanę przy swoich poglądach.

    OdpowiedzUsuń
  26. Odwodnik: nie zbaczajmy z tematu, bo ostrożność i świadomość konsekwencji swoich działań poza siecią to jednak inna sprawa. Obie to wiemy, więc darujmy sobie.

    Człowiek ogólnie zorientowany w internecie może dużo znaleźć o kimś innym.

    Umieszczanie zdjęć dzieci w internecie ma swoje konsekwencje. Nie ma prostej recepty, trzeba wykazywać nie tylko rozum, ale i wrażliwość. Ta ostatnia jednak, jako niepodlegająca łatwym do zapisania regułom, jest szczególnie ważna, czego na pewno nie muszę Ci wyjaśniać. Trochę EOT, bo obawiam się, że Cię nie przekonam, a i Ty raczej nie masz szans przekonać mnie. Miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  27. Tematu nie ma co ciągnąć. Zgadzam się, że to kwestia wrażliwości i wyobraźni. Jak widać mamy tu reprezentację od niewrażliwych do nadwrażliwych. I miłego weekendu wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  28. Jednakowoż pragnę spostrzec, że kampania fundacji "Dzieci Niczyje" jest bardzo pożyteczna i ma sens. Gdyż nie kade dziecko ma możliwoć dochodzić swoich praw przed sądem.

    OdpowiedzUsuń
  29. poryszyłaś Mario problem, który dostrzegam od początku kontaktów z blogo-światkiem. Problem przewagi chorobliwego, nieklasowego gadulstwa przemieszanego z ekshibicjonizmmem nad rozsądkiem, odpowiedzialnością, kindersztubą etc... Nie ma sposobu by dotrzeć do takich skąd inąd sympatycznych blogierek/ów z przestrogą, że czynią niewłaściwie - ani mówiąc to wprost ani prześmiewkami, prowokowakacjami zmierzajacymi do otwarcia im wyobraźnie i procesu myślenie - darmeny to trud w zdumiewającej większości przypadków. Nadal będą niefrasobliwie obnażać drzemiące w nich paskudztwa (np. wstydliwie rozbuchany egotyzm, bogactwo życia erotycznego wraz z ekscesami, czy szkalowanie rodziny) równocześnie prowadząc bloga (fb, tt) w sposób identyfikujący osobę autora, jego/jej wizerunku,namiary telefoniczno-adresowe, tak zamieszkania jak i pracy co dot. osobistych dziatek. Ostrzegałem kilkakrotnie w trybie priv. autorki, demostrowałem im nawet jak łatwo uzysykać ich nr.tel., adresy i roztaczałem obraz tego co się stanie, jak np. kumpluś jej latorośli pokaże mamę/tatę w sytuacjach kompromitujących (nie trzeba chyba rozwijać perspektywy jaki to ma wpływ na wychowanie i kształtowanie osobowiści młodego człowieka... DAREMNIE (!!!) ekshibicja i bezmuność są silniejsze! Twoją słuszną notkę trzeba włożyć w rząd prac syzyfowych...

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo dobry, wyważonych, logiczny głos. Wezmę do serca (i głowy). Brawo, Mary!

    OdpowiedzUsuń