niedziela, 14 lipca 2013

136. Obserwacje kobiety na diecie

1. Lepiej sobie odpuścić imprezy w pierwszym okresie diety, chyba że masz bardzo silną wolnę. "Zaoszczędziłam" wczoraj 400 kalorii, więc postanowiłam, że mogę wieczorem wypić jedno piwo i zostawić sobie ze 150 kcal na pacmana, który mnie po tym piwie ogarnie. Ogarnął dość szybko, a ja nie przewidziałam, że kanapeczki na stole i inne ciasteczka będą ogromną pokusą. Wypiłam więc Colę Zero, potańczylam i poszłam do domu. W deszczu, ale zadowolona, że przetrzymałam wilczy głód.

2. Łażenie po mieście z założenia wiąże się z pochłanianiem kalorii. Więc jeśli wcześniej sporo imprezowałeś, to teraz znajdź sobie zajęcie w domu. Ja na ten przykład oglądam seriale. A jak skończę Sons of Anarchy, to prawdopodobnie wezmę się za porządki w szafie. No chyba że zacznę Grę o Tron.
Oraz finansowo możesz na tym nieźle wyjść, nawet jeśli produkty zdrowe są zazwyczaj droższe od normalnego jedzenia - wydajesz mniej, bo nie stołujesz się na mieście, nie kupujesz batoników i innych fastfoodów. Jesz jednak zasadniczo mniej.

3. Dobre rady zawsze w cenie. W kwestii odchudzania każdy ma swoją teorię i z przyjemnością będzie Ci ją sprzedawał. Warto się uodpornić. I chyba nie ma sensu dyskutować. "Odstaw węglowodany. Nie łącz. Jedz częsciej. Jedz mniej. Wieczorem nie wolno. Nabiał jest niezdrowy. Nie sól. Tylko warzywa. Idź pobiegaj, to zrzucisz. Bób jest kaloryczny. Chleb tylko na zakwasie. Coli Zero absolutnie nie wolno. Cola Zero ratuje mi życie. Samo mięso. Odstaw mięso. Żryj połowę. A moja kuzynka... Przecież świetnie wyglądasz. Jaka nadwaga. No nareszcie się wzięłaś za siebie".
Wysłuchuję tych przemiłych komentarzy (czy też wyczytuję je). Z grzeczności nie zaprzeczam. I robię swoję.
Odchudzanie może być niezłą szkoła asertywności :)

4. Kupiłam sobie wczoraj płaszcz przeciwdeszczowy w kwiatuszki. Jest w sam raz, będzie lepszy, jak mi biust kapinkę zejdzie (wiadomo, że zejdzie). Mam tylko nadzieję, że nie będę musiała go sprzedawać za pół roku. Z zakupami w czasie diety jest beznadziejnie - chcesz już coś mieć w rozmiarze docelowym, widzisz, jak Twoje ciało się zmienia, a równocześnie nie jesteś pewien, czy za miesiąc, dwa, siedem, nie będziesz jeszcze trzy rozmiary mniejszy. W tym wypadku opłaca się być zamożnym. Kupujesz niezależnie od tego, że założysz może trzy razy. Ewentualnie przedsiębiorczym. Kupujesz, a potem sprzedajesz.

5. Warto sobie ustawić nagrody na kolejne pułapy. Mam z tym problem, bo ja zasadniczo nagradzam siebie często i w gruncie rzeczy mam to, czego potrzebuję :) Po namyślę, doszłam do wniosku, że chcę mieć kurtkę skórzaną, a zawsze mi było szkoda na nią kasy. Ale primo to od schudnięcia kasy nie przybędzie. A secundo, to znowu problem z rozmiarem.
A może jakiś wyjazd gdzieś, tanie bilety, Gruzja jakaś na ten przykład.
Albo chociaż weekend nad morzem. Tyle że w październiku nad morzez może być zimnawo.
To może jednak ta Gruzja.

6. Jak do każdego swojego marzenia (bo schudnięcie i polubienie gotowania to kolejne moje marzenie, które właśnie realizuję) podchodzę do sprawy metodycznie. Wydaje mi się, że pod tym względem mam łatwiej niż ktoś, kto "chaotycznie raz na jakiś czas" i "oby tylko nie było nudno". Metodyczność ciężko sobie wypracować - albo się ją ceni i lubi, albo się od niej ucieka. Tym niemniej polecam. Posiłki o stałych godzinach, składaniki wybrane, kalorie policzone, drugie śniadanie zjedzone, obiad za 3 godziny.

------------------
Tymczasem pierwsze efekty już widzę. Aż się sama zdziwiłam. Pewnie woda schodzi. W każdym razie i w talii i w biodrach zeszło po 1 cm. Wagowo nie mam pojęcia, bo wagi się pozbyłam, gdy parę lat temu złapałam się na tym, że wchodzę na nią po 5-7 razy dziennie.

Nerwicom mówimy nie :)



1 komentarz: