sobota, 29 czerwca 2013

130. Inkubacja, kobiety, zmiany i dietetyczka.

Jestem w okresie inkubacji. Różne rzeczy we mnie dojrzewają. Potrzebuję do tego spokoju i samotności i pewnie dlatego trochę mniej piszę. Wrzucę jednak kilka wątków, którymi się ostatnio zajmuję, przejmuję albo dojmuję.

Idę w poniedziałek do dietetyczki. Dużo się ostatnio ruszam, widzę zmiany swojego ciała, warto to wykorzystać, żeby schudnąć, zwłaszcza, że Hashimoto jest pod tym względem bezlitosne. Sport wystarcza tylko do nietycia. Nie chudnę. A niedawna zmiana leków hormonalnych spowodowała większy apetyt, więc muszę bardzo uważać.

Spotkałam się z potencjalnym promotorem doktoratu. Szukamy teraz oboje dobrego tematu, który będzie interesujący dla obojga. Socjologia internetu, rzecz jasna. Na przykład porównanie jakichś społeczności. Na przykład pod względem strategii i metod rozwiązywania konfliktów. Na przykład polskich i niepolskich. Potrzebuję inspiracji :)

Dziecko wyjeżdża w przyszłym tygodniu na obóz wędrowny po Alpach Rodniańskich. Bardzo mnie to cieszy, choć oczywiście liczę też już dni do jego wyjazdu do Houston i jakoś tak się dziwnie robi. Wylatuje parę dni po obozie, a następnym razem zobaczymy się na Thanksgiving, w drugiej połowie listopada.

* * *
Mam rosnące wrażenie, że kobiety aktywnie szukające partnera mają ogólny problem z postrzeganiem facetów. Kolejne teksty w Wysokich Obcasach, na przykład ten, mnie dość konkretnie załamują. Jest w tych manifestach jakieś wołanie o pomoc, niezrozumienie tego, że facet jest też człowiekiem i może mieć swoje emocje, i, co gorsza, może być jednostką równie wrażliwą i otwartą na nowe, co kobieta. Ja rozumiem, że rola kobiety w świecie i społeczeństwie się dość konkretnie zmieniła w ostatnich latach i że czasami ciężko odnaleźć równowagę między nowo nabytą siłą kobiecą, nowo nabytą wrażliwością facetów, a starymi zwyczajami jednych i drugich, ale to chyba nie jest powód, żeby protekcjonalnie pisać "jeśli jesteś tym jednym na milion to się zgłoś, napiszemy o Tobie, bo na pewno jesteś tego wart". Jak dla mnie jest w tym wiele niedojrzałości, wynikającej być może z tego, że obecne 30-latki miały raptem kilka lat w latach 90-tych, gdy ich ojcowie poszli zdobywać biznesy, handle i inne stanowiska. Zabrakło wzorców? Za dużo Bravo girl? Nie wiem, ale czuję więcej wspólnoty z  niby słabymi lub manipulanckimi facetami, niż z roszczeniowymi kobietami, pełnymi ukrywanych kompleksów.

* * *
Byłam wczoraj na spotkaniu fajnych babek. Mam takie grono, z którymi widuję się raz w miesiącu. Łączy nas znajomość z jedną z nas, która te spotkania zainicjowała. Raz w miesiącu gadamy na zadany wcześniej temat, jedna moderuje, reszta opowiada. Wczoraj tematem była zmiana. Zmiana w życiu, zmiana w sobie, zmiana innych, zmiana siebie. Kilkanaście kobiet opowiadało o swoich zmianach i o swoim podejściu. Kiedy wracałam po nocy rowerem z Kubka w kubek (ul. Grażyny, polecam dość wytrawny cydr i tort bezowy), pomyślałam sobie, że największe zmiany udały się tym z nas, które miały wsparcie w najbliższych. Faceta, który stał za plecami i mówił "dasz radę, a jak nie dasz, to przecież są tylko pieniądze". Partnera, który się nie bał i wieczorami przytulał. Rodzinę, która pozwoliła się poustawiać w nowej rzeczywistości.

Kolejna myśl, powracająca jak bumerang, to że zmienić można tylko samego siebie. Drugiej osoby nie zmusisz do zmiany, możesz co najwyżej wyrazić swoje oczekiwania i uczucia, ale jeśli ona nie będzie chciała, to nic z tego nie będzie. Jednak kiedy Ty się zmieniasz, to świat wokół Ciebie musi się jakoś dostosować. Więc praca nad sobą daje Ci swoistą władzę nad innymi. Uwielbiam tę świadomość.

Czasami ciężko jest porzucić sferę komfortu, choć dopiero poza nią człowiek się rozwija. Ciężko jest, bo lęk przed porażką bywa ogromny. No i różne uwarunkowania. Kredyty, dzieci i inne zobowiązania.
"Co byś jednak byś zrobiła, gdybyś się nie bała?" - pozwala wyjść ze swoich trudnych emocji i popatrzeć na nie z zewnątrz. To nie zmienia faktu, że rzucić pracę w korpo, żeby założyć własną kawiarnię, jest ciężko.

Niektórzy żyją zmianą. Są w ciągłym procesie. Zmiany są dla nich oczywistością.
Ja do nich w jakiś sposób należę.
I czuję całą sobą, że idzie nowe.

* * *
Zacznijmy więc od dietetyczki.

* * *

Mojave National Preserve


2 komentarze:

  1. Bardzo roszczeniowy jest ten artykuł w "Wysokich Obcasach"...
    Gdybym podeszła z taką listą żądań do mojego obecnie męża, a kilkanaście lat temu obcego mężczyzny, założę się, że uciekałby gdzie pieprz rośnie z przerażeniem...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Więc praca nad sobą daje Ci swoistą władzę nad innymi"- piękne słowa.

    OdpowiedzUsuń