poniedziałek, 17 czerwca 2013

128. Lubię nie być

Na Polu Mokotowskim komary. Szczególnie po 19tej. W ilościach niezliczonych. Płyny i inne spreje działają przez krótką chwilę i to tylko tam, gdzie się popsikało.
Jestem zatem pogryziona.
Jak i tysiące innych ludzi, bo Pole Mokotowskie wygląda w tym roku jak Gorlitzer Park w Berlinie, czyli ludź na ludziu, kocyk na kocyku, rowery, dzieci, psy, badmintony i frisbee. I ogromna kupa śmieci wokół malutkiego kosza. Z dużą liczbą butelek po alkoholu, więc najwyraźniej straż miejska nie jeździ nadmiernie precyzyjnie.

Cieszę się, że Warszawiacy odzyskują przestrzeń publiczną. Z roku na rok coraz więcej imprez i to wcale nie ogólnomiejskich. A to targ śniadaniowy, a to święto ulicy Narbutta, a to spacery, wycieczki i inne parady. Ciekawa jestem, czy w innych miastach też tak się rozwija, że coraz więcej osób poza domem, w parkach, knajpach i na boiskach. Nie wiem, czy jest to objaw bogacenia się społeczeństwa (knajpy na pewno, ale przecież siedzenie w parku nie wymaga ogromnych inwestycji), czy może rosnącego poczucia wspólnoty i współdzielenia przestrzeni, dość jednak powiedzieć, że miasto żyje.

Kiedy jednak wszyscy wychodzą na dwór (lub też na pole, nie bądźmy lokalnymi ksenofobami), ja wolę posiedzieć we własnym domu, najchętniej w łóżku i robić nic. Ewentualnie jakieś porządki, pranie, od biedy coś ugotować, a na pewno poczekać na zakupy z e-Tesco. Coraz częściej łapię się na tym, że wolę sama. Że impreza jest fajna przez pierwszą godzinę, a potem już chcę do domu. Że do knajpy bardzo chętnie, ale w ograniczonym towarzystwie. I nie wiem, czy to wynika z mojego wewnętrznego autyzmu, czy mam aktualnie taki etap, że lepiej mi z dystansu. A może mam zaburzone widzenie rzeczywistości, skoro przecież w zeszłym tygodniu widziałam się z ogromną liczbą osób, co chwila, codziennie. Z jednego spotkania na drugie, a po drodze kravka.

Sama już nie wiem, co przeważa - czy fakt, że zasadniczo nie lubię ludzi, czy jednak moja immanentna  potrzeba kontaktów społecznych. "Bo Ty lubisz być w centrum uwagi" - mówi bardzo sensownie koleżanka.

Ale równie mocno lubię nie być.

"Żona myśli, że jestem u kochanki. Kochance mówię, że muszę pobyć z żoną. A ja sobie idę cichutko do biblioteki i mam święty spokój"

* * *
W weekend obejrzałam kilkanaście odcinków Breaking Bad.
Byłam tam. Dokładnie dwa miesiące temu. Chciałabym znowu.






1 komentarz:

  1. "Kiedy jednak wszyscy wychodzą na dwór (lub też na pole, nie bądźmy lokalnymi ksenofobami), ja wolę posiedzieć we własnym domu, najchętniej w łóżku i robić nic. Ewentualnie jakieś porządki, pranie, od biedy coś ugotować, a na pewno poczekać na zakupy z e-Tesco. Coraz częściej łapię się na tym, że wolę sama. Że impreza jest fajna przez pierwszą godzinę, a potem już chcę do domu. Że do knajpy bardzo chętnie, ale w ograniczonym towarzystwie. I nie wiem, czy to wynika z mojego wewnętrznego autyzmu, czy mam aktualnie taki etap, że lepiej mi z dystansu."

    Mam dokładnie "to samo". Wydaje mi się, że to egoizm.... chcę robić w danej chwili to na co mam ochotę, nie chcę robić tego co wypada. Rozmawiać.... a właściwie silić sie na rozmowę.

    OdpowiedzUsuń