wtorek, 11 czerwca 2013

127. PRISM, prywatność i e-reputacja

One can survive everything, nowadays, except death, and live down everything except a good reputationOscar Wilde. 

Cała afera wokół PRISM mnie jakoś wewnętrznie śmieszy. Złośliwy chichot mnie ogarnia.

Czy naprawdę ktoś z Was sądził, że w internecie jest miejsce na jakąkolwiek prywatność?
Nie wiem, co i w jakim zakresie jest śledzone przez amerykańskie służby wywiadowcze, ale nawet gdyby mieli indeksować wszystkie moje prywatne rozmowy na fejsie albo moje maile na gmailu, to nie widzę w tym nic zaskakującego. Przecież internet jest przestrzenią publiczną, a ja każdym swoim słowem oddaję kawałek siebie serwisom, serwerom i innych serwitudom.

Co gorsza, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na to, że każdego dnia pozwalacie się śledzić również poza internetem, gdy używacie telefonów komórkowych i wtedy, gdy przykładacie kartę miejską do czytnika lub bramki w metrze. Kamery Was rejestrują pod sklepami i w sklepach, na stacjach benzynowych i na większych skrzyżowaniach. Karty kredytowe archiwizują Wasze płatności, ich lokalizacje i treść. Serwery kolekcjonują Wasze IP, a sklepy Wasze zwyczaje  konsumenckie.  Całe nasze życie indeksuje się dość precyzyjnie. Czy potem ktoś z tego korzysta i w jaki sposóļ to robi, to oczywiście inna sprawa. Ale przecież nie należy mieć złudzeń, że w czasach przestrzeni wirtualnej jest miejsce na jakąkolwiek prywatność.

Prywatność jest zresztą w moim przekonaniu dość archaicznym konceptem.
I kiedyś już o tym pisałam, ale powiem raz jeszcze - jestem przekonana, że prędzej czy później, ktoś, kto nie jest do wyguglania lub znalezienia w internecie, ktoś kto rozpaczliwie dba o swoją prywatność będzie mniej wiarygodny dla banków, pracodawców i przyszłych małżonków. (z tym ostatnim oczywiście można polemizować, zwłaszcza, że napisałam to po to, żeby rytm zdania zachować ;).

Ale poważnie, jeśli chcesz być wiarygodny, buduj rozważnie swoją obecność w internecie, regularnie sprawdzaj, co o Tobie piszą i jak się wyszukujesz. Internet trzeba karmić, a nie przed nim uciekać. Od tego może zależeć kiedyś Twój kredyt albo pensja.
Czas to pieniądz - to sformułowanie bardzo XX wieczne.
Myślę, że warto wrócić do stwierdzenia, że nie ma nic cenniejszego niż reputacja. A e-reputacja tym bardziej, bo ją o wiele trudniej naprawić.


Nie ma więc sensu płakać nad rozlanym mlekiem - prywatności już właściwie nie mamy. Let's move on! Skupmy się na tym, żeby nasze stale dokumentowane i indeksowane życie odzwierciedlało te nasze cechy, którymi chcemy się dzielić z innymi. A zatem nauczmy się "ubierać" w internecie - adekwatnie do sytuacji i potrzeb. Nazwisko powinno guglować się w garniturze, pseudonimy w grach mogą być bardziej na luzie. W trampkach. A jeśli zdarza Ci się wchodzić na serwery pornograficzne, to rób to maksymalnie anonimowo. Nagość się wszak znakomicie sprzedaje, niezależnie od tego, czy odbywa się w hotelu, czy na redtube. 

Swoją drogą myślę, że jest tu całkiem spora nisza szkoleniowa.  
Oraz przestrzeń dla firm czyszczących. 




5 komentarzy:

  1. Nie mam nic do dodania, bo zgadzam się w pełni. Wciąż się dziwię, jak wiele osób wierzy w internetową prywatność - lub nawet anonimowość!

    OdpowiedzUsuń
  2. Amen. Ostatnio o tym dużo mówię naokoło siebie, cytując... Szekspira ;-)

    http://szekspir.kulturalna.com/index.php?ac=a&id=7426&p=5 ("Dobre imię, (...))

    I nie przestanę mówić, bo jesteśmy coraz bardziej "wyszukiwalni", a serwisy typu http://123people.com/ mają coraz większą klikalność.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze podpisywałaś posty imieniem i nazwiskiem?
    Czy może wcześniej nie zauważyłam? :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. > Aqua - połączyłam google+ z blogiem i niestety tak się publikuje. W sumie mi to nie robi. Już dawno obie moje tożsamości się ze sobą łączą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż się zdziwiłem, że ze wszystkim się zgadzam...

    OdpowiedzUsuń