sobota, 1 czerwca 2013

122. Nie szukam. Nie czekam.

Dziecko przylatuje jutro po południu.

Siedzę więc w domu i trochę sprzątam, wykorzystując swoją pozytywną motywację do pozbycia się niektórych gratów. Mieszkam tu już kilka dobrych lat, rzeczy przybywa zamiast ubywać, a ja nie umiem wyrzucać. Zawsze mi się wydaje, że coś może się jeszcze przydać, jak nie mnie, to komuś innemu i w ten sposób jest u mnie góra niepotrzebnych przydasiów i innych durnostojek.

Wyhamowałam już konkretnie pourlopowo. Jeszcze niewiele się zmieniło w moim życiu, ale w głowie mam uporządkowane przegródki i nic z nich nie wystaje - już się raczej nie potknę. Wiem, czego chcę, a z tym zawsze miałam największy problem. Bo póki nie wiedziałam, póty się miotałam. A jak już dochodzę do prawdziwych swoich motywacji, to potem idzie. Czasami powoli i pod górkę, ale zasadniczo do przodu.

Więc mam kilka konkretnych sfer życiowych do ogarnięcia. Porządek w mieszkaniu i pozbycie się niektórych ubrań, książek, przedmiotów kuchennych, być może mebli jest jednym z elementów. Muszę mieć czysto wokół siebie, żeby móc napisać to, co chcę napisać. Stąd ograniczanie facebooka, stąd wyhamowywanie kontaktów towarzyskich, które mi nie służą i stąd przekonanie, że muszę dość gwałtownie zmienić dietę - bo cukier i węglowodany mnie zwyczajnie zamulają.

Z tymi kontaktami towarzyskimi jest śmiesznie - niektórych bardzo chcę spotykać, innych dużo mniej. Zrobiłam się jakoś wybredna i coraz bardziej cenię sobie czas samotniczy. Spacery po Warszawie. Krav maga. Słuchanie muzyki i oglądanie seriali. Na portalach randkowych bywam, czemu nie, ale jestem dużo mniej poszukująca, dużo bardziej reaktywna. Co oczywiście nie zmienia faktu, że w tym tygodniu codziennie coś robiłam po pracy, jakieś spotkania, sporty i inne imprezy, a w czwartek pojechałam na całodniową wycieczkę rowerową. Chodzi może nie tyle o liczbę tych kontaktów, ile o ich jakość oraz o moją własną postawę.

Nie szukam. Nie czekam. Nie proszę. Za to jestem niezwykle otwarta na nowe. I niektórzy z tego korzystają. Ci, co wiedzą, jak :)

I jeszcze jedno spostrzeżenie - Warszawa jest zupełnie inna, gdy nie jeździ się autem. Jest przyjazna, pełna życia i młodych ludzi. Jest zielona, pozytywna i zakręcona. Jest dziurawa, męcząca i głośna, choć nie zawsze tam, gdzie człowiek się tego spodziewa. A komunikację miejską mamy całkiem poprawną. Znajomi pytają, kiedy kupię samochód albo motocykl. A ja nie bardzo wiem, co powiedzieć, bo nie mam żadnej motywacji do podjęcia tej decyzji.

Wczoraj przeszłam się ulicą Filtrową, od Filtrów do Niepodległości. Wieczorem, światła się paliły, w niektórych oknach nie było zasłon. Jakaś pani wyjmowała właśnie ciasto z piekarnika. Pan wyszedł na spacer z psem, w sandałach. Bez skarpet. Młody człowiek przejechał na rowerze, słuchał muzyki. A ja sobie szłam i napawałam się zapachem późnej wiosny.

Jest dobrze tak, jak jest.





4 komentarze:

  1. też tak lubię obserwować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. znam tą wybredność w kontaktach,sama też się taka zrobiłam,nie ilość lecz jakość znajomości się liczy,pozbyłam się ludzi "trujących" z mojego otoczenia i czuję się z tym bardzo dobrze


    byłam w Warszawie miesiąc temu,przez 3 dni przełaziłam ok 26 godzin,tak miasto jest naprawdę piękne

    pozdrawiam
    a

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chcial bym zobaczyć warszawę waszymi oczami, tzn. ' tubylców' , nie znam jej, nie mam nawet pojęcia co jest warte obejrzenia....

      Usuń