wtorek, 21 maja 2013

116. Facebook mnie zwyczajnie zmęczył

Jakiś czas temu przeczytałam, że coraz więcej osób likwiduje konto na Facebooku, i pomyślałam, że to znowu jakiś lanserski trend, którego nie rozumiem. Taki jak ostentacyjne wyrzucanie telewizora, kupowanie jajek prosto od krowy i segregowanie śmieci na dwanaście odrębnych torebek, bo przecież kartonu od mleka nie można wyrzuć razem z kartonem po soku. Zlekceważyłam, uznałam za mało prawdopodobne i wróciłam śledzić tablicę na fejsie w poszukiwaniu kolejnych takich niusów.

Tymczasem dzisiaj sama sobie ograniczyłam dostęp do fejsa. Świadomie i dobrowolnie. I nie, nie jestę hipsterę i nie chodzi o to, że chcę być od kogoś lepsza albo fajniejsza i odcinam się od rzekomej hołoty. Wręcz przeciwnie. Jestem słaba i nie umiem sobie zorganizować pracy. Przez ostatnie dni przyglądałam się sobie i doszłam do wniosku, że prokrastynacja mnie ogranicza i zabija moją kreatywność, a Facebook totalnie rozprasza. Nawet gdy tylko rozmawiam na czacie, to w tle cały czas się zmienia tablica, i jeszcze częściej ticker, a ja zwyczajnie i zgodnie z własnymi potrzebami poznawczymi, czytam to, co się na nich pojawia. Bo jestem ciekawa i ciekawska. I czasami nawet reaguję albo wchodzę w interakcję. Zamiast więc się skupić na tym, co chciałabym światu przekazać, nieustannie koncentruję się na tym, co świat do mnie mówi. 

Nie chcę tak!

I ponieważ nie mam już piętnastu lat, to czuję, że brama na wlot i wylot informacji nie jest wcale taka szeroka. Wybieram więc wylot, a ograniczam wlot. Telewizji nie oglądam od początku roku, zresztą i wcześniej włączałam ją co najwyżej w tle i jednym okiem śledziłam seriale kryminalne na AXN.

A facebook jest właśnie taką telewizją. Jest tam wszystko i nie ma niczego. Niby ciągle coś się dzieje, ale jak czegoś konkretnego szukasz, to znaleźć nie możesz. No i ta papka jest identycznie ogłupiająca. Głowa boli, oczy pieką, a i tak spać nie możesz. Macie tak? Bo ja miałam.

Oczywiście w tym tłumie niepotrzebnych niusów, kotków, cierpiących piesków, mieszkań do wynajęcia oraz próśb o polubienie nowego fanpejdża, jest też kilka zaproszeń na urodziny najbliższych (które zresztą łatwo przeoczyć, bo algorytm czasami ich nie pokazuje w powiadomieniach), całkiem sporo dobrych i ciekawych artykułów oraz dyskusje plus ou moins istotne jak na przykład o tym, czy należy jeździć na rowerze jezdnią oraz czemu niektórzy się tego boją. Są też grupy prywatne, zamknięte, ukryte, w których rozmowy są jak najbardziej intymne, a kłótnie bywają realnie trudne. Tam siedzą ludzie dla mnie ważni, którzy mnie wspierają na co dzień i którym ufam.

Nie wypisuję się więc z Facebooka, nie uciekam, ale ograniczam swój kontakt z tym medium. I to wcale nie dlatego, że jest to złe medium, w którym ktoś mi coś zabiera, albo nie respektuje mojej prywatności, jak niektórzy lubią twierdzić. Zasady są dla mnie jasne i proste, i poniekąd się z nimi zgadzam, na tyle, na ile użytkownik serwisu powinien się zgadzać z jego regulaminem.

Facebook mnie zwyczajnie zmęczył, a świadomość straconego czasu mnie przeraża. Mam naprawdę wiele planów i jeszcze więcej marzeń, a na ich realizację brakuje mi czasu i pieniędzy. Ani jednego, ani drugiego nie dostanę na fejsie. Wręcz przeciwnie.
Bo nawet jeśli po godzinach zajmuję się socjologią internetu, to przesiadywanie na fejsie nie przybliża mnie do lukratywnych konstatacji naukowych lub intratnych biznesów. Pora się z tym pogodzić. Nie ma potrzeby upadlać się w barze, żeby przeanalizować wpływ alkoholu na percepcję.

A sprowadzając tę decyzję do konkretów, to spróbuję korzystać z fejsa głównie przez telefon, czyli niewygodnie i bez motywacji do interakcji, udostępniania czy też komentowania. Bo oczywiście chcę wiedzieć, co się dzieje, ale niekoniecznie chcę w tym uczestniczyć. Moją samotnią, do której tęsknię i która jest mi teraz bardzo potrzebna, będzie drastyczne ograniczenie interakcji.

Jakby kto mnie szukał, jestem na gmailu i na gtalku.
I przyjmuję tam zakłady na to, jak długo wytrzymam :)


3 komentarze:

  1. fejsbuk nie dał rady mnie wciągnąc więc wcale nie rozumiem problemu. ale blogi pożerają mi czas od prawie 10 lat i tego skonczyć nie umiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie akurat najbardzoej wciagalo - i denerwowalo to ciagle podgladanie telefonem i bycie wciaz online wiec postanowilam wlasnie zostac hipsterem :) i po prostu zmienilam swojego iphone'a na normalna komorke (po 4 latach choc facebook byl na nim obecny od 2!).okazuje sie, ze mozna uzywac telefonu tak jak kiedys -nie tak calkiem dawno temu - do dzwonienia, esemesowania i sluchania muzyki. nie musze szperac non stop w necie, w googlu, na ebayu, na itunes, na appsach i bog jeden wie czym jeszcze. nie mam czasu na siedzenie przy komputerze - moze tylko z godzine dziennie a telefon dawal mi mozliwosc na bycie w ciaglym kontakcie, dopoki zdalam sobie sprawe ze to nie jest normalne, nie jest zdrowe, ze jestem w jakiejs manii dotykania wciaz ekranu celem sprawdzenia...nie wazne czego - byle cos sprawdzic, cos kliknac. raz dziennie na facebooku zdecydowanie mi wystarcza, choc pierwsze kilka dni bylo naprawde dziwne - po tygodniu dotykam telefonu tylko kiedy dzwoni :)

    OdpowiedzUsuń