wtorek, 21 maja 2013

115. "Joanna" - nierecenzja

Fachowej recenzji się po mnie nie spodziewajcie. Ja Joannę znałam i ten film oglądałam prywatnie. Bałam się piekielnie, że przepłaczę i to na dodatek bez chusteczek, bo oczywiście zapomniałam. Bałam się, bo kiedy dzień wcześniej usłyszałam głos Aśki w trailerze puszczonym w studiu Dzień Dobry TVN, to zamarłam od wewnątrz i policzki mi się spięły w dziwnym grymasie.

Nie przepłakałam. Wręcz przeciwnie, śmiałam się przez połowę filmu, w reakcji na rozmowy Asi z Jankiem oraz z powodu wspomnień, które to wywołało. Przecież znam te wnętrza, znam te ubrania i część wątków jest mi całkiem bliska. Wiem, gdzie jechali. Wiem, gdzie odpoczywali. I sama nieraz odkręcałam kran kotu, gdy chciało jej się pić.

Tak naprawdę to Janek zrobił ten film. Swoją bezpośredniością, swym cudnym postrzeganiem świata i ludzi oraz tekstami, jakże podobnymi do tych, które miałam sama okazję słyszeć. Ktoś gdzieś powiedział, że to niewiarygodne i na pewno naciągane, bo 6-7-letnie dziecko tak nie mówi. No wiem, że zazwyczaj nie mówi. Dlatego Janek jest niezwykłym chłopcem i wróżę mu karierę.
Acz raczej nie w dyplomacji ;)

Joanna też była prawdziwa. Film nie przekłamał jej zamyślenia i przeżywania swojego odchodzenia. Może co najwyżej wyciął te wszystkie absurdalne, cudowne i złośliwe stwierdzenia, którymi nas obdarzała na co dzień. No ale film dokumentalny nie jest reportażem. Jest wizją reżysera, a nie wiernym obrazem rzeczywistości. Dlatego zapewne Joanna w filmie jest bardziej święta i mniej wielowymiarowa niż Aśka była.

"Joanna" kończy się za wcześnie. Pozostawia poczucie niedosytu. I zmusza do zastanowienia nad własnym życiem. Jak zapewne każdy film o śmierci. I nie, nie mam poczucia, by ten film był afirmacją życia. Jest raczej obrazem normalnej i równocześnie niezwykłej drogi do końca. W ładnym opakowaniu pięknych zdjęć przyrody i spokojnej muzyki w tle.

Oraz jedna znakomita scena miłosna. Janka i Matyldy. Gdy patrzą na siebie przez szybę, a potem biegną na spacer. Z parasolkami. Powinna przejść do historii kina.

Popłakałam się dopiero w drodze do domu.




2 komentarze:

  1. Trzymaj na zawsze te wszystkie Wasze wspólne chwile :)
    Chusteczka na zawsze z nami

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Cholera jasna. Nie mogę trafić na ten film. Nigdzie go nie ma.
    I, chyba - raczej - nie będzie.
    Co do wyrażania się 6- 7 letniego dziecka to zależy ono, to wyrażanie, od sposobów wychowania, socjalizacji, więc nie dyskredytowałabym, i nie mówiła, że dziecko w ten sposób może/ nie może, chociaż rozumiem, że można mieć takie zdanie.
    Trochę boję się perspektywy, od której Chustka uciekała, i którą tłamsiła w zarodku (pewnie nie jednym) piszesz: "Dlatego zapewne Joanna w filmie jest bardziej święta i mniej wielowymiarowa niż Aśka była" i tego się właśnie obawiam.
    Jednocześnie, mam poczucie, że chcę poświęcić czas by zobaczyć ten film, szkoda, że jest to awykonalne.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń