niedziela, 19 maja 2013

113. Ja to raczej lecę na intelekt

- Czy przyjechała tutaj Pani na wyrywanie? - zapytał 20-letni chłopiec z mikrofonem w ręku, podczas gdy drugi mnie filmował. Pod PlanemB. W sobotę, a właściwie już w niedzielę.

- Na wyrywanie? Yyy... Nieee, jestem na urodzinach koleżanki. I postanowiłam, że tu skończę wieczór - odparłam zgodnie z prawdą.
- A czy to prawda, że jak facet jest obcokrajowcem, to kim by nie był, łatwiej mu będzie poderwać Polkę niż nawet najbogatszemu Polakowi? - chłopiec postanowił sobie ze mną porozmawiać o życiu.
- No nie wiem, ja to raczej lecę na intelekt - zaczęłam się rozkręcać. - Z debilem nie pójdę do łóżka. Bo mi nie stanie - dodałam po chwili.
- A jak Pani jest w stanie ocenić ten intelekt w dwie minuty? - spytał sensownie.
- Nie jestem w stanie. Wtedy to raczej chodzi o chemię. Jak jest chemia, to warto - odpowiedziałam.
- No a jak odróżnia Pani faceta na krótką chwilę od faceta na dłuższy związek? - chłopiec nie ustępował.
- Hmm. Facetowi na chwilę mogę wybaczyć więcej, nie musi być idealny. A facet na dłużej? Na pewno chwilę poczekam, zanim się z nim będę chciała przespać.
- A zdarzyło się Pani - chłopiec miał błysk w oczach - pójść do łóżka z facetem, z którym nie prowadziła Pani żadnej rozmowy?
- Odmawiam odpowiedzi - tym razem się wstrzymałam.
- Aaaa, czyli jednak coś było?
- Nic nie powiem - odparłam
- Ale jak Pani nie powie, to tym bardziej się skompromituje, bo wiadomo, że jakaś prawda w tym była. - chłopiec próbował mnie przekonać.
- Już i tak się totalnie skompromitowałam tą rozmową z Panem, więc może lepiej sobie pójdę - i dokończyłam piwo, które trzymałam w ręku.

A potem zaczęłam się intensywnie zastanawiać, czy to tylko ja mam szczęście do takich zdarzeń, czy też po prostu świat się zmienia i teraz rozmowy pod barem w środku nocy są niezwykle atrakcyjnym materiałem filmowym. Oraz co mnie podkusiło, żeby z nimi gadać. I bardzo jestem ciekawa, gdzie i kiedy oni to wykorzystają i czy aby właśnie nie przekreśliłam swoich szans na bycie prezydentką kiedyś. Przecież mam już 35 lat, więc mogłabym. A tu jedna sonda uliczna z piwem w ręku i wszelkie szanse znikają.

Weekend był bardzo intensywny w spotkania towarzyskie. Zakładałam kooperatywę spożywczą, grałam we frisbee, jeździłam na rowerze, spotykałam się z przyjaciółmi, piłam nalewkę z czarnego bzu, dostawałam kaktusy, kupowałam książki, zwiedzałam ministerstwa, muzea i akademie, jeździłam autobusami, piłam piwo, siedziałam na schodach pod kościołem, uśmiechałam się do obcych facetów, rozmawiałam z rodziną bliższą i dalszą i skajpowałam z synem. I nawet w loterii amerykańskiej zagrałam, ale niestety nie wygrałam. Ktoś z Florydy ukradł moje 600 milionów.

Tymczasem w głowie rośnie potrzeba wyhamowania. Jeśli nie uspokoję się na chwilę, to nie znajdę czasu na naostrzenie siekierki. A na to zawsze potrzebny jest czas.

Więc teraz powinnam wejść do samotni i przez jakieś dwa trzy tygodnie grzecznie wracać po pracy do domu i cieszyć się własnym mieszkaniem i kotami. I myśleć. I podejmować decyzje, co będę robić i w jakiej kolejności. I pisać powinnam. Albo do Kalifornii wyjechać i znowu skupić się na sobie. Kumpela jednak twierdzi, że po dwóch miesiącach miałabym tak samo intensywne życie tam, jak tutaj. Bo na pewno kogoś poznam, w coś się zaangażuję, z kimś zacznę jakiś projekt i komuś coś obiecam.

Obawiam się, że się nie myli. Ten typ tak ma.





4 komentarze:

  1. intensywnie czasami też fajnie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie podpisywałaś zgody na wykorzystanie wizerrunku w wywiadzie? O_o

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę na Ciebie głosował jeśli weźmiesz udział w wyborach :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jasiek jak się wyrobił w tych stanach - od razu wie jak chronić swoje prawa obywatelskie ;)

    OdpowiedzUsuń