niedziela, 12 maja 2013

110. Dziewięć etapów bycia singlem



Pierwszy etap bycia singlem - odczuwasz przerażenie i dojmujące poczucie samotności. Szukasz innych ludzi za wszelką cenę, żeby nie siedzieć samemu w domu. Niedziele są najgorsze, bo to taki "rodzinny" dzień i nie wiadomo, co ze sobą zrobić. Opróżniasz barek.

Drugi etap bycia singlem - odkrywasz wolność i możliwości, jakie ona daje. Próbujesz wszystkiego. Ze wszystkimi. Jeszcze nie bardzo wiesz, co lubisz, ale przypominasz sobie, co Ci sprawiało frajdę przed związkiem i z czego musiałeś zrezygnować. Przymierzasz się do kupna motocykla.

Trzeci etap bycia singlem - odkrywasz, że takich osób jak Ty jest całe mnóstwo. Zaczynasz się przyjaźnić z nimi i nieraz wchodzisz w krótkie relacje z zapoznanymi osobami płci właściwej (zazwyczaj przeciwnej, ale nie bądźmy homofobami). Na chwilę czujesz się znowu w domu, ale przecież wiadomo, to za szybko i to nie działa. Wieczorami jest Ci źle. W ciągu dnia zapełniasz sobie czas wolny i jogging z nieznajomymi sprawia Ci coraz większą przyjemność.

Czwarty etap bycia singlem - przemeblowujesz dom i zaczynasz przyjmować. Jeśli dobrze gotujesz, to drzwi się nie zamykają. Jeśli nie lubisz pichcić, to przynajmniej kup sobie wygodną sofę - ludzie docenią to, że do Ciebie można wpaść o 23h i wypić wino. Które się samemu przyniesie, rzecz jasna. Liczba znajomych na FB rośnie geometrycznie. Zakładasz konto na portalu randkowym.

Piąty etap bycia singlem - pierwszy samodzielny wyjazd na weekend. Boisz się go jak diabli, a potem okazuje się, że poznałeś tyle fajnych ludzi na szlaku, że nie bardzo rozumiesz, dlaczego była partnerka twierdziła, że jesteś małomówny. Zaczynasz zmieniać o sobie zdanie i chudniesz. A te koszule flanelowe wcale nie są takie ładne. Chyba miała rację. Kupujesz rower, a zaraz po nim również motocykl. A co będziesz się ograniczał. Laski zaczynają same do Ciebie pisać, bo zmieniłeś zdjęcie profilowe.

Szósty etap bycia singlem - w weekendy nie sposób Cię złapać, bo jesteś poumawiany od rana do wieczora. Najpierw bieganie, potem brunch z przyjaciółką (nareszcie możesz się spotykać z kobietami i nie musisz nikomu się tłumaczyć z tego, czy z nimi sypiasz czy nie), później na chwilę do mamy zawiesić obrazek, obiad u babci, po południu na rower, wieczorem impreza, a rano budzisz się w bliżej nieznanym Ci łóżku, ale pamiętasz, że było fajnie. Już wiesz, że nie ma sensu się zakochiwać w tych dziewczynach, ale chętnie się z nimi umawiasz.

Siódmy etap bycia singlem - w piątkowe wieczory zamykasz się w domu, ustawiasz statusy "niedostępny" i smakujesz samotności. Pizzę przywozi pan na skuterze, piwo masz w lodówce, a serial ma jeszcze kilka sezonów. Coraz rzadziej wchodzisz na portal randkowy i zastanawiasz się, czy kiedykolwiek jeszcze z kimś będziesz na dłużej. Jest Ci dobrze. Za dobrze. W weekendy wpraszasz się do znajomych kumpli z dziećmi, karmisz się ich rodzinnością i obiadami domowymi. Wykorzystujesz kartę Multisport na tyle, że firma nie chce Ci przedłużyć na kolejny miesiąc. Myślisz o kupnie małego domku na wsi. Chcesz napisać książkę.

Ósmy etap bycia singlem - w niedzielne popołudnie chodzisz sam do knajpy i nie zwracasz uwagi na te wszystkie rodziny i inne stada ludzi, którzy nie lubią być sami. Z kumplami spotykasz się na sport, z kobietami do kina. W zamian za kurs gotowania, uczysz koleżankę grać na gitarze. Na wakacje jeździsz z ekipą, żeby było taniej, ale raz w roku spędzasz parę dni w górach zupełnie sam, co by nie musieć z nikim gadać. Przyjaciele zapoznają Cię z różnymi dziewczynami i jest to nawet przyjemne. Co jakiś czas z którąś idziesz do łóżka, gdy jesteś pewien, że się nie zakocha i jej nie zranisz. Z byłą partnerką rozmawiasz normalnie. Oddałeś jej kolekcję albumów, o które tyle razy prosiła. Dokupiłeś nawet ostatni z serii, kiedy byłeś za granicą.

Dziewiąty etap bycia singlem - na imprezie poznajesz fajną kobietę. Też jest po przejściach. Boisz się, że to spierdolisz, więc dmuchasz na zimne i zdobywasz ją bardzo powoli. Zakochujesz się. Zaczynacie ze sobą pomieszkiwać, a Ty jesteś przekonany, że za chwilę znowu będziesz musiał uzupełnić barek. Odmawiasz noszenia koszul w szpic i kupujesz seksowną bieliznę. Dla siebie. Ona świetnie gotuje i jest znakomita w łóżku. Zaczynasz nowy etap w życiu.
Odstawiasz więc motocykl i kupujesz wygodne auto.

I tutaj mam krótkie pytanie: czy mógłbyś mi pożyczyć swój motocykl na najbliższy sezon? 

17 komentarzy:

  1. Marija, ten epilog wbił mnie w fotel :))

    OdpowiedzUsuń
  2. dziesiąty etap, postanawiasz poświęcić jej swój czas, plany na przyszłość i całą resztę rzeczy które tak długo powoli odzyskiwałeś tylko po to by za kilka lat znaleźć się znów na etapie pierwszym.

    świetny artykuł, daje do myślenia.

    P.

    OdpowiedzUsuń
  3. tak niestety bywa bardzo często. ale może istnieje sposób, żeby nie wrócić do etapu pierwszego?

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo prosty sposób - wystarczy prawdziwe poczucie pewności siebie, a nie udawane, no i ustalanie reguł związku takich żeby nie dopuścić do tego że "musi się tłumaczyć" kim są jego przyjaciółki i czy z nimi sypia. czyli całkowity brak zazdrości obojga. Związek otwarty np.

    http://www.xeromag.com/practicaljealousy.pdf
    http://www.xeromag.com/making_relationships_suck.pdf

    OdpowiedzUsuń
  5. doskonałe! szczególnie pointa! :)))

    (nie mam motocykla, ale jakbym miała to nie wiem czy byłby do zbycia. wszystkiego co miałam używam nadal. bo wieszzzz - na tym etapie jak poprzednie zrobiłąś dobrze - nie wyzbywasz się siebie i nadal się pielęgnujesz plus zdobycze singlowania. czyli walczysz jak lew o czasem samotny wieczór ;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne, podoba mi się. Zastanawiam się, na którym etapie jestem ja.

    OdpowiedzUsuń
  7. ja mam motocykl, a nawet dwa, chetnie pozyczam, ale nie przechodzilem tylu etapow, nigdy. Nota bene motocykle mialem od zawsze.Rowery zreszta tez.
    Pointa swietna!

    OdpowiedzUsuń
  8. zajarawszy się tym tekstem:)

    OdpowiedzUsuń
  9. końcówka... ojeżu! :D

    zastanawiam się, na jakim etapie jestem ja. Szóśty? Siódmy? Na motocykl mnie nie stać, za dużo pieniędzy idzie na alkohol w pubie, w którym jestem średnio 3x w tygodniu.

    nie chcę robić chamskie reklamy, ale zapraszam:
    czerwonakanapa.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  10. >bratZacieszyciela - chętnie pożyczasz? Bo ja tak na serio z tym motocyklem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ino ja ze Szczecina... i sam lubie czesto jezdzic, tylko prace mam wyjazdowa, to nie znam dnia ani godziny. Jakby co to mam zbedna ETZ 250, za nieduzo moge sprzedac

      Usuń
  11. trafiłem tutaj przez przypadek, czyli FB. Gratuluję lekkości pióra. Super ! Ps. motocykla nie mam - tylko deskorolki ;) peace and love

    OdpowiedzUsuń
  12. ja tam slyszalam ze motocykle naleza do tej samej grupy co wieczne piora i szczoteczki do zebow. Mam nadzieje ze nie wszyscy sa takimi ortodoxami ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej ja narazie jestem na pierwszym etapie i chyba tak zostanie na długo.... :-/

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń