czwartek, 9 maja 2013

107. Innymi słowy, mam powera

Rozglądam się za motocyklem. Konkretnie się rozglądam. Bo kasy nadal nie mam, nic się od wczoraj nie zmieniło, ale za to już mniej więcej wiem, czego chcę. Albo nawet całkiem szczegółowo wiem. Suzuki GSX600f. Za niewiele pieniędzy. Będzie w sam raz na dobry początek. A im taniej, tym lepsza będzie kurtka motocyklowa, więc muszę się postarać :)

I jetlag chyba minął, bo już nie czuję się jak wampir. Co najwyżej niewielkie zombie.
Vivement le weekend!

Mam też nowe marzenie, ale ono jest trochę nudne, więc nie będę Was nadmiernie zamęczać. Postanowiłam bowiem, że najwyższy czas polubić gotowanie. Bo ja nigdy nie będę panować nad tym, co jem i jak jem, jeśli będę tyle jadać na mieście. A nie gotuję dla siebie nie dlatego, że nie umiem, a dlatego, że zwyczajnie nie lubię. Mam wrażenie, że jest to strata czasu. No więc najwyższy czas to zmienić. Skoro udało mi się wyjechać do Stanów na 5 tygodni, to teraz cały świat stoi otworem i przecież wszystko mogę, prawda?

Z zadań na najbliższy czas - podjąć decyzję, którą książkę piszę najpierw, bo pomysły są dwa, całkiem różne, całkiem niepodobne i nawet sposób ich wydawania będzie kompletnie inny. Przemyśleć kwestię doktoratu i jakoś się podjąć, albo i nie podjąć, ale raczej podjąć. Popracować nad projektem z San Francisco (tak, jest tam projekt, a nawet dwa i zamierzam je realizować). Zrobić porządek w szafie i pozbyć się przynajmniej połowy ubrań. To samo w kuchni, acz tu chyba aż tyle wyrzucać nie muszę. Nie jeść pieczywa (całkiem nieźle mi to wychodzi, wystarczy nie kupować). Chodzić na kravkę i na basen, bo sama kravka to za mało. I więcej czytać, rysować, grać na gitarze oraz pisać. Czyli trochę odpuścić sobie życie wirtualno-towarzyskie na rzecz twórczości.

Wyjechałam z uporządkowanymi zaległościami. To mi daje teraz dużo wolności. W ogóle powiem Wam, że jak człowiek w jednej dziedzinie życia nabierze wiatru w żagle, to jakoś pozostałe nie chcą być w tyle i się całkiem ładnie wyrabiają.
Innymi słowy, mam powera.


4 komentarze:

  1. Dzięki "Każdy może gotować" J.Olivier'a nawet mój wielce oporny kuchennie mąż nauczył się gotować. Wybrane potrawy ... ale się nauczył!! Jest samodzielnie w tym obszarze i gdy nie ma mnie w domu nie karmi już dzieci pizzą z knajpy, tylko swoją. To w kategorii "panuję nad tym co jem!!" Życzę więc powodzenia w postanowieniu kulinarnym!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, ja potrafię całkiem sporo, ale zwyczajnie nie lubię. Wręcz BARDZO NIE LUBIĘ. ale to również można zmienić :) I właśnie to zamierzam zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem Cię, też nie lubię gotować, też uważam to za stratę czasu i staram się skracać cały proces, jak tylko się da, wskutek czego żywię się mrożonkami i makaronami, a moja figura dąży do kształtu idealnego ;)
    Jak sobie radzisz bez pieczywa? Zastępujesz je czymś? Chciałabym też, ale kompletnie nie mam wizji kanapki bez chleba; wychowałam się na kanapkach jako szybkim, łatwo wykonalnym i łatwo przechowywalnym zaspokajaczu niedużego głodu, nie umiem się od tego odzwyczaić :|

    OdpowiedzUsuń
  4. Na razie mam w domu wrapy i tortille to je stosuję do "kanapek", ale wiesz, wystarczy odpowiednio przygotować sobie składniki na kanapki, żeby dać radę bez chleba. Takie talerz warzyw, serów i wędlin. Yummy :)

    OdpowiedzUsuń