czwartek, 2 maja 2013

101. Pakuję się.

Wczoraj szwendalam sie po okolicy, ostatnie zakupy robilam, siedzialam na placu zabaw i odczuwalam spokoj wewnetrzny. No jasne, ze moglabym ostro imprezowac w Mission albo poznawac fajnych kumpli w Castro, ale jakos lepiej mi bylo na placu zabaw, niedaleko piaskownicy. Kazdemu jego karma :)

Wieczorem sushi, przepyszne, z urocza japonska kelnerka, ktora przyjechala na 5 lat i potem jej sie wiza konczy i jeszcze nie wie, czy zostanie.

Za kilka godzin bede juz w samolocie. Jutro po poludniu czasu polskiego laduje w Warszawie.
Sklamalabym, gdybym stwierdzila, ze sie ciesze. A na podsumowania przyjdzie czas pozniej. Na razie jeszcze jestem tutaj, choc glowa juz w chmurach i coraz bardziej w Europie.


I'm coming home

3 komentarze:

  1. Będzie mi brakować twoich raportów z podróży...

    OdpowiedzUsuń
  2. kurczę! ależ to szybko minęło!
    Wracaj szczęśliwie Lumpiata:)

    p.s. pięknie opisywałaś swój czas tam, spędzony, aż nabrałam chęci do:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za fantastyczne relacje z podróży . Będzie mi bardzo brakować codziennego " co tam słychać u Lumpiatej ?"

    OdpowiedzUsuń