niedziela, 28 kwietnia 2013

97. Trzesienie ziemi, porno i wymioty w San Francisco

U mnie niedzielny poranek, powoli wracam do swiata zywych, a tu takie zaleglosci w blogowaniu. Sama juz nie wiem, o czym napisac i po co, bo oczywiscie dzieje sie bardzo duzo.

W piatek pojezdzilam sobie autem z A i jej coreczka E i poogladalam miasto z roznych wzniesien okolicznych. To jest fajne w tym miescie, ze jest trojwymiarowe i mozesz sobie patrzec z gory, z dolu i z boku i za kazdym razem widzisz cos innego. Najwieksza frajde jednak A zrobila tym, ze pokazala mi fioletowy kosciol bogini. HerChurch (http://www.herchurch.org/). Z krzyzem chrzescijanskim na dachu, ale zakladam, ze to nie jest katolicki kosciol. Podobno fiolet jest kolorem lesbijek i to by wiele tlumaczylo :) nie udalo nam sie wejsc do srodka, bylo zamkniete, i chyba otwieraja tylko, gdy maja jakies spotkania, joge albo inne zajecia, ale sama swiadomosc, ze jest bogini i ze mozna sbie do niej przyjsc mnie bardzo ucieszyla. Feministka nie jestem, ale wielbie swoja osobista kobiecosc.

Potem Academy of sciences w parku Golden Gate z mila wystawa o trzesieniach ziemi, wraz z symulatorem i z dobrymi radami, jak przygotowac dom, zeby konsekwencje nie byly zbyt silne. ogolnie podejscie maja takie, ze nie wiadomo, kiedy nastapi kolejne wieksze trzesienie ziemi w San Francisco (bo pomniejsze sa co i rusz), wiec warto byc przygotowanym. To w 1906 roku dosc konkretnie zniszczylo miasto.

Nastepnie byl spacer z K i jej synkiem G. Clemens street jest takim prawdziwym chinatown. Napisy na sklepach czasami wylacznie po chinsku, bo bialy czlowiek i tak nie wejdzie. I bajgla pierwszego prawdziwego zjadlam. bardzo smaczny byl ten z papryczkami jalapeno. K mi tez pokazala archiwum internetu, czym mnie doprowadzila do glosnych okrzykow radosci. Kawa ze Starbucksa w reku, bajgiel w drugim i archiwum internetu. Tez byscie sie cieszyli.

Wieczorem poszlam sie przejsc po takich bardziej kolorowych dzielnicach. Najpierw sama, potem z piewszym insiderem, ktory mnie zgarnal z homoseksualnego Castro i zawiozl do bardziej hipsterskiej the Mission. Pokazal mi tez budynek, ogromny, z czerwonej cegly, ktory kiedy byl bodajze zbrojownia. Artysci bardzo chcieli zgarnac ten budynek dla siebie i porobic tam sobie lofty, ale finansowo to bylo niemozliwe. Pare lat temu budynek zostal zakupiony przez faceta prowadzacego firme nagrywajaca filmy pornograficzne, zwlaszcza BDSM. I w ten oto sposob jednym z lepiej dzialajacych w okolicy biznesow jest ta firma, kink.com (http://en.wikipedia.org/wiki/Kink.com), a czesc artystow poszla tam pracowac, skoro ciagle potrzebowali edytorow wideo i innych tego typu technikow.

Kolejny insider mnie zaprosil do swojego knajpo-baru, gdzie zostalam uraczona dobrym japonskim piwem, i piwem z quebecu i jeszcze takim o nazwie Delirium Tremens. proweniencji czwartego juz nie pamietam, Panstwo wybacza :) Wieczor skonczyl sie pozno, a wlasciwie wczesnie i z przyjemnoscia wracalam autobusem porannym do swoich kochanych gospodarzy.

A potem byla sobota, czyli odsypianie i popoludniowe kino na nabrzezu, film The sapphires, ktory nie żrobil na nas takiego wrazenia, jakby mogl, gdyby byl lepszy. I popkorn i diet coke, ktore mnie doprowadzily do niefajnych stanow zoladkowych. Czy ktos z Was juz kiedys wymiotowal w centrum san Francisco, pod calkiem wygladajacym wejsciem do kamienicy mieszkalnej?
Ha! A ja tak.

Jak dobrze, ze w polskim domu na emigracji jest mieta i kochani ludzie, ktorzy Ci te miete podaja i miske obok lozka postawia. Ja to mam jednak duzo szczescia do ludzi, mowie Wam :)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz